Szukaj na tym blogu

7 czerwca 2021

Planeta rozkoszy.

76. Czerwony zaganiacz.


Czerwony zaganiacz opuścił ich mokre jaskinie i pozostał na środku. Kolejny okrzyk był dużo głośniejszy i bardziej przeciągły, jakby obydwie były tylko nadmuchiwanymi zabawkami, jakby uchodziło z nich całe ciśnienie. Z obydwu cipek tryskała biała gęsta ciecz. Śmietankowe kropelki z dużą siłą rozpryskiwały się na boki.


Przymknąłem powieki, by nieco otrząsnąć się z wrażenia i gdy je ponownie uchyliłem, po moich plecach przebiegł słodki dreszcz podniecenia. Obydwie postacie leżały na plecach na niewidzialnej podłodze zwrócone pośladkami do siebie. Oddzielała je półmetrowej wielkości przerwa, którą niczym czerwony myślnik łączył długi kutas. Obydwa jego końce spoczywały w przeciwległych cipkach. Jeden w błyszcząco miedzianej, drugi w czerwono różowej. To był cudownie podniecający widok. Na dodatek te pojękiwania wydobywające się z dwóch gardeł jednocześnie, takie słodkie, pełne rozkoszy sprawiały, że nade wszystko chciałem się do nich przyłączyć.

Jak one to robiły? Ich kolana ugięte były pod jednakowym kątem, a piękne ciała poruszały się idealnie zbieżnym, wahadłowym ruchem, penetrując ciasne szparki w dokładnie identyczny sposób.

-Aaaaacha, aaaaacha, aaaaacha!!! - jęczała ta prawdziwa.

-Aaaaacha, aaaaacha, aaaaacha!!! - odpowiadała minimalnie wyższym tonem kopia.

Zachowywały się niemal jak lustrzane odbicia. Gdyby nie różniła je barwa, w żaden sposób nie byłbym w stanie wskazać, która jest która.

-Ooooooaaa, aaaaaach!!! - kwiliła jedna.

-Ooooooaaa, aaaaaach!!! - odpowiadała druga.

Słuchałem, słuchałem... i nagle ich głosy zlały się jeden, synchroniczny śpiew a nieziemskie echo tworzyło interferencyjny chór.

Mmmmmmmmmmmm... - drżało powietrze.

Powabne, słodkie pośladki poruszały się, odsuwając i zbliżając do siebie, raz pochłaniając, raz uwalniając czerwonego węża.

-Ach, och, ooooa!!!

-Ach, och, ooooa!!!

Oa, oa, oa... odpowiadał pogłos.

Obydwie szparki były napęczniałe, płatki mocno wywinięte, obydwie magiczne, obłędne, jedna intensywnie czerwona, druga metalicznie żółta.

-Aaaaaaaaach, aaaaaaaaach, aaaaaaaaach!!!

-Aaaaaaaaach, aaaaaaaaach, aaaaaaaaach!!!

Tańczyły jak meduzy jak identyczne obrazki w kalejdoskopie, ulotnie i podniecająco.

Do siebie, od siebie, do siebie, od siebie... i znowu ich głosy zlały się w jeden.

-Aaaaaaaaa, uuuuuuuuua!!!

Pierwszy raz w swoim życiu widziałem tak wspaniały obraz. Ich cycki wyglądały jak napompowane do granic możliwości balony, a psitki grubą, soczystą opuchlizną z obydwu stron obejmowały sylikonowego fiuta. Po pewnym czasie miałem poważne wątpliwości czy rzeczywiście są to odrębne istoty, czy też jedna odbita w jakimś niewidzialnym trójwymiarowym lustrze.

-Ach, ach, aaaaach!!!

-Ach, ach, aaaaach!!!

To było tak nierealne, tak nierzeczywiste, jak jakiś dziwny sen, a jednocześnie tak bardzo prawdziwe i przenikające na wskroś, że chciałem jeszcze i jeszcze. W powietrzu unosiły się mydlane banki, powoli opadały na szklaną taflę. Nie mam pojęcia, skąd się brały. Chociaż wiedziałem, że to niemożliwe, miałem wrażenie, że cała sala doznaje orgazmu.

-Aha, aha, aha...

-Aha, aha, aha...

Przeciwległe końce wchodziły w ich norki, jak krety, dupcie coraz mocniej do siebie lgnęły, szczytowanie było coraz bliżej.

Raz, dwa, raz, dwa...

Kutas wchodził coraz głębiej, za którymś razem zniknął prawie całkowicie. Jak mogło się to stać? Przecież był taki długi?

-Aaaaah, aaaaah, aaaaah!!!

-Aaaaah, aaaaah, aaaaah!!!

Zetknęły się obcasami swoich kozaczków i tańczyły dalej. Wtórowały jedna przez drugą. Poruszały się coraz szybciej, przebierały rączkami, coraz gwałtowniej nadziewając się na członka. Czułem, że nie panują nad sobą.

Nagle zatrzymały się jak w stop-klatce, pała między ich cipkami wygięła się do góry. Słyszałem już tylko jedno pokrzykiwanie. Obcasiki stukały, ich nogi wiły się niczym łabędzie szyje.

-Aha, oooooh, aha...

Poddałem się tej niesamowitej euforii, znalazłem się pod nimi i patrzyłem na idealnie okrągłe, napięte w ekstazie pośladki, po jednej stronie w kolorze delikatnej oliwkowej opalenizny, po drugiej prawie złote, jaskrawo lśniące, i jedne i drugie cudownie podniecające.

-Aaaah, aaaah, aaaah... - jęczała prawdziwa.

-Ołh, ołh, ołh... - odpowiadała sztuczna.

Mlaskanie w ich cipkch było coraz głośniejsze, bardziej mokre... i nagle jakbym stracił świadomość. Ciemność... i znowu znalazłem się pod nimi. Westchnienia i jęki przycichły, stały się tylko przyspieszonymi oddechami. Tylko co jakiś czas dało się słyszeć ciche:

-Oooooa, oh, a...

Ku mojemu zaskoczeniu odepchnęły się nogami i jak na lodzie odjechały od siebie na dwa, trzy metry.

-Aaaaaah!!! - jeknęła jedna.

-Oooooa!!! - odpowiedziała druga.

Czerwony zaganiacz opuścił ich mokre jaskinie i pozostał na środku. Kolejny okrzyk był dużo głośniejszy i bardziej przeciągły, jakby obydwie były tylko nadmuchiwanymi zabawkami, jakby uchodziło z nich całe ciśnienie. Z obydwu cipek tryskała biała gęsta ciecz. Śmietankowe kropelki z dużą siłą rozpryskiwały się na boki.

-Aaaaaaaaah!!! - jęczała rzeczywista panienka.

Jej pizda pozostawała otwarta, wyglądała jak rozjechany przez auto zwierzak. W tej samej chwili z samego środka wystrzeliła długa struga o śmietankowej konsystencji. Kiedy zastanawiałem się, co też to może być, z ogromną siłą zostałem wyrzucony na zewnątrz.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...