8. Pierdolił, jak dziki zwierz.
Pierdolił, jak dziki zwierz, walił tyłkiem raz po raz. Zaciskała zęby, ciężko dyszała, jęczała.
Złączyła uda a on klapnął twarzą w jej cycki. Popiskiwała cichutko. Powinna wzbudzać litość u każdego innego faceta, ale nie u niego. On brał co uważał za słuszne i niczym się nie przejmował. Skuliła się, mlaskał jej sutki. Głośne odgłosy wypełniały pomieszczenie. Przygniatał ją a ona się wiła. Z zamkniętymi oczami tańczyła w jego objęciach. Był jak drapieżnik przyciskający ją do podłoża, nie dawał najmniejszych szans. Leżała skulona a on próbował w nią jeszcze raz wejść. Stękała. Dyszał. Po kilku minutach weszli na łóżko. Uklękła, wypięła tyłek i opadła przodem. Przysunął się od tyłu i po chwili był gotowy do ataku. Stękała cichutko.
Przymierzał się. Chwiał się w prawo i w lewo celował. Sapał. W końcu trzymając ją za biodra wlazł. Stęknęła głośno.
Wyszedł i wszedł. Dyszała. Rozbierał ją.
Grzecznie poprawiła pozycję a on jeszcze raz wszedł cicho. Po chwili rozpoczął intensywną pracę biodrami. Trzymał ją za cycki i ruchał głęboko.
Raz, dwa, raz, dwa… stała się jakby nieco bardziej rozluźniona.
Wersalka, stukając, przesuwała się po podłodze.
Walił, penetrował ją miarowo. Jego kutas, jak długi wąż wchodził w jej wnętrze. Brał ją mocno, daleko, dogłębnie. Mogła tylko jęczeć. Półprzytomnie spojrzała na niego, była gotowa do finału, ale nie on.
Chap, chlap, chap… walił szybko.
Jęczała. Przyspieszał coraz bardziej. Opadła na jeden bok. Nie było mu wygodnie, więc próbował ją odwrócić. Przez chwilę tarmosił jej piersi. Bez przerwy głośno jęczała.
W kurtce rozległy się szybkie odgłosy miarowego jebania. Jęczała i wzdychała coraz głośniej.
-Muszę ci to zrobić, przecież wiesz! - mamrotał.
Chlap, chlap, chlap, chlap…
-Och Saro! - sapał.
Chlap, chlap, chlap, chlap…
-Yyyyyyhhhha-oooooo! - krzyczała na całe gardło.
Pierdolił, jak dziki zwierz, walił tyłkiem raz po raz. Zaciskała zęby, ciężko dyszała, jęczała.
Zwolnił. W końcu uspokoiła oddech, patrzyła w swoje krocze. Ściągnęła ręce na piersi. Czekała. Stopniowo przyspieszał. Znowu wzdychała. Zadarł jej spódnicę, by odsłonić tyłek.
Teraz ruchał powoli. Wchodził i wychodził, wchodził i wychodził… wzdychała, cicho.
Szamotał się z jej ubraniem, próbując je zostawić w połowie pleców. Jakimś cudem wciąż wracało. Powoli wchodził i wychodził. Docierał głębiej niż poprzednio. Stękała z przejęciem. Kuliła się zwijała. Penetrował. Powoli wyszedł i szybko dźgnął. Jęknęła. Znowu przyspieszał. Rozpoczęła głośniejszy koncert. Jego laga wdzierała się w nią jak nóż w masło. Pchał się i cofał, pchał się i cofał… szeroko otwierała usta, wzdychała, głośno jęczała.
I raz i dwa i raz i dwa…
-A nie mówiłem, dobrze ci?! - posapywał.
-Nie, nie… oooooch! - błagała.
Ruchał.
-Och Saro!
-Nie!
-Trzeba, po prostu ci to zrobię.
Próbowała na niego patrzeć. Wchodził i wychodził. Sapał. Skuliła się i jęczała. Wciąż robił swoje. Głęboko wdzierał się w jej wnętrze, rozpychał jej ciasną cipeczkę.
I raz i raz i raz… jego chuj stał się jeszcze grubszy.
-Yyyyy-hy, yyyyy-hy… ooooooch! - dyszała.
Jebał, jebał, jebał… nie zważał na nic. Była półprzytomna, ledwie żyła. Stękała, prężyła się. Z jednej strony chciała, by już skończył, ale z drugiej… nie chciała nawet myśleć.
Jebał, jebał, jebał… dyszała. Chciała wybuchnąć. Zamknęła oczy i poddawała się temu, co się z nią działo.
Docierał jeszcze głębiej. Coraz bardziej bolało, jęczała coraz głośniej. Chlap, chlap, chlap, chlap…

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz