73. Fantom.
Fantom miał takie same cycki, takie same biodra, wszystko, nawet buty były identyczne, jak te na żywej dziewczynie. Wszystko jednak lśniło metalicznym blaskiem.
Kiedy wróciłem wskazówka była już w ruchu.
Wiiiiiiiuuuuuuuwiiiiiiiuuuuuuu... - syczała, a ja z pytaniem w głowie patrzyłem, jak mija kolejne wejścia.
W końcu stanęła przed portalem w kształcie serca zasłoniętym czerwonymi, mocno pomarszczonymi kotarami.
Dziewczyna jak w poprzednich aktach wyszła z windy i skierowała się tam, gdzie nakazywała metalowa strzałka. Zasłony powoli zaczęły rozjeżdżać się na boki, odsłaniając zacienione wnętrze. Kiedy jej urocza postać zbliżyła się na dwa kroki, w środku rozbłysło błękitne łagodne światło. Zamiast pokoju zobaczyłem wąskie schody prowadzące gdzieś do góry. Ich koniec niknął w niebieskiej poświacie. Stopień po stopniu wchodziła coraz wyżej. Jej obcasy stukały, wydając blaszany odgłos.
W pewnym momencie z mgły wyłoniła się pionowa podpora z okrągłą podstawą w kształcie młyńskiego koła. Schody kończyły się niewielkim podestem i ścianką, która do złudzenia przypominała duże jajowate lustro.
Stuk, stuk, stuk... - szła, zalotnie poruszając tyłeczkiem. Mimo to jej oczy cały czas pozostawały czujne. Uniosłem się za nią.
Młyńskie koło było areną zwieńczoną wysoką palisadą. Dziewczyna dotarła na sam szczyt. To rzeczywiście było lustro. Na samym dole pojawiło się odbicie, które stopniowo zajmowało coraz większą jego powierzchnię.
Wreszcie stanęła na podeście. Kiedy spojrzałem w szklaną taflę, oniemiałem z wrażenia. Odbicie tylko w głównych zarysach przypominało jej postać. To był brunatny fantom pozbawiony szczegółów anatomicznych jej ciała. Lśnił, jakby był odlany z brązu. Zbliżyła się i niepewnie śledziła każdy odbity ruch.
W końcu postacie zbliżyły się do siebie i zatrzymały się tuż przed magiczną barierą. Później nastała chwila ciszy.
Wreszcie prawdziwa postać odchyliła się i wyciągnęła ramię, jakby chcąc sprawdzić autentyczność odbicia.
-Ooooooo! - zawołała, kiedy na powierzchni lustra pojawiły się koliste kręgi.
Szkło falowało jak powierzchnia wody.
-O, oooooooch!!! - krzyknęła, gdy tafla zapadła się, tworząc skośny lej.
Po chwili stało się coś jeszcze dziwniejszego. Nie mogąc utrzymać równowagi, zachwiała się i runęła do przodu. Zupełnie jakby jakaś siła wciągnęła ją do środka.
-Ooooooooo!!! - wydała z siebie ostatni krzyk i już jej nie było.
Zapadła ciemność.
-Ooooooooo! - brzmiało jeszcze echo jej zawołania, gdy mrok rozjaśnił się na błękitno.
Stała oko w oko z metaliczną bezpostaciową istotą, która wyciągnęła dłoń i dotknęła skroni dziewczyny, a ta z lękiem odsunęła głowę.
-Aaaaach! - jęknęła, jakby ten dotyk zabolał.
Z bliska dostrzegłem szczegóły. Lustrzane odbicie miało oczy, usta, nos, jednak wszystko w tym samym miedzianym kolorze. Cofnęło rękę, zbliżając palce do własnego policzka tak, jakby chciało porównać. W tym samym czasie drugim ramieniem zatoczyło duży łuk. Dziewczyna, odsuwając się, wykonała identyczny gest. W ten sposób nieopatrznie wypięła swoje ładne piersi do przodu.
Fantom pochylił się, wysunął metaliczny język, dotknął jej sutka i przejechał nim od dołu do góry. Z wrażenia otworzyła usta.
Po chwili jego głowa znajdowała się już między jej szeroko rozchylonymi udami. Lizał jej cipkę. Jego ozdobione metalicznymi rzęsami i brwiami oczy były zamknięte. Mocno trzymał ją za uda.
Chlast, chlast, chlast... - pracował językiem.
-Acha, acha, acha... - wzdychała samiczka.
Leżała płasko z szeroko rozłożonymi ramionami a jej nieco dziwna kochanka klęczała niżej z twarzą zanurzoną w mokrej pizdeczce. Wszystko wokół było tylko iście surrealistycznym różowo fioletowym, pozbawionym jakichkolwiek szczegółów, tłem. Wyglądało to tak, jakby kochały się w powietrzu, w przestrzeni bez granic. Realne były tylko one.
Chlast, chlast, chlast... rozbrzmiewały odgłosy lizania metalicznego bliźniaka.
-Aaaaa, aaaach, aaaaa, aaaach!!! - jęczał jego rzeczywisty odpowiednik.
Fantom miał takie same cycki, takie same biodra, wszystko, nawet buty były identyczne, jak te na żywej dziewczynie. Wszystko jednak lśniło metalicznym blaskiem.
-Aaaa-cha, aaaa-cha, aaaa-cha!!! - jęczała.
Chlast, chlast, chlast... pracowało metaliczne odbicie, wykonując coraz dłuższe pociągnięcia.
Jego język wciskał się równo w sam środek jej pizdeczki. Prześlizgiwał się mocno od samego dołu po sam czubek łechtaczki. Panienka zagryzła wargę i zamknęła oczy. Szarpała się w spazmach, unosząc biodra w rytm kolejnych pociągnięć.
-Aaaa-cha, aaaa-cha, aaaa-cha!!!
Chlast, chlast, chlast...
Kopia kołysała się, uderzając swoimi cyckami w jej pośladki.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz