23. I ja jestem już zarażona.
-Wiem, że cały zapas nasienia powinniście zachować dla niej, ale chuj z tym. Zdaje się, że i ja jestem już zarażona, a może mi się tak wydaje… sama nie wiem. W każdym razie nie ma co ryzykować, prawda?
-O tak, tak, - odpowiedziałem pospiesznie, węsząc okazję, ale po chwili dla świętego spokoju powiedziałem, - Tylko powiedz mi jak to się stało.
Jedną dłonią trzymała smolistą anakondę Herkulesa, a drugą, odruchowo, ściskała pizdeczkę. Nagle zesztywniała, jej ciało szarpało się w pulsacyjnych spazmach. Kutas mutanta, niczym średniowieczny pal, powoli, ale skutecznie wdzierał się w jej wnętrze. Na jej twarzy malowało się cierpienie, niedowierzanie i jednocześnie przerażenie. Patrzyła oczami ofiary, śledzącej poczynania drapieżnika, terminatora, który miał wyznaczyć jej kres.
Śmierć jednak nie nastąpiła. Jakkolwiek to by nie wyglądało, to był tylko seks. Kiedy minęło pierwsze, porażające wrażenie i zaakceptowała tą, niecodzienną, sytuację, pojawiła się ciekawość. Jakby zastanawiała się, co też dalej sio stanie, jak głęboko w nią jeszcze wejdzie i ile będzie w stanie wytrzymać? No tak sytuacja niegodna pozazdroszczenia. Wielkolud wszedł do samego końca, co było dziwaczne, bo jego fujara schowała się tylko nieznacznie, i zatrzymał się. Ciało dziewczyny stopniowo zaczynało się rozluźniać. Poddała się.
-Uuuuuuoooooooch!!! - jęknęła przeciągle, kiedy powoli zaczął się wycofywać.
Do naszych uszu dobiegło głośne mlaśnięcie, przypominające wyciąganie stopy z błota. Kiedy w jej cipce siedział już tylko sam łeb, powróciła do pracy nad wężem Herkulesa. Mimo wysiłków nie mogła objąć go dłonią, a w szeroko otwartych ustach, mieścił się ledwie sam czubek.
Zsunąłem się niżej i począłem bawić się swoim fiutem który, choć nie był ułomkiem, przy tamtych dwóch wydawał się tylko małym robaczkiem. Charon klęczał przed naszą kwiaciarką, niczym niewolnik. Między nim a dziewczyną było pół metra odstępu, a mimo to jego kutas spoczywał głęboko w jej cieczce. Był niczym gruby wąż strażacki, przy pomocy którego była z nim połączona, jak z samochodem. Wyglądało to nieco groteskowo, ale było niesłychanie podniecające.
Na powrót, z dość dużym wyczuciem, zaczął się w nią wciskać. Centymetr po centymetrze pchał się coraz głębiej. Jej ręka, jeszcze raz opadła na wystającą łechtaczkę. Zaczęła ją masować i drażnić głośno przy tym wzdychając.
W tym samym momencie poczułem ciepłą dłoń na swoim ramieniu. Uniosłem głowę i ujrzałem płonące oczy Cristi.
-Chodź, - powiedziała kiwając głową w stronę miękkiego dywanu.
Wiedziałem, o co chodzi. Podniosłem się, ujęła mnie za rękę i pociągnęła za sobą.
-Wiem, że cały zapas nasienia powinniście zachować dla niej, ale chuj z tym. Zdaje się, że i ja jestem już zarażona, a może mi się tak wydaje… sama nie wiem. W każdym razie nie ma co ryzykować, prawda?
-O tak, tak, - odpowiedziałem pospiesznie, węsząc okazję, ale po chwili dla świętego spokoju powiedziałem, - Tylko powiedz mi jak to się stało.
-Och sama nie wiem. Zdaje się, że to cholerstwo, przenosi się też drogą kropelkową… - wyjaśniła ogólnikowo.
Byłem przekonany, że to tylko wymówka. No cóż, nie było co się sprzeczać. Ta sytuacja bardzo ją podnieciła i szukała sposobu, żeby nadziać się na mojego zaganiacza. Nie mogłem jej w tym przeszkadzać. Jak chce to niech ma.
Usiedliśmy na podłodze twarzami do łóżka. Obserwowaliśmy Fionę w posiadaniu dwóch olbrzymów z zamiarem dokonania czegoś podobnego.
-Brawo, Jazonie, - usłyszałem podniecony głos Morgana.
Spojrzałem w jego kierunku. W geście aprobaty trzymał uniesiony do góry kciuk. Uśmiechnąłem się a on dopingował:
-Do boju! Obyś dał radę, kowboju.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz