Szukaj na tym blogu

22 czerwca 2021

Planeta rozkoszy.

91. Soczysta brzoskwinka.


Teraz już nie tylko czułem, ale też widziałem, jak jej napęczniała soczysta brzoskwinka wykonuje rytmiczne, częste skurcze. Mój kutas, jak gruba anakonda z każdym pchnięciem wjeżdżał w jej środek, za każdym razem wyrzucając kolejne porcje ubitych soków.


Leżała na boku z jedną ręką ułożoną na biodrze a drugą wciśniętą pod głowę i ciężko dyszała. Jej przepona pracowała na pełnych obrotach. O niczym konkretnym nie myślałem, niczego nie analizowałem. Byłem jak lunatyk prowadzony promieniami księżyca, nad niczym się nie zastanawiałem, nie stawiałem oporu. Chciałem tego coraz bardziej, coraz więcej.

Nie mam pojęcia, czy długo tak leżeliśmy, ale kiedy doszedłem do siebie, posuwałem ją po raz kolejny.

-Yyyyyyyych, oooooou!!! - usłyszałem jej niemal rozpaczliwy jęk.

Siedziała z szeroko rozsuniętymi i ugiętymi w kolanach nogami. Odchyliła się do tylu i wsparła na dłoniach, a ja klęknąłem między jej udami i końcem fiuta zabrałem się do masowania jej wzgórka.

-No wsadź mi go wreszcie, ty ogierze! - cedziła z wysiłkiem przez zaciśnięte zęby.

Przy kolejnym ruchu wepchnąłem się głęboko do jej środka. Zaskoczona patrzyła na swoje krocze. Jęczała głośno, a ja pchałem się głębiej i głębiej, coraz bardziej przesuwając ją po materacu. Moja pyta była jeszcze grubsza niż wcześniej.

-Oooooooo, oooooooch, ooooooo!!! - wyła, jak zarzynany zwierz rzucając głową na wszystkie strony.

Usadowiłem się wygodniej, wcisnąwszy, jej własne uda między te wielkie cyce i łomotałem, bezlitośnie masakrując jej cipkę. Nie byłem delikatny, waliłem, jak w pień drzewa. Wygięta wpół, z cyckami ślizgającymi się po mokrym ciele, wpatrywała się w swój kwiatuszek. Szarpała się i szamotała, próbując utrzymać równowagę.

Jęczała, charczała, a ja pieprzyłem ją, jak dzikie bezwzględne bydlę. Jej ciało było tak niesłychanie podniecające, tak bardzo pobudzało moją wyobraźnię, że nie pragnąłem niczego innego.

Musiała przejść jakąś metamorfozę, zupełnie jakby ktoś mi ją chciał udoskonalić. Miała ogromne, wspaniałe cycki. W tej chwili spoczywały rozpłaszczone pod swoim własnym ciężarem. Mimo tak dużych rozmiarów wieńczyły je spiczaste, ciemne brodawki i grube sztywne sutki. Talia była taka, jak zawsze, wąska, ale biodra dużo szersze niż te, które pamiętałem, wyrzeźbione ponętną linią na każdym centymetrze. Uda także były pożyczone i to jakby od samej Afrodyty, a to, co znajdowało się pośrodku, w czym siedział mój kutas, sprawiało, że traciłem zmysły.

Patrzyła na mnie proszącym wzrokiem, a ja raz za razem uderzałem.

W pewnym momencie poczułem, jak jej cipka zaciska się na moim fiucie, sprawiając, że wzbierała we mnie kolejna eksplodująca fala. Pochyliła głowę, by przyglądać się, jak mój tłok porusza się w jej ciasnej dziureczce. Otworzyła szeroko usta, a jej źrenice zaczęły zachodzić mgłą. Czułem kolejny, zbliżający się orgazm.

-Oooooho, oooooho, aaaaach!!! - jęczała.

Nagle sama przerwała ten szalony wyścig, wyrwała się z moich objęć i zmieniła pozycję. Uklękła, opadając przodem ciała na pościel i wypinając w moim kierunku swój apetyczny tyłeczek. Z wielką rozkoszą chwyciłem ją za biodra i wycelowałem swoją armatę w jej mokrą tarczę. Już sam dotyk posłusznie rozsuwających się gorących płatków spowodował, że przez moje ciało przebiegł słodki dreszcz.

Syknęła, kiedy poruszałem kutasem do góry i do dołu drażniąc jej cipeczkę. Zatrzymałem się i wcisnąłem odrobinkę, by po chwili pomagając sobie dłonią, mocnym pchnięciem wjechać do połowy.

Gdy wznowiłem ostre pierdolenie, znów wyrzucała z siebie niezrozumiałe spazmy. Łapała powietrze, jakby się dusiła. Jej cyce poruszały się i swoim ciężarem wprawiały jej ciało w wahadłowy ruch.

-Wal, mnie, wal... - prosiła jękliwym głosem.

Mocno trzymałem ją w talii i gwałtownymi szarpnięciami, nadziewałem na twardego fiuta. Skóra na jej okrągłych pośladkach była napięta i mokra. Wlepiłem swój wzrok w przepiękny rowek a później w samo kakaowe oczko. Tykała we mnie bomba atomowa.

W jej gardle tworzyła się już cała gama przeróżnych dźwięków. Wygięła się tak, że czubkiem głowy dotykała materaca. Wyglądała, jak suka, której zależy tylko na jednym.

Ugiąłem nogi w kolanach, opuszczając nieco swoje ciało i dźgnąłem ją od spodu, gdzieś pod kręgosłup. Jej pizdeczka opięła mnie jeszcze mocniej.

W końcu wygięła ręce, opierając ciężar ciała tylko na głowie. Wyślizgiwała mi się, buchało od niej gorąco.

Teraz już nie tylko czułem, ale też widziałem, jak jej napęczniała soczysta brzoskwinka wykonuje rytmiczne, częste skurcze. Mój kutas, jak gruba anakonda z każdym pchnięciem wjeżdżał w jej środek, za każdym razem wyrzucając kolejne porcje ubitych soków.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...