28. W posępnym oczekiwaniu.
Dwa olbrzymy niespodziewanie opuściły ciasną cipkę naszej kwiaciarki. Dwa ogromne węże zawisły teraz nad jej głową w posępnym oczekiwaniu. Nie zamykała ust, nie broniła już pizdeczki. Powiem więcej: wsuwając palce do środka rozchylała jej krawędzie bardzo szeroko. Jej norka była sponiewierana, opuchnięta i mocno przekrwiona.
-Och Cristina, - westchnąłem wyciągając do góry ramiona i chwytając ją za cycki.
Objąłem je oburącz z dwóch stron i mocno ścisnąłem. Obserwowałem, jak jej brodawki rozciągają się i ciemnieją jeszcze bardziej.
-Uuuuuch, uuuuuch! - stękała ciężko.
Moje krocze pulsowało i kurczyło się jak szalone. Wiedziałem, że, niezależnie od sytuacji, wytrzymam jeszcze, najwyżej, kilkanaście sekund. To był koniec. Nic się nie dało zrobić.
Moja partnerka przechyliła głowę, zamknęła oczy i ciężko oddychała. Uniosła się do góry i ponownie zaczęła opadać. Jej cipeczka robiła się coraz ciaśniejsza, coraz gorętsza i coraz bardziej słodka. Nie pragnąłem niczego innego jak tylko zostać w niej do samego końca.
Położyła się na mnie. Opadła prosto na moją twarz, tymi swoimi, wielkimi cudownymi balonami. Jej oczy były nieprzytomne z podniecenia. Cipeczka zaczęła odstawiać szaleńczy taniec. Czułem mocne, pulsacyjne uderzenia na całej długości mojego fiuta. Wdychałem zapach gorącego nagiego ciała. Nagle pociemniało mi w oczach.
Wsparła się dłońmi tuż za moją głową, kołysała biodrami, a każdy jej ruch wyrywał mnie z rzeczywistości. Chciałem jeszcze i jeszcze. Nie umiałem się opamiętać.
Teraz zwolniła. Poruszała się majestatycznie niczym królowa. Przeciągała każde pchnięcie, ale jej cipka kurczyła się coraz szybciej i coraz mocniej.
-Ooooo Bożeeee, Kristi, Kristi!!! - wzdychałem czując, że puszczam już soki. Wystarczyła iskra. Trzeba było to skończyć.
Podniosła się do pionu, ale nawet na sekundę nie rozluźniła swojej różyczki. Nie tylko czułem, ale też i widziałem, jak jej brzoskwinka kurczy się, szarpie, dygocze. Ten widok rozgrzewał mnie jeszcze bardziej. Patrzyłem, jak jej piersi kołyszą się na boki, jak jej brzuch unosi się i opada w rytm szybkiego, jak galop oddechu.
Nie wiem co się stało. Zrobiłem to wbrew sobie. Nagle wyskoczyłem. Rzuciłem jej ciało na podłogę i spuściłem się, wprost między cycki. Oszalałem. Moje nasienie popłynęło gęstym, obfitym strumieniem dokładnie wypełniając szczelinę a ja czułem trudną do opisania rozkosz.
Kiedy skończyłem chwyciłem ją za balony, pocierałem o siebie, dokładnie rozprowadzając to, co ze mnie wyszło. Wprawnie masowałem jej sutki. “To jakieś szaleństwo”, - pomyślałem.
-Och Jazonie! - westchnęła głęboko.
Czułem, że do szczęścia nie potrzebuję nic więcej. Przytuliła się do mnie. Spojrzeliśmy w stronę łóżka stojącego w drugim pomieszczeniu. To, co się tam działo także nie mieściło się w ramach zdrowego pojmowania.
Fiona leżała na podłodze. Jedyne porównanie, które cisnęło mi się do głowy to to, że wygląda jak rozjechana żaba. Jej nogi były rozwarte najszerzej, jak to tylko możliwe, biodra uniesione do góry, a w cipce siedział nienaturalnie gruby kutas tego czarnego mutanta. Swoją dłoń ciągle trzymała na łechtaczce i, nie wiadomo było, czy broni wejścia do swojej norki, które przecież już dawno zostało sforsowane, czy też próbuje podniecić się jeszcze bardziej.
Drugi zwierz siedział nad jej głową. Jego fujara, zataczając łuk, wdzierała się w jej usta. Obaj stękali, sapali. Ona nie mogła tego uczynnić. Tylko jej oczy wyrażały zmęczenie, przerażenie i opętanie.
-Wiesz co Jazonie, nie wiem, czy chciałabym być na jej miejscu, - westchnęła.
Dwa olbrzymy niespodziewanie opuściły ciasną cipkę naszej kwiaciarki. Dwa ogromne węże zawisły teraz nad jej głową w posępnym oczekiwaniu. Nie zamykała ust, nie broniła już pizdeczki. Powiem więcej: wsuwając palce do środka rozchylała jej krawędzie bardzo szeroko. Jej norka była sponiewierana, opuchnięta i mocno przekrwiona.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz