Szukaj na tym blogu

1 czerwca 2021

Planeta rozkoszy.

70. Łodyżka. 


Łodyżka wcale nie była taka cienka, na jaką na samym początku wyglądała. Była grubości męskiego członka w pełnym wzwodzie. Kształt też był podobny, ale kolor intensywnie zielony.


Ponownie znalazłem się na zewnątrz wierzy. Z bliska nie była aż tak bardzo podobna do korony. Przypominała raczej operę, teatr, lub też świątynię. Konstrukcja była niesłychanie wysoka, strzelista rozszerzająca się na samym szczycie. Na środku płaskiej platformy znajdowała się kopuła z czterema łukowato wykończonymi wejściami. Po dwóch stronach każdego z portali brały początek stalowe zręby, które biegły na skraj i wyskakiwały parabolami prosto w niebo. To właśnie one tworzyły złudzenie korony. Na lądowiskach stały jeszcze statki kosmiczne. Lektor ogłaszał coś istotnego w tym samym co poprzednio języku.

Nagle jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki znalazłem się w środku. Patrzyłem, jak igła zatrzymuje się przed kolejnymi drzwiami. To były dwa, połączone na kształt zielonego serca, liście. Ciemnowłosa dziewczyna ruszyła w ich stronę. Nigdzie się nie spieszyła. Kołysząc biodrami, stawiała nogę za nogą.

W pomieszczeniu było ciemno i nagle gdzieś z góry padł szeroki snop rozmytego światła, oświetlając środek brązowo szarej podłogi. W samym środku znajdowała się roślina. Była podobna do przerośniętej, pomarańczowej orchidei. Nie mogłem przyjrzeć się dokładniej, ponieważ zasłaniała mi ją dziewczyna.

Wytężyłem wzrok, bo wydawało mi się, że kwiat nieznacznie się poruszył. W pierwszej chwili wziąłem to za zwykły podmuch powietrza. Kiedy jednak niespodziewanie znalazłem się z drugiej strony, dostrzegłem, że wykonuje on płynne, wężowate ruchy. Wyginając łodygę, pochylał kielich, jakby kłaniał się w pas, jakby chciał wycałować jej kolana i stopy. Kiedy się prostował, sięgał nieco ponad jej głowę.

Patrzyłem i nie mogłem uwierzyć. Jaskrawy kwiat był głową z kryzą płatków wokół szyi, gruba przewodnia łodyga tułowiem, a cienkie wąsy u góry ramionami. Od podstawy wyrastało kilka długich liści. Były one rodzajem spódniczki. Automatycznie skojarzyłem go z kobietą. Tym bardziej że w miejscu gdzie teoretycznie powinny znajdować się piersi, występowały symetryczne zgrubienia. Nie dziwiłem się. W ciągu ostatnich chwil widziałem już tyle różnych dziwnych rzeczy, że postanowiłem zaczekać na dalszy rozwój wypadków.

Dziewczyna odsunęła się pół kroku i wykonała gest, który odczytałem jako: „rób swoje”. Wielki kwiat przez chwilę kołysał się przed nią, jakby łasił się niczym wierny pies. Pochyliła się, wyciągnęła dłoń i dotknęła go wierzchem palców. Przejechała od środka po sam koniec jednego z płatków i się uśmiechnęła. Kwiat w odpowiedzi uniósł cienkie wypustki i niezwykle szybko zaczął poruszać nimi we wszystkie strony, balansując przed jej twarzą i nagim ciałem. Nagle chwyciła jedną z nich i zatrzymała przed swoimi ustami. Łodyżka wcale nie była taka cienka, na jaką na samym początku wyglądała. Była grubości męskiego członka w pełnym wzwodzie. Kształt też był podobny, ale kolor intensywnie zielony. Popatrzyła, wsunęła w pomiędzy uchylone usta, zatrzymała na sekundę i na wyciągniętym języku wysunęła ją ponownie. Następnie na samym czubku złożyła słodkiego buziaka.

Jeszcze raz spojrzała i się uśmiechnęła i znów z zazdrością w oczach pochłonęła go ponownie. Przymknęła powieki, zacisnęła usta i ssała, ale jak ona to robiła. Marzyłem, żeby tak samo zrobiła z moim fiutem. Odchylając głowę, poruszała językiem w prawo i w lewo. Po chwili zaczęła lizać jego ogórkowe ścianki.

Patrzyłem jak powoli staje w rozkroku, jak wkłada dłoń między swoje uda i zanurza palce w ciasnej cipeczce. Patrzyłem, jak majstruje nimi, stopniowo rozchylając muszelkę.

Byłem bardzo blisko, słyszałem nawet ciche mlaskanie. Jej palec wskazujący świdrował coraz głębiej, coraz mocniej przejeżdżając po łechtaczce.

Jej usta wypełniał zielony pęd. Poruszała głową w tył i w przód. Roślina kontrolowała jej ruchy. Kielich opadał i się unosił.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...