93. Wojna.
Otworzyłem oczy, przede mną stał Sofi z dymiącym miotaczem plazmy w dłoniach.
-Pilocie, co się stało? - spytałem oficjalnie, próbując zebrać myśli.
-Wojna, - odpowiedział krótko.
Traciłem nad sobą kontrolę, waliłem bez opamiętania. Pomiędzy kolejnymi spazmami zerkała na mojego giganta. Jebałem ją bez żadnego zmęczenia, po każdym wytrysku z zapasem nowych sił. Coraz bardziej pogrążałem się w swojej żądzy, chciałem jeszcze i jeszcze, bez przerwy, bez ustanku.
Stanąłem na podłodze i zadzierając jej uda jeszcze wyżej, pochyliłem się do przodu. Przykryłem ją swoim ciałem. Waliłem, dociskając zgrabne uda do wielkich cycków. Była zwinięta jak naleśnik, całkowicie przygnieciona moim nienasyconym cielskiem. Szeroko rozpostartymi ramionami trzymała się krawędzi łóżka.
Nagle wypadłem z niej, poprawiłem pozycję, stanąwszy w szerokim rozkroku. Odkręciła się na bok, zadzierając nogi daleko pod brodę i wystawiając w moją stronę swoją niesamowitą cipeczkę. Przyłożyłem kutasa i pozwoliłem mu wjechać samym łbem. Zatrzymałem się na sekundę. Po chwili bardzo powoli wjechałem do samego końca.
-Ohooooooooooo! - westchnęła.
Wysuwałem się delikatnie, by od po chwili ostrożnie wsunąć się do środka. Dopiero za szóstym, czy siódmym posunięciem wznowiłem szaleńczą bardziej zdecydowaną akcję.
-Aaaaaa-haaaa! - jęczała.
Pracowałem może niezbyt szybko, ale za to bardzo mocno do samego dna. Przy każdym uderzeniu całe jej spocone ciało trzęsło się jak galareta. Jej cipka była jak imadło.
-Gau, gau, gau!!! - stękała.
W pewnym momencie zrozumiałem, że coś jest nie tak. Na moją głowę lały się strugi wody. Słyszałem jednostajny, monotonny szum. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że to rzęsisty ciepły deszcz. Wszystko mnie bolało, czułem się tak, jakby ktoś siłą wyciągał mnie z głębokiej otchłani. Otworzyłem oczy, przede mną stał Sofi z dymiącym miotaczem plazmy w dłoniach.
-Pilocie, co się stało? - spytałem oficjalnie, próbując zebrać myśli.
-Wojna, - odpowiedział krótko.
-Wojna? - nie dowierzałem.
-Jesteśmy w samym środku lokalnego konfliktu Kapitanie.
Uniosłem głowę.
-Zabieramy go stąd, - krzyknął do pozostałych.
Za jego plecami przestępowała z nogi na nogę Junan. W jej oczach malowało się przerażenie.
-Co oni z tobą zrobili Jaznonie?! - jęknęła, płacząc.
-Kto? - spytałem nieprzytomnie.
-Oni, - odpowiedziała, wskazując gdzieś za moje plecy.
Nie wiedziałem, co się stało, nie byłem w stanie się odwrócić, nie mogłem zaczerpnąć powietrza, czułem, że się duszę.
-Maska! Dajcie ten cholerny tlen! - krzyknął Sofi.
-Zabieramy go stąd!
Rejestrowałem tylko skrawki tego, co działo się wokół mnie. Zdaje się, że odpinali moje nadgarstki z jakiejś uprzęży i później położyli na wilgotnym mchu. Dotknąłem dłonią skroni, ale nie czułem jej.
-Coś ci podłączyli do głowy.
-Co?
-Masz czip i diabli wiedzą co jeszcze.
Nagle ciężką atmosferę obcej planety przeszył potężny wybuch. Nasz statek zatrząsł się w posadach, miałem wrażenie, że za chwilę rozpadnie się na kawałki. W końcu unieśliśmy się w powietrze i zataczając duże łagodne koło, oddaliliśmy się od niebezpiecznej strefy. Kanonada przycichła, nieprzyjemne huśtanie ustało. Przez domykający się luk bagażowy kątem oka ujrzałem duży kawał wypalonego lasu. W końcu prócz pracy silników nie było słychać już nic, przez moment zawładnęło nami nieprzyjemne przeciążenie, błyskawicznie uruchamiając sztuczną grawitację. Wiedziałem, że byliśmy w otwartym kosmosie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz