9. Mrowienie między udami.
Czuła, że na całym ciele zaczyna drżeć, na rękach i nogach pojawiła się gęsia skórka. Dygotała w panice, ale czuła coraz mocniejsze mrowienie między udami. Chciała, żeby znalazło się tam coś twardego gorącego i sprężystego.
Robiło się jej coraz bardziej gorąco. Podniecało ją to, że jakiś zupełnie obcy mężczyzna, w kompletnie nieznanym miejscu i do tego w takich okolicznościach, będzie na nią patrzył. Uśmiechnęła się. Po raz pierwszy się do niego uśmiechnęła i nie był to wymuszony uśmiech.
-Przecież mnie widzisz, - udawała, że nie wie, o co chodzi. Wiedziała co stanie się za chwilę.
Zachowywał się, jak bardzo inteligentny, wykształcony psychopata. Nie był nachalny, brudny, obdarty. Nie śmierdziało od niego. Nie był też agresywny. Dziwnie się czuła, bo zaczynało ją to coraz bardziej rozbudzać. Jej ciało płonęło. Czuła to każdą swoją komórką. Nie umiała nad tym zapanować. Miała wrażenie, że od samego początku na to czekała. Nie chciała się do tego przyznać, ale czuła, że całe swoje dotychczasowe życie przygotowywała się właśnie do tego momentu.
-Bez ubrania, - wyjaśnił.
Jeszcze przez chwilę walczyła ze sobą. Próbowała jakoś to sobie poukładać. Musiała zachować jakieś pozory. Chociażby nikłe. Przecież nie mogła się, ot tak, rozebrać przed nieznanym facetem. Jak mogłaby spojrzeć w lustro i powiedzieć, ze wszystko jest w porządku. Miała swoją godność. Była kobietą z klasą. Chociaż z drugiej strony, i tak mógł z nią zrobić wszystko. Może chociaż w ten sposób jej nie pobije? A może nie będzie tak źle?
-Chyba zwariowałeś?! - żachnęła się.
Wstał i powoli obszedł ją dookoła. Wyczuła woń dobrych perfum. Zdziwiła się, że w takiej sytuacji jeszcze potrafi je poczuć.
-Och, jak ja to lubię, - westchnął.
Nagle szarpnęła nią kolejna fala paniki. Zawsze tak miała, zawsze, kiedy zaczynała uciekać, nie mogła przestać. Im szybciej biegła, tym szybciej gonił ją jej strach.
-Jesteś zboczeńcem, porywaczem, mordercą! Znajdą mnie, rozumiesz, znajdą! Już pewnie mnie szukają! Dostaniesz dożywocie! - krzyczała dramatycznie.
Stanął naprzeciw niej.
-Wiesz, twój opór mnie podnieca i bawi.
Na powrót wszystko się w niej gotowało. Jak może!
-Podnieca? Bawi? Ja już się postaram, żebyś do końca życia nie wyszedł z więzienia!
Patrzył jej w oczy i się uśmiechał.
-Wiesz, co, na razie nie będę, zbytnio zmieniał twojej świadomości. Pobawię się jeszcze trochę twoim strachem.
Czuła, że na całym ciele zaczyna drżeć, na rękach i nogach pojawiła się gęsia skórka. Dygotała w panice, ale czuła coraz mocniejsze mrowienie między udami. Chciała, żeby znalazło się tam coś twardego gorącego i sprężystego.
-Gdzie ja się znajduję?! Co to za pokój, dlaczego nie ma w nim okien ani drzwi?! Powiedz!
Nic nie wyjaśnił. Odczekał chwilę i zaczął od początku.
-Rozbierz się. Teraz! - jego głos stał się stanowczy.
-Nie! - krzyknęła zbuntowana.
Nie robił nic, tylko patrzył. Nie zamierzała się poddawać.
-Jeśli myślisz, że jestem słaba i bezbronna, to grubo się mylisz! Będę się bronić do ostatka! Rozumiesz?!
Spojrzała na swoje paznokcie, były krótkie i przypiłowane, szkoda, że wieczorem je obcięła.
-Tak, wiem, - powiedział cicho.
-Co wiesz? Co ty możesz wiedzieć, do jasnej cholery?!
-Rozumiem cię i wcale się nie dziwię.
-Rozumiesz? Ha, to jakiś żart!
Uśmiechnął się trochę krzywo.
-Uściślij, o jakim ostatku mówiłaś?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz