83. Może mi pan wierzyć.
-Może mi pan wierzyć, panie Hamman, jestem w tej dziedzinie fachowcem, wiem, czego pan potrzebuje.
Jeszcze mocniej zacisnęła palce na moim kutasie.
-Czemu pan nic nie mówi, panie Hamman?
Pochyliła się, nie odrywając wzroku od moich oczu. Zrobiło mi się bardzo gorąco. Poczułem jej spojrzenie gdzieś głęboko w sobie.
-Biedny pan Hamman, oj biedny... - mówiła, powoli się prostując.
Jak psychoanalityk ciągle wpatrywała się w moją twarz.
„Kim jesteś?” - pytałem w myślach.
-... taki spięty, zestresowany. - ciągnęła. - Chce się pan odprężyć?
Czułem się tak, jakbym śnił, jednak to wszystko było takie realne, takie rzeczywiste, że niczego już nie byłem pewien.
Wyciągnęła dłoń i dwoma palcami chwyciła moją wielką pytę.
-Och! - jęknąłem, a moje podbrzusze zareagowało tak, jakby wylał ktoś na nie wiadro wrzątku.
Objęła samą żołądź: delikatnie, od góry. Jej długie mocne palce zacisnęły się na sprężystej żyle.
-O tak, jest pan spięty, - westchnęła.
Gładziła od dołu do góry, bardzo delikatnie, sam koniec. Myślałem, że zwariuję.
-Tak nie może być, panie Hamman.
„Dlaczego mnie tak nazywa?” - zastanawiałem się.
Pieściła, robiła to niby od niechcenia, ale bardzo wprawnie, precyzyjnie i dokładnie. Pomyślałem, że morze rzeczywiście jest lekarką.
„Moja żona lekarką”, - ta myśl wywołała uśmiech na mojej twarzy.
Zwolniła uścisk i puściła, zupełnie jakby zakończyła jakieś wstępne badanie. Nie pamiętam, co było dalej. Zdaje się, że zasnąłem albo na chwilę straciłem świadomość.
Ocknąłem się na klęczkach, moje łokcie były wsparte o poduszkę, a goły tyłek wystawiony w jej kierunku. Znajdowała się dokładnie za mną.
-Mmmmmmmm... - mruczała, głaszcząc moje jaja.
Całym moim ciałem zawładnęło przyjemne gorąco.
-Twarde, - powiedziała fachowym tonem, - dawno pan nie ruchał.
„Och kurwa!” - zakląłem w duchu, uświadamiając sobie, że za chwilę się spuszczę.
-Oj dawno, dawno, - mówiła, - poruszając skórą na moim kutasie. - Nie pamiętam, kiedy ostatni raz widziałam tak spragnionego fiuta.
Musiałem przyznać, że trafnie oceniła sytuację. Byłem niesamowicie napalony. Spojrzałem przed siebie. Nie mogłem uwierzyć: miał prawie metr.
-Niech pan mi powie, panie Hamman, chciałby się pan spuścić na moje ciało?
Jej dłoń przesuwała się w górę i w dół, potęgując i tak już ogromne podniecenie.
-Och, na pewno, - odpowiedziała sama sobie, - i co, najchętniej pewnie na moje cycki?
Jedną dłonią jeździła po grubym trzonie, a drugą masowała zwisające, wielkie jądra.
-Może mi pan wierzyć, panie Hamman, jestem w tej dziedzinie fachowcem, wiem, czego pan potrzebuje.
Jeszcze mocniej zacisnęła palce na moim kutasie.
-Czemu pan nic nie mówi, panie Hamman? Och, tak, oczywiście, wiem, co sprawi panu największą przyjemność, - tłumaczyła, pochylając się nad moimi pośladkami.
Gładziła je dłońmi, czułem jej ciepły oddech.
-Domyśla się pan, o co mi chodzi?
Jej palce wjechały w rowek między moimi pośladkami. Prawie poderwało mnie do góry.
-Tak, tak, to panu na pewno sprawi przyjemność.
Pochyliła się i językiem dotknęła mojej skóry.
-Och Klaro, nigdy cię takiej nie widziałem! - westchnąłem już bardzo podniecony.
Nie odpowiedziała, ja także nie mogłem nic więcej dodać. Jej język przejechał po moim anusie. Jedną ręką gładziła moje jaja, a drugą wprawnie waliła ogromnego ogiera.
-Mmmmmm... - mruknęła cicho.
Po chwili z donośnym mlaskaniem lizała moje żołędzie, a kciukiem masowała otworek między pośladkami. Jej ruchy na moim drągu stały się bardziej gwałtowne, sprężyste i mocne. Napiąłem kręgosłup.
-Och Klaro, Klaro!!! - jęczałem.
Do moich uszu dobiegało głośne mlaskanie. Trzepała kapucyna, lizała jajka i pieściła mój tyłek. Zwiesiłem głowę i gapiłem się na jej cycki. Rzeczywiście miałem nieodpartą ochotę spuścić się na te wielkie balony.
„Co za cudowny dzień, co za wspaniały sen”, - myślałem, nie do końca zdając sobie sprawę z tego, co się ze mną dzieje.
Raz – dwa, raz – dwa... - jej zaciśnięta dłoń przesuwała się po moim fiucie.
Chlap, chlap, chlap... - zwinny język lawirował po moim worku.
-Aaaaaauuuuu!!! - zawyłem z rozkoszy, kiedy chwyciła jedno jajo w swoje gorące usteczka.
Ssała.
Zwolniła uścisk na moim penisie, by po chwili chwycić jeszcze raz, trochę inaczej. Teraz obejmowała go z większym wyczuciem. Cztery palce delikatnie zaciskały się na nim, lecz nie obejmowały dookoła, piąty, wskazujący, wysunięty do przodu, przy każdym ruchu drażnił miejsce, gdzie gruba żyła nikła w środku. Kciukiem drugiej dłoni wciąż masowała mój kakaowy otworek.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz