1. Proszę, proszę wypuść mnie.
-Proszę, proszę wypuść mnie, - odezwała się. W jej głosie była niepewność, ale też ogromna nadzieja.
-Wiesz, że to niemożliwe, - odpowiedział dość sucho.
Przez chwilę jeszcze patrzyła mu w oczy a później z rezygnacją spojrzała w podłogę.
Siedziała na sofie w małym pokoju, patrzyła na niego i płakała. Stał tuż przed nią i powoli ściągał spodnie. Chwyciła go za uda i przytrzymała zsuwającą się cześć garderoby. Usiadł obok, spojrzała mu w twarz, chwycił ją za dłonie.
-No Saro… - odezwał się przyciszonym, ochrypłym głosem.
Zgiął plecy, by także jej zajrzeć w oczy.
-… przecież dobrze wiesz… - ciągnął.
Trzymał ją delikatnie za palce i spokojnie uniósł na wysokość swojej twarzy.
Na chwilę zamilkł. Patrzył na nią ściskając jej dłonie. Czekał, spokojnie czekał, jakby chciał, by się uspokoiła i zaakceptowała to, co za chwilę miało się stać.
Miała czarne, długie, spięte gumką włosy. Ubrana była w biały skromny sweterek i spódniczkę sięgającą trochę poniżej kolan.
-Postaram się, by przebiegło to łagodnie.
-Hy?! - wzdrygnęła się.
Teraz to ona ścisnęła jego palce i, opuszczając głowę, skrzywiła się, jakby za chwilę miała wybuchnąć rzewnym płaczem.
-Wstań, - szepnął.
Zdawał się dokładnie wiedzieć, co chce robić. Skuliła się, jakby chowając przed ciosem. Wyciągnął rękę i, jeszcze raz, chwycił jej drobniutką dłoń, powoli rozgarnął palce, trzymał i obracał bardzo czule.
-Zobaczysz, to nie będzie takie straszne, - szeptał mając nadzieję, że zrozumie jego motywacje.
Trzęsła się próbując przyciągnąć ramiona do siebie.
-Nie bój się, nie bój, - powtarzał cicho.
Patrzyła w podłogę.
-Och Saro, - westchnął z przejęciem.
Niepewnie uniosła wzrok.
-Proszę, proszę wypuść mnie, - odezwała się. W jej głosie była niepewność, ale też ogromna nadzieja.
-Wiesz, że to niemożliwe, - odpowiedział dość sucho.
Przez chwilę jeszcze patrzyła mu w oczy a później z rezygnacją spojrzała w podłogę.
-A więc… - zaczęła.
Opuściła powieki, by po raz kolejny, spojrzeć na jego twarz z nutą nadziei.
-… zrobisz ze mną co będziesz chciał? - dokończyła.
-Nie mów tak, - odpowiedział z ciężkim westchnieniem.
-Wiesz dobrze… och, jesteś taka… - rwał słowa, jakby stracił początkową pewność siebie.
Patrzyła, z jej oczu płynęły łzy.
- Nie utrudniaj…
Spuściła głowę. Na zewnątrz niskiego parterowego budynku rozciągał się piękny ogród. Wąskimi alejkami spacerowali ludzie. Zdawało się, że wszystko jest w porządku, że to normalne, codzienne życie. Zdawało się, że to jakieś niewielkie, prowincjonalne miasteczko, jednak tak nie było. Drzewa, ławki, kamienne murki, a nawet przechodnie, wszystko było wymysłem jego wyobraźni.
Siedziała na sofie wsparta o wezgłowie i kurczowo ściskała uda. Klęczał u jej stóp i delikatnie, choć uporczywie, próbował wedrzeć się między jej nogi.
W końcu pokonał zaporę i włożył głowę pod sukienkę. Dyszała ciężko. Broniła się, stawiała opór, ale, mimo wszystko, była coraz bardziej rozpalona. Chciała i jednocześnie nie chciała. Pragnęła i bała się. Chciała uciec i jednocześnie rzucić się w ogień pożądania.
Nagle wychynął ze swojego ukrycia.
-Och Boże! - wzdychał, kiedy nieopatrznie rozłożyła kolana.
Drżał. Przeniósł się wyżej, w stronę jej twarzy.
-Wiedziałem, że jesteś gotowa, - mamrotał miętosząc przez ubranie jej piersi.
Zamknęła oczy i, ściągając ramiona, kurczyła się w sobie. Jej zachowanie podniecało go coraz bardziej, stopniowo tracił nad sobą kontrolę. Zaczął tarzać się, jak pies w jej białym sweterku wdychając zapach spoconego ciała.
-Mmmmmch, mmmmmch… - sapał.
-Hhhhhha-a, hhhhhh-a… - dyszała.
Nie otwierała oczu. Kręciła głową we wszystkie strony, jakby chcąc odpędzić zły koszmar.
-Ooooo tak… taaaak… - powtarzał, jak w amoku.
Ściskał i tarmosił jej cycki coraz zachłanniej. Spojrzała na niego wystraszona i rozgoniona.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz