72. Plątanina lian i macek.
Kolejne pręciki masowały jej pośladki i okolice otworku analnego. Przeniosłem się jeszcze niżej. Roślina była większa, niż na początku można było przypuszczać. W całym pomieszczeniu kłębiła się plątanina jej lian i macek.
Liana weszła do samego końca i po krótkiej chwili zaczęła wykonywać szybkie, głębokie pchnięcia.
-Łoch, łoch, łoch!!! - stękała czarnowłosa piękność.
Zielony kutas przybrał kształt stożka i walił jeszcze szybciej, jeszcze mocniej.
-Aaaach, aaaach, aaaach!!!
Chlup, chlap, chlup, chlap... - rozbrzmiewały odgłosy posuwania.
W tym samym momencie druga łodyga zbliżyła się do jej kakaowego oczka.
Fiiiiiiut, - dało się słyszeć głęboki cichy gwizd.
-Aaaaaaaach!
Patrzyłem na jej otwierające się i zamykające usta, na głowę wykonującą nerwowe ruchy i marzyłem tylko o tym, żeby już się spuścić. Niestety tak się nie stało. Tymczasem to ona osiągała kolejny szczyt.
-Aaa-cha, aaa-cha, aaa-cha!!! - sapała coraz szybciej.
Za każdym pchnięciem jej ciałem szarpały coraz mocniejsze skurcze. Teraz pędy pracowały na przemian, a to jeszcze bardziej potęgowało jej podniecenie. W obydwu otworkach było już tak mokro, że wydobywały się z nich specyficzne odgłosy:
Fiiiiiu-wiiiiiu, fiiiiiu-wiiiiiu, fiiiiiu-wiiiiiu...
Ku mojemu zaskoczeniu to roślina jako pierwsza doznawała orgazmu. Zaczęła się trząść, jakby otrzymała porządną dawkę herbicydów. Kołysała się, prawie opierając się o jej plecy.
Po chwili tyłeczek samiczki zacisnął się w potężnym skurczu i pozostał tak przez kilka sekund. W tej pozie wyglądał bardzo apetycznie, wszystkie jego mięśnie drżały.
Fiiiiiu-wiiiiiu, fiiiiiu-wiiiiiu, fiiiiiu-wiiiiiu... - zielone łodygi pracowały w cipce i dupce.
-Och, oooooch, ooołch!!!
Chlup, chlap, chlup, chlap...
Obydwa końce wyjechały z jej otworków, a ona powoli uniosła głowę, próbując odzyskać kontrolę nad sobą.
Równocześnie środkowe płatki zbielały, a następnie pokryły się brązowo pomarańczowymi plamkami. Obydwie dziurki pozostały jeszcze otwarte, ukazując swoje ciekawe wnętrze.
Nagle dziewczyna zawisła w powietrzu brzuchem do góry. Stało się to tak szybko, że moje oczy nie zarejestrowały przyczyny. Dopiero później dostrzegłem, że wokół jej kostek i nadgarstków okręciły się czarne cienkie pędy. To na nich wisiała. Z trudem uniosła głowę i spojrzała do góry między swoimi piersiami.
Zewnętrzne płatki okwiatu rozchyliły się na boki, natomiast środkowe wysunęły do przodu, a ona wiła się w mocnym uścisku. W pewnej chwili jakby się poddała, zwiotczała, a jej głowa opadła do dołu.
-Uuuuuch, uuuuuch, uuuuuch! - próbowała uspokoić galopujący oddech.
Na coś się zanosiło, jakby na coś się przygotowywała.
Wewnętrzne płatki kwiatu złożone były na kształt serca, a z samego jego środka wysuwał się jaskrawo czerwony słupek. Równocześnie gdzieś z boków wyłaniały się długie cienkie pręciki zakończone zgrubieniami w kształcie śliwek. Całość stopniowo wjeżdżała pomiędzy rozchylone nogi.
Mała maczuga dotknęła wzgórka i płynnie zjechała do dołu, rozchylając jej wargi. W następnej kolejności wykonała niewielki ruch ku górze i znalazła się w jej wnętrzu.
-Afffffu, afffffu, afffffu... sapała w oczekiwaniu.
Jedno gwałtowne pchnięcie i siedziała w niej kuś w całości.
-Aaaaaach!!! - jęknęła, a płatki jej cipki rozjechały się niczym gorące masło.
Trzymające ją odnóża się skróciły, usztywniając i rozciągając ją jak upolowaną zwierzynę. Kielich rozpoczął szybkie, krótkie, intensywne ruchy.
-Ach, ach, ach!!! - pojękiwała.
Nie próbowała się szarpać, głowę trzymała nisko, tylko jej piersi przelewały się do przodu i do tyłu.
-Aaaach, aaaach, ach, ach!!! - jęczała.
Słupek poruszał się rytmicznie, za każdym razem wysuwając część zgrubienia na zewnątrz.
-Ooooooch, ooooooch, ooooooch!!! - westchnienia stawały się coraz głębsze.
Patrzyła w sufit, była bezbronna, rozpięta jak w pajęczej sieci.
Chlip, chlap, chlip, chlap... - posuwał ją kwiat.
Kołysał się do przodu i do tyłu a zielone macki rozłożył szeroko na boki.
-Och, ach, och, ach!!! - pojękiwała.
Końcówka słupka zgrubiała jeszcze bardziej, wypiętrzając wargi i łechtaczkę. Dokładnie w tym samym momencie od góry zbliżył się jeden z pręcików i klapnął na napęczniałą wisienkę.
-Och, ech, ech, ech!!! - szarpała się w spazmach.
Kolejne pręciki masowały jej pośladki i okolice otworku analnego. Przeniosłem się jeszcze niżej. Roślina była większa, niż na początku można było przypuszczać. W całym pomieszczeniu kłębiła się plątanina jej lian i macek.
Tymczasem wyrostek na górze uniósł się i rytmicznie zaczął chodzić razem ze słupkiem, za każdym razem uderzając w rozkoszny języczek.
-Oooooch, oooooch, oooooch!!! - jej westchnienia stały się dłuższe.
Chlip, chlap, chlip, chlap...
-Oooooch, oooooooch, aaaaaaaaaaach!!!
Ze zwieszoną głową i na wpółprzymkniętymi oczami patrzyła za siebie. Sutki jej piersi zrobiły się spiczaste, brązowe, mocno pomarszczone. Roślina wydłużyła i wzmocniła pchnięcia, swoim naporem unosząc jej ciało do góry.
-Oooooaaaauuuuch, oooooaaaaauuuuch!!! - jęczała samiczka.
Szarpała się, jakby wydawała ostatnie tchnienie.
-Uuuuuuaaaaaa, uuuuuuaaaaach, chrrrrraaaaa!!!
Rozkosz musiała być trudna do zniesienia. Kolejne uderzenie prawie uniosło ją do pionu.
Charczała. Maszyna wytrwale pracowała.
Dziewczyna nagle zawyła jak pies i opadła bezwładnie.
Niemal w tej samej sekundzie roślina opuściła jej gorące wnętrze, pozostawiając po sobie rozwartą czeluść. Słupek uniósł się nad jej brzuch i natychmiast wyrzucił z siebie zieloną maź i kilka niewielkich okrągłych nasionek. Większość spadła na jej ciało, ale jedna idealnym łukiem wylądowała w ustach. Z jej cipeczki popłynął strumień szmaragdowego kisielu.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz