77. Upiór z nocnych koszmarów.
Stwór był podobny do ważki i unosił się prawie pionowo. Był niczym upiór z nocnych koszmarów. Nie chciałem mieć z nim nic wspólnego.
Głos spikera już rozbrzmiewał. Czułem się tak, jakbym coś opuścił, jedne statki już odleciały, inne właśnie lądowały.
„Cóż to za impreza? Ilu jeszcze gości przybędzie?” - zadawałem sobie pytania, całkowicie zatracając się w tej grze.
I oto byłem już w środku. Igła s sykiem poruszała się po okręgu, mijając kolejne drzwi modulowała swój dźwięk. W końcu stanęła przed wejściem w kształcie pięknej wielkiej białej muszli. Już się niecierpliwiłem, co dalej zobaczę. Naga dziewczyna ruszyła w stronę nowej przygody. Chociaż może i ona sama była zupełnie inna, bo przecież po poprzednich epizodach nie mogła tak szybko dojść do siebie. Miałem nieodparte wrażenie, że i jedno i drugie mogło być tutaj możliwe.
Nagusieńka, świeża i czysta, seksownym krokiem zbliżyła się do perłowego otworu. Minęła metalową strzałkę i śmiało patrząc przed siebie, znalazła się na progu. Z wewnątrz biło białe przyjemne światło. Wyczuwałem delikatny pościelowy nastrój.
Usłyszałem jakby szum, czy szelest a po chwili zaskoczony głos dziewczyny:
-Ooooh!
W tym samym monecie poblask przybrał pomarańczowy odcień. Patrzyłem z góry na jej duże cycki i sterczące sutki. Nie miałem pojęcia co się dalej stanie, byłem niesłychanie podekscytowany.
Nagle zachwiała się i poleciała w dół. To była pochylnia, kręta i bardzo śliska. Z wyciągniętymi nogami i rękoma niczym saneczkarz pomknęła w dół. W którymś momencie skoczyłem i ja. Krzycząc, minęła mnie z wielką prędkością. Poczułem, jak jej sutek przemyka obok mojej twarzy. To było bardzo realistyczne i niesamowite.
-Uuuuuuuuaaaaaaaa!!! - darła się na całe gardło.
Nie wiem czy była to radość, czy strach. Słyszałem tylko metaliczny dźwięczny świst jej ciała.
-Ooooooaaaaaaa!!! - krzyczała, mijając kolejne zakręty.
Było super. Sunęła coraz szybciej i szybciej, w końcu zakręciło mi się w głowie. Wreszcie pochylnia się urwała. Kobieta spadła wprost na ugięte nogi. Nic się jej nie stało.
Gdy tylko odzyskała równowagę, rozejrzała się nieufnie. Pomieszczenie, w którym się znalazła, było okrągłe, pokryte perłowo złotymi spiralnie opadającymi falami.
-Hek! - stęknęła wystraszona.
Z prawej strony, zza zjeżdżalni wpatrywało się w nią wielkie gadzie oko. Brrr… przeszedł mnie dreszcz. Było żółte przecięte pionową wąską źrenica i mrugało. Bez wątpienia należało do żywej istoty. Co chwilę na ułamek sekundy w chłodny zwierzęcy sposób zakrywało się powieką.
Usłyszałem dziwne charczenie i głowa powoli się odwróciła. Dotarło do mnie, że nie był to gad... nie wiem co, raczej chyba płaz. Przemawiał za tym szeroki, typowo żabi pysk i brązowa wilgotna skóra. Odruchowo odsunąłem się o dwa metry. Cały łeb pokryty był wypustkami podobnymi do ślimaczych rogów.
Zwierzę miało hipnotyczne, mocne spojrzenie. Trudno było mi patrzeć w inną stronę. Niezgrabnie, wahadłowymi ruchami zbliżało się do dziewczyny. Siedziała na czymś z opuszczonymi nogami. Usłyszałem niby ptasie terkotanie a po chwili znowu to nieprzyjemne charczenie.
Człap, człap, człap... krok za krokiem było coraz bliżej. Było tak wielie, że gdyby otworzyło paszczę i chciało ją pożreć, nie musiałoby nawet gryźć.
-Brrrrrruł! - beknęło, a spomiędzy jego szczęk, szybkim łukiem wyfrunął czarny cień przypominający nietoperza.
Zwierzę poprowadziło go swoimi ślepiami aż pod sam sufit. Ja także uniosłem wzrok. To był nie jeden, lecz dwa szybujące stworki. Miały podłużne opływowe ciała i błoniaste, półprzezroczyste skrzydła. Nie podobały mi się, miały w sobie coś złowieszczego. Unosząc się coraz wyżej, stopniowo zbliżały się do siebie.
-Aaaaa!!! - usłyszałem jęk.
Spojrzałem na panienkę. Leżała na plecach a jej cycki sterczały wysoko.
-Aaaaa-ha! - westchnęła.
Jej głowa wystawała poza podest, na którym się znajdowała. Miała przymknięte powieki i szeroko otwarte usta. Próbowała się unieść, otworzyć oczy i patrzeć ponad swoje piersi, ale było to dla niej zbyt trudne. Nie miałem pojęcia, co się stało.
-Yaaaaah, yaaaaah... - dyszała.
Zerknąłem do góry i zobaczyłem nad sobą szeroko rozpostarte, furkoczące w miejscu błony. Na tle podświetlonego na pomarańczowo sufitu wyglądały upiornie.
-Uuułach, uuułach... - ciężko oddychała.
Stwór był podobny do ważki i unosił się prawie pionowo. Był niczym upiór z nocnych koszmarów. Nie chciałem mieć z nim nic wspólnego.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz