16. Ani mi się waż wychodzić!
Mój penis zesztywniał jeszcze bardziej, czułem, że zaczyna przejmować kontrolę nad moim ciałem.
-Ani mi się waż wychodzić! - dyszała.
Fiona była naga. Nie miała na sobie kompletnie nic. Jako że była niesłychanie atrakcyjna, bardzo się podnieciłem. Teraz kiedy ponownie ją ujrzałem byłem niesłychanie poruszony. Nie mogłem się powstrzymać i z moich ust wyrwało się mimowolne gorące westchnienie.
-Jazonie, ona jest chora! - odezwała się pani doktor. Patrzyła na mnie spod opuszczonych brwi. Jej spojrzenie przywróciło mnie do rzeczywistości.
-Przepraszam, nie zdawałem sobie sprawy, że jest tak piękna, - próbowałem się tłumaczyć, ale wiedziałem, że zabrzmiało to dość głupio.
Po chwili Cristi spojrzała na koleżankę okiem konesera.
-No, chyba rzeczywiście jest piękna, - rzuciła, ale trafną przelotną uwagę.
Pacjentka stała przed okrągłym lustrem zawieszonym na jednej ze ścian. Zaplotła ręce na swoich dużych piersiach i odwracając głowę w naszą stronę odezwała się chłodno.
-Po co przyszliście?!
-Chcemy ci pomóc, - odpowiedziałem.
-W czym ty możesz mi pomóc, no w czym?! - zaśmiała się sucho.
Patrzyłem na jej szczupłą, zgrabną sylwetkę, na włosy, jasną kaskadą loków, opadające z pleców i nie mogłem zrozumieć, co się dzieje. Pytająco spojrzałem na Cristi. Ta pokiwała tylko głową.
-Pierwszy etap: wrogość. To jeszcze jest do zniesienia, - wyjaśniła fachowo.
-Pierwszy, a co będzie później? - spytałem, ale mogłem się tylko domyślać, bo nie otrzymałem odpowiedzi.
Po kilku minutach wróciłem sam i ostrożnie wszedłem do środka.
-Hej, kapitanie?! - zawołała śpiewnym głosem.
Kompletnie naga leżała na posłaniu. Włożyła dłonie pod głowę rozrzucając włosy wokół ramion. Patrzyła na mnie spod przymkniętych powiek. Zacisnęła usta w nerwowym uśmiechu, który mógł też oznaczać wyczekiwanie. Mięśnie jej twarzy były napięte, niemal drżały.
-Chcesz mnie wyruchać ogierze?! - syknęła przez zaciśnie zęby.
Owładnęło mną, trudne do opanowania, pożądanie. Nie potrafiłem patrzeć na nią, jak na chorą osobę. W tamtej jednej, krótkiej chwili bardziej podobna była do tych małych suczek z Planety Amazonek. Całą swoją osobą prosiła o wielkiego, twardego kutasa i solidne rżnięcie.
Jej napompowane, niczym piłki piersi unosiły się i opadały w rytm szybkiego oddechu. Szeroko rozłożyła swoje powabne uda, odruchowo spojrzałem między nie. Nad jej czerwoną, napęczniałą z podniecenia pizdeczą, lśnił trójkącik jasnych, krótkich włosów.
-Tak, tak, śmiało, zaparkuj tam, tym swoim potężnym drągiem! - jęknęła.
Rozsunąłem rozporek i wyciągnąłem na wierzch. Był nienaturalnie gruby, na całej długości pokrył się siecią fioletowych żył. Dziwnie swędział i pulsował. Wystraszony zacząłem go ściskać, mając nadzieję, że choć trochę zmniejszy swoje rozmiary.
-Chodź tu natychmiast, chodź tu. Daj mi go! - warczała.
Wyraz jej oczu zmienił się jeszcze bardziej. Teraz nie było w nich nic z człowieczeństwa, jedynie sama dzikość, drapieżność, zachłanność. Uniosła się, wsparła na łokciach, wykręciła się w moim kierunku i, skradając się jak lamparcica, fuknęła:
-Mam cię!
Odruchowo cofnąłem się.
-Nie uciekaj!
Mój penis zesztywniał jeszcze bardziej, czułem, że zaczyna przejmować kontrolę nad moim ciałem.
-Ani mi się waż wychodzić! - dyszała.
Uginała nogę w kolanie bez przerwy prezentując mi walory swojej cipki, która robiła się już purpurowa.
-Patrz na nią, nie odrywaj wzroku!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz