12. Wielki kutas w każdej cipce.
-Posłuchaj, jesteś moją przyjaciółką i lekarzem. Przecież bym cię nie oszukiwał. Zalecenia są proste: wielki kutas w każdej cipce. -Wiem Karl, - poddała się.
Nie minęło pięć minut a Jonasz zrobił coś, co kompletnie zaskoczyło wszystkich zebranych. Chwycił ją za ramiona, podniósł, odwrócił tyłem i, bez ceregieli nadział na swoją lancę. Wystraszyłem się, że już po niej. Nic się jednak nie stało. Dziewczyna tylko jęknęła z rozkoszy.
-To niesamowite, jak on to robi, - westchnęła Cristi dyskretnie wsuwając dłonie pod sukienkę.
-Co w tym takiego tajnego, - westchnął Karl, - Zapomniałaś, że jest mutantem? Tak, przy okazji, ciebie też to czeka panienko.
Cristina spoważniała. Wiedziałem, że ma na to ochotę, ale ona powiedziała:
-Co takiego?! Chyba żartujesz?!
-Ależ nie, moja droga, to nie są żarty. Wiesz równie dobrze, że wszystkie kobiety z naszej załogi muszą przyjąć w siebie odpowiednią porcję tego nasienia. Tak, tak… nie ma lekko.
Opuściła wzrok. Nie wiedziałem, czy jest w nim więcej wstydu, podniecenia, czy też lęku.
-Ale, ja… - powiedziała cicho.
-Posłuchaj, jesteś moją przyjaciółką i lekarzem. Przecież bym cię nie oszukiwał. Zalecenia są proste: wielki kutas w każdej cipce.
-Wiem Karl, - poddała się.
Sam miałem na nią ochotę.
-Wiesz, że ta sperma… - zacząłem. Milczała patrząc w podłogę. -One były specjalnie do tego celu hodowane. To wyselekcjonowany, genetycznie zmieniony gatunek. Dobrze wiesz, że to nie jest zwykła sperma. Cristi, to jest lekarstwo, antybiotyk. Tu jest tyle chorób, że jeśli tego nie zrobisz możesz wrócić w plastikowym worku.
-Tak wiem, Karl. Nie musisz mi przypominać. Nie dożyję do końca wyprawy.
-Nie wygląda jak zwierzę, sama przyznasz. Jest przystojny, ładnie pachnie. Zadbaliśmy o to, żeby było miło. W czym problem?
Jej oczy błyszczały.
-Karl, ja nigdy…
-Słucham?!
-Nie, nie to. Ja nigdy nie myślałam o sobie.
Karl popatrzył na nią surowym wzrokiem. Otworzyła usta i czekała starając się dobrać odpowiednie słowa.
-Karl, mam surowicę w ampułkach.
-Ciristi, przestań.
-Mogę robić sobie zastrzyki… codziennie.
-Wiesz przecież, że takie lekarstwa na tej planecie nic nie są warte. Psują się szybciej, niż dążą zadziałać, a ryzyko, że wyrządzą więcej szkód, niż pożytku jest tak duże, że stosowanie ich nie ma, praktycznie, żadnego sensu.
-Tak, tak. Doskonale o tym wiem, Karl.
Patrzył na nią.
-No więc?
-Dobrze, już dobrze, kiedy przyjdzie moja kolej, bez stawiania oporu pozwolę mu się zapłodnić.
Karl spojrzał na nią i się uśmiechnął.
-Cristi, jesteśmy bardzo daleko od Ziemi. Nie wiadomo kiedy wrócimy. Wyluzuj i nie nazywaj tego w ten sposób.
-Karl, proszę, - zaczęła nieleniwe.
-Cristi, przecież widzę, jak się czerwienisz, kiedy na niego patrzysz. Chcesz go.
-Och Karl.
-No co, nie mówię prawdy?
Zaczerwieniła się.
-Jesteś strasznym świntuchem.
-Ha ha ha… nie mów, że jesteś dziewicą. Popatrz na nią, ona też mówiła, że to wstrętne, a teraz rucha się jak opętana.
-No wiesz, jak możesz tak mówić? Takie zwierzęta na mnie nie działają. Zrobię to, ale bez entuzjazmu. To tylko w celach leczniczych.
Karl skrzywił się z przekąsem.
-Tak, tak… już ci wierzę. Spójrz za szybę. Myślisz, że jesteś taka mocna? Wystarczy dobrać odpowiedni egzemplarz. Powiedz, jaki jest w twoim typie? W klatce za bazą mamy jeszcze kilkadziesiąt takich jak on.
Jej walka ze sobą dobiegała końca. Wcisnęła obydwie dłonie w swoje krocze.
-Och Karl.
Mężczyzna siedzący obok mnie czuł się nieźle rozbawiony.
-Mała spokojnie. Tylko się nie zsikaj.
Zaczerwieniła się jeszcze bardziej, a jej wzrok stał się rozbiegany.
-No wiesz, jesteś zboczony.
Karl nie dał się zbić z tropu.
-Ja?! A kto trzyma łapy w majtkach?! - zarechotał.
Speszona poprawiła się szybko i oddaliła się w drugi koniec pokoju.
Oderwałem się od monitora i spojrzałem na niego.
-Chłopie, nie mogłeś sobie darować?!
Nie zmienił swojego zdania.
-Przestań, Jazonie. Wszystkie baby są takie same.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz