81. Żaba.
Żaba z tyłu zacisnęła powieki i przysiadła na topornych łapach. Nagle uniosła się i napęczniała, jak napompowana a po sekundzie z każdego ze ślimaczych rogów pokrywających brązowy grzbiet we wszystkich kierunkach trysnęły strugi białej spienionej cieczy. Wyglądało to jak pagórek pokryty gejzerami.
Wróciłem do poprzedniej pozycji. Nic specjalnego się nie wydarzyło: jeden potworek posuwał ją od przodu drugi od tyłu. Czyżbym się przesłyszał?
Minęło kilka chwil. Już nawet nie jęczała, nie stękała. Najwidoczniej trudno było wydobyć jej jakikolwiek dźwięk. Stworek z przodu rytmicznie poruszał swoją głową w jej ustach. Obserwowała go tak, jakby na coś czekała.
Wielka żaba po drugiej stronie pomieszczenia przechyliła swoją płaską czaszkę. Pomyślałem, że może jednak będzie się coś działo i rzeczywiście miałem rację. Po chwili z ogromnego gardła płaza wydobyło się głębokie przejmujące bulgotanie. Nieznacznie uniósł swój ciężki łeb i spojrzał do góry. Jeszcze raz mrugnął ślepiami i mlasnął. Później otworzył paszczę i znów ją zamknął.
Nietoperze niezmiennie atakowały ją z dwóch stron. Kołysała się tak, jakby była jebana przez rzeczywistych samców.
-Chrrrrrrrraaaaaau!!! - dobiegło do moich uszu.
Szybko odwróciłem wzrok. To charczenie wydawał jednak ten żabi król. Tak go nazwałem. W tej chwili jeszcze z jego brzydkiego pyska wydobywały się niewielkie bąbelki.
-Ech, ech, ech! - stękała.
Upiorne ćmy dawały jej solidnie do wiwatu, a poczwara pod ścianą najwyraźniej była coraz bardziej podniecona. Unosiła się i opadała, jakby miała zamiar do niej podejść.
Nagle na sekundę zrobiło się całkiem ciemno, po czym zobaczyłem, jak jeden z owadów unosi się tuż nad jej pośladkami. Najwyraźniej wykorzystując moment mojej nieuwagi, wysunął się z jej dupki. Trzepotał skrzydłami, wisząc nad jednym punktem.
Po chwili uniósł się, odwrócił, i zapikował między jej pośladki, niczym w tarczę strzelniczą.
-Aaaaaach!!! - jękneła głośno.
Drugi diabełek także gdzieś umknął. Po sekundzie usłyszałem ciche:
Bulg.
Pierwszy jak dzida wbił się w jej dupę. Siedział jeszcze głębiej niż poprzednio. Pomieszczenie zaczęły przenikać tak słodkie mlaskania, że gdybym tylko miał taką możliwość, trysnąłbym z rozkoszy.
Głorrrrrrrrrr, grrrrrrrrrraaaa!!! - charczzał płaz.
-Aha, oooooch!!! - jęczała.
Bulg, mlask, bulg...
-Ooooooooch!!!
Bulg, mlask, bulg...
Klęczała, ale na ramionach opadła tak nisko jakby robiła pompki.
Bulg, bulg, bulg...
-Ooooooch!!!
Jeszcze szybciej machał swoimi skrzydłami. Jej cipka rozwarła się jeszcze bardziej, a z jej środka obficie płynęły soki.
-Łoooooch, aaaaach, łooooooch!!!
Mlaskanie z krótkich serii przeszło w rytm ciągły, przybrało jeszcze bardziej mokry i słodki ton. Stworek w widoczny sposób wkładał mniej wysiłku, by się w niej poruszać. Żaba bez przerwy obserwowała ich z otwartą paszczą, co chwilę mrugała żółtymi ślepiami. Dziewczyna kołysała się i bez przerwy jęczała.
Przeniosłem się do przodu i opadłem niżej. Obserwowałem jej swobodnie opadające, kształtne piersi. W chwilę później znowu rzucała głową, próbując dostosować się do narastającego napięcia.
-Aha, aha, aha... - ciężko wzdychała.
Stworek łomotał ją od tyłu jak rasowy ogier.
-Aaaaach, aaaaach, aaaaach!!! - jęczała.
Wsuwał i wysuwał swój łeb, bez przerwy wachlując skrzydłami. Jej jęki stawały się coraz krótsze i głośniejsze. Przesunąłem się tuż nad jej okrągłe pośladki. Nietoperz zaczął drżeć i dygotać.
-Ach, och, uuuua!!!
Patrzyła w podłogę, jej cycki poruszały się do tyłu i do przodu.
-Oooooooooo!!! - krzyknęła.
Kiedy wróciłem do jej pośladków, okazało się, że odnalazł się brakujący potworek. Oniemiałem z wrażenia, bo okupowały obydwa wejścia. To było piękne, więcej nie mogłem oczekiwać.
-Łooooooch, łoooooch, łoooooch!!! - jęczała.
Potworki nie przeszkadzały sobie nawzajem. Ich ruchy były niezwykle synchroniczne.
-Ła, ała, aaa!!! - wyrzucała z siebie dziewczyna.
Drżała, trzęsła tyłeczkiem, a one ostawiały swój magiczny taniec.
-Mmmmmm, ach, aha... - wzdychała.
Mocno trzymała się krawędzi stołu. Czworo skrzydeł łopotało razem.
-Aaaaaach, aaaaach, aaaaaach!!!
Próbowała spojrzeć za siebie, one były jak wampiry, robiły to coraz szybciej. Powietrze przenikał świst błoniastych skrzydełek.
Żaba na sekundę uchyliła paszczę i zdawało się mi, że wyleciał z niej jeszcze jeden cień, ale mogło być to tylko wrażenie.
-Aaaaaach, ach, ach, ach, aaaaaach, aaaaaach!!!
Spinała się i rozluźniała, najwyraźniej od dłuższego już czasu szczytując. Rozpływałem się w jej westchnieniach. Kołysała się do przodu i do tyłu, jej piersi huśtały się w rytm jej ruchów. Tuż za jej pośladkami trzepotało czworo skrzydeł. Gdyby miały dość siły pewnie uniosłyby ją do góry.
Żaba z tyłu zacisnęła powieki i przysiadła na topornych łapach. Nagle uniosła się i napęczniała, jak napompowana a po sekundzie z każdego ze ślimaczych rogów pokrywających brązowy grzbiet we wszystkich kierunkach trysnęły strugi białej spienionej cieczy. Wyglądało to jak pagórek pokryty gejzerami.
Po chwili płaz szeroko otworzył ślepia i paszczę, tak właśnie przeżywał uniesienia z czarnowłosą dziewczyną.
Nietoperze opuściły obydwa otworki i przez chwilę szybowały w pobliżu. Zwiesiły swoje, podobne do penisów, łby a po chwili zapadła kompletna ciemność.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz