15. I tak wszystko było jego.
Nagle cofnęła się, jakby wyrwana z głębokiego snu. No tak, była przecież zabawką, tylko zabawką. Owszem, mogła mieć wszystko, o ile on na to pozwolił, mogła mieć całe tuziny boskich kochanków, domy, pojazdy… mogła mieć wszystko, ale i tak wszystko było jego.
Czuła, że barwa jego słów zmienia się wraz z jej nastawieniem. Czyżby on też był jej częścią jej wyobrażenia? Zamknęła powieki i czekała. Czekała na to co się stanie.
-Już? - zapytała niepewnie.
-Tak.
Spojrzała przed siebie i doznała kolejnego olśnienia. Jeszcze głębszego i bardziej przejmującego, niż poprzednio. Stała na skraju rozległej, turkusowo zielonej doliny. Nigdy wcześniej nie widziała piękniejszej zieleni. Równia ciągnęła się od horyzontu, po horyzont, upstrzona była różnokolorowymi kwiatami w tysiącach subtelnych odcieni. W uszach czuła łagodny szum wiatru a zewsząd dobiegało monotonne, usypiające brzęczenie owadów.
-Boże! Jest cudownie! Jak??? Jak to zrobiłeś?
Ostrożnie, niemal jak cień, wyszedł zza jej pleców. To był wciąż ten sam, jej wymarzony, idealny facet. Nie mogła nie spojrzeć między jego nogi. Jego penis był gruby i sztywny jak rakieta. Gdyby teraz się nie odezwał, gdyby nie zrobił nic, mogłaby rzucić się mu w ramiona.
-Proszę, nie mów do mnie Boże.
-Ale?
-Nie lubię tego.
-Ale???
-No co? Nie dziw się. To mój świat.
Z otwartymi ustami patrzyła raz na niego, raz na krajobraz. Co się dzieje? Jak to możliwe? Czy za chwilę Ta bańka mydlana nie pryśnie?
-Tak, tak… wszystko… - pokiwał głową.
-Och! - westchnęła po raz kolejny.
-Wszystko, co tylko zechcesz…
-Oooooch! - odezwała się jeszcze głośniej. Czuła, że coraz bardziej chwyta ją ta wizja. Była jak księżniczka z bajki. Każda dziewczyna chce się tak czuć. Przynajmniej raz w swoim życiu. Przynajmniej przez chwilę.
-Podoba ci się? Już mniej się boisz? To tylko zabawa, gra. Wszystko może stać się twoje. Wszystko, co tylko sobie wymarzysz. Tu nie ma żadnych ograniczeń.
-Och, przestań.
-Mimo że nic nie jest prawdziwe, wszystko może stać się realne, namacalne tak bardzo jak tylko to możliwe.
Miała wrażenie, że za chwilę mu się rozpłacze.
-Przestań, proszę…
-Tak realne prawdziwe, że za każdym razem odbierze ci mowę.
Czuła, że ilość wrażeń przerasta możliwości jej rozumienia i akceptacji. Idealny facet, idealny krajobraz i jeszcze to, co mówił. Zaczynała się czuć, jak Alicja w krainie czarów, tylko gdzie był realny świat, jej świat, jej świat pełen spalin i hałasu, biurowców i autobusów, może nie tak doskonały, ale świat, który tak dobrze znała i czuła się komfortowo bezpiecznie.
-Wszystko? - spytała jeszcze raz.
Uśmiechał się.
-Cokolwiek zechcesz.
Teraz był, niczym książę, spełniający jej zachcianki. Strach i przerażenie coraz bardziej ustępowały miejsca całej masie innych uczuć.
-Cokolwiek zechcę?
Wyciągnął dłonie tak, jakby chciał ją gdzieś poprowadzić.
-Oczywiście. Jest tylko jeden warunek: musisz ze mną współpracować.
-Jak to? - nie zrozumiała.
-Ja daję, ja zabieram.
Nagle cofnęła się, jakby wyrwana z głębokiego snu. No tak, była przecież zabawką, tylko zabawką. Owszem, mogła mieć wszystko, o ile on na to pozwolił, mogła mieć całe tuziny boskich kochanków, domy, pojazdy… mogła mieć wszystko, ale i tak wszystko było jego. Zaczynała mu wierzyć, myśleć tak jak on, czuć tak jak on. Obawiała się, że już popada w obłęd.
-Wszystko jest moje, nawet ty, - powiedział spokojnie.
-Nie, - zaprzeczyła, jakby we własnej obronie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz