71. Przerośnięta orchidea.
Kwiat maksymalnie rozłożył płatki i pomarańczowo czerwoną gwiazdą zasłonił jej ciało. Po chwili powoli zacząłem opadać i jednocześnie przesuwać się na jedną stronę. Z zachwytem obserwowałem, jak ta przerośnięta orchidea porusza się w rytm kopulacyjnych ruchów. Teraz pieprzyła ją już tylko w cipeczkę.
W pewnym momencie druga łodyga prawie niezauważalnie wepchnęła się w jej cipkę i rozpoczęła miarowy powolny taniec. Dziewczynie bardzo się to podobało, bo kładąc dłoń na swoim wzgórku, objęła wypełniający ją pęd, złączyła uda i przykucnęła na ugiętych kolanach.
To był piękny widok. Penetrowały ją dwie macki. Jedna od góry, druga od dołu, a kielich prawie dotykał podłogi. Roślina stała na dwóch rozpłaszczonych bulwach niczym na nogach.
Przysiadłem między nimi. Patrzyłem, jak jeden z pędów porusza się w ciasnej, sprężystej szparce i ogarnęło mnie trudne do opisania podniecenie. Za każdym ruchem górnej macki jej piersi kołysały się do przodu i do tyłu.
Wszystko trwało kilka minut, po czym dziewczyna odwróciła się tyłem, pochyliła i rozstawiła szeroko nogi. Orchidea nie czekając, wjechała w nią od tyłu. Panienka opadła jeszcze bardziej, pozwalając swoim cyckom zwisać swobodnie i obydwiema dłońmi rozchyliła pośladki. Roślina penetrowała ją długimi, głębokimi i łagodnymi ruchami.
-Aaaaaaach, aaaaaach!!! - wyrzucała z siebie samiczka, odchylając głowę daleko do tyłu.
Okazały kwiat pochylał się nad jej plecami i posuwał ją dwumetrowej długości zielonym wyrostkiem. Wtedy zobaczyłem, jak liana grubieje i zaczyna pulsować.
-Haaaaach, haaaaach, haaaaachh!!! - ciężko oddychała samiczka.
Stała w szerokim rozkroku mocnym skłonie i trzymała się za pupę. Ziółko pozwalało sobie coraz zuchwalej, a ona szarpała się w narastających konwulsjach.
-Aaaaa, aaaaaa, aaaaaa!!! - jęczała za każdym pchnięciem.
Jej cycki zrobiły się duże, brodawki ciemne a sutki grube i sterczące. Kiedy jeden pęd penetrował jej cipkę, drugi wijąc się jak żmija, niepostrzeżenie zbliżał się do kakaowego oczka. Kiedy dotarł odpowiednio blisko, zatrzymał się, wyprostował i usztywnił ostatni segment. Następnie łagodnym pchnięciem wcisnął się do środeczka.
-Ooooooaaaaach!!! - westchnęła przeciągle, szeroko otwierając usta.
Obydwa końce poruszały się zgodnym ruchem. Przy każdym wejściu i wyjściu rozbrzmiewały głośne mlaskania.
-Aha, aha, aha... - pojękiwała.
Pchnięcia były płynne, głębokie, pełne. Gałąź w cipce grubiała, sprawiając, że jej płatki naprężały się coraz bardziej.
-Aaaaaach, aaaaach, chuchu, chuchu!
Zagryzła dolną wargę, rzucała głową, wiła się. Liany napierały coraz mocniej, coraz głębiej się w nią wdzierały.
I raz, i dwa, i raz, i dwa...
Kwiat nad jej głową z pomarańczowego zmieniał się w czerwony.
I raz, i dwa, i raz, i dwa... - walił coraz mocniej.
-Uuuuuaaaaacha, uuuuuaaaaacha, uuuuuaaaaacha!!! - jęczała.
Wewnętrzne płatki kielichu złożyły się w tuleję, a następnie wybarwiły się na intensywnie brązowo. Na bokach pojawiły się pomarańczowe pręciki, a wewnątrz majaczył już czerwony słupek.
I raz, i dwa, i raz, i dwa... - ogromny kwiat kołysał się nad jej plecami.
-Acha, acha, acha!!! - wzdychała.
Jej pizdeczka rozszerzyła się już tak bardzo, jakby za chwilę miało wyjść z niej dziecko. Pędy wcisnęły się jeszcze mocniej, a ona odruchowo wysunęła język.
Niespodziewanie uniosłem się na wysokość dwóch, trzech metrów, ponad obydwie istoty. Kwiat maksymalnie rozłożył płatki i pomarańczowo czerwoną gwiazdą zasłonił jej ciało. Po chwili powoli zacząłem opadać i jednocześnie przesuwać się na jedną stronę. Z zachwytem obserwowałem, jak ta przerośnięta orchidea porusza się w rytm kopulacyjnych ruchów. Teraz pieprzyła ją już tylko w cipeczkę. Panienka opadła na kolana i oparła się na rękach. Uspokoiła się nieco, cierpliwie znosząc poczynania dziwnego partnera, czy też partnerki. Trudno powiedzieć jaką płeć miało to coś.
Pchnięcia, z długich i płynnych, stały się krótsze, szybsze, bardziej nerwowe.
Łup, łup, łup... walił zielony wąż.
Samiczka była już bardzo zmęczona, nie jęczała, nie wzdychała, tylko z trudem chwytała powietrze. Jej łopatki opadły niżej, tworząc wgłębienie na środku pleców. Jej głowa także zawisła poniżej poziomu karku.
Tymczasem roślina trzęsła się coraz bardziej.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz