Szukaj na tym blogu

11 kwietnia 2021

Planeta rozkoszy.

19. Zajeżdżona szkapa. 


Wsparta na jego klatce piersiowej, podskakiwała niczym piłka. Ujął ją w talii i próbował jakoś ustabilizować tempo. Na nic się to jednak zadało i tak robiła z nim co tylko chciała. W końcu zaczął chrapać jak stara zajeżdżona szkapa. 


Poczułem się tak, jakby ktoś oblał moje plecy wiadrem gorącej wody. Całe moje podbrzusze płonęło, a fiut spuchł jeszcze bardziej. Chwyciłem ją w pasie i uniosłem do góry. Była lekka i krucha. Ujęła mnie dłońmi za szyję i, błyskawicznie przerzuciła nogi przez moje ramiona. Tak spleceni doszliśmy do ściany. Spojrzałem jej w oczy, było w nich szaleństwo wymieszane z cierpieniem i ekstazą. Oparłem jej ciało o plastikową płytę i bardzo powoli opuszczałem na mój twardy pal. W końcu jego czubek dotknął jej wrażliwej, miękkiej kobiecości. 

-Nadziej mnie, och wbij się we mnie! - jęczała.

-Mała, jesteś taka słodka! - syknąłem z przejęciem.

Cristi pochyliła się i rozkazała mi do ucha:

-Zrób to, bo straci przytomność!

Poruszałem jej torsem w lewo i w prawo czując, jak mój drąg wdziera się w jej szparkę. Stopniowo luzowałem chwyt. Wchodziłem coraz głębiej, a ona drżała. 

Nagle osunęła się do końca. Wbiłem się w nią raptownie, szybko i mocno. 

-Uuuuuuuaaaaaaa!!! - wrzasnęła na całe gardło.

Objęła mnie ciasno ramionami i szeroko rozsunęła uda. Docisnąłem ją do siebie, jej pipka szalała, kurczyła się w nierównym, kaskadowym tempie wzbudzając w moim ciele niebiański orgazm. 

-Iiiiiiiaaaach!!! - wyłem z rozkoszy.

Instynktownie, na oślep waliłem biodrami i już pompowałem w nią strumień gorącej spermy.

-Hah, hah, hah!!! - postękiwała.

Czułem, że nasienie wylewa się bokami. Wtopiłem usta w jej spoconą szyję i ciężko dyszałem. Jak przez zasłonę usłyszałem podniecony głos Cristi:

-Nieźle, Jazonie!

Odwróciłem głowę próbując zrozumieć, co mówi.

-Nieźle, ale to dopiero początek, - wyjaśniła widząc moje nieprzytomne oczy. 

Dyszałem, jak zagoniony koń.

-Jaki początek? - wymamrotałem.

Nim się zorientowałem dziewczyna zeskoczyła z moich ramion i dopadła Morgana. Ten też, jakby nie do końca, zrozumiał co się dzieje i uśmiechał się do niej głupkowato.

-Kładź się, - warknęła ostro.

-Jasne,  - odpowiedział leniwie, ale jego fiut był już gotowy do ataku.

Powaliła go jednym silnym pchnięciem i dosiadła tyłem. Myślałem, że za chwilę skonam. Byłem wykończony, ale szczęśliwy. To było to, czego potrzebowałem. Nie mogłem podnieść się z podłogi, ale jakie miało to znaczenie? Chciało mi się śmiać. Patrzyłem, jak znęca się nad moim kolegą. “Teraz mu się dostanie”, - pomyślałem. Nie miała za grosz litości. Wsparta na jego klatce piersiowej, podskakiwała niczym piłka. Ujął ją w talii i próbował jakoś ustabilizować tempo. Na nic się to jednak zadało i tak robiła z nim co tylko chciała. W końcu zaczął chrapać jak stara zajeżdżona szkapa. 

-No przestań. Przestań już. Kurwa, przestań! - usłyszałem jego stanowczy protest. 

Nic to jednak nie dało. Nie przestawała. Nie wytrzymał, poderwał się i rzucił ją na brzeg łóżka i rozgarniając jej uda zaskrzeczał:

-No dobra, suko, sama tego chciałaś. 

Pochylił się i wycelował swą ogromną rakietę w jej mokrą pizdę.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...