Szukaj na tym blogu

7 lipca 2021

Kopia.

13. Czy to był strach? 


Wciąż się bała. Czy to był strach?  Może. Była coraz bardziej podniecona. Przed jej oczami stał cudowny, przepiękny mężczyzna. Ni to aktor porno, ni gladiator, dobrze umięśniony, ale nie napakowany, bardzo proporcjonalnie zbudowany, z dosyć długim, kształtnym prąciem. “Jezu! Chodź tu wreszcie do mnie chłopie” - pomyślała. 


Pierwszy raz, od paru minut poczuła się naprawdę dobrze. Ale nie mogła złapać tchu. To był on, żywy, prawdziwy, o wiele bardziej szczegółowy niż potrafiłaby to sobie wymyślić w najbardziej erotycznych snach. 

-I jak? Podobam ci się?

Patrzyła na niego wielkimi oczami. A niech tam. Jeżeli rzeczywiście była kopią, jeżeli rzeczywiście to tylko gra, to nie chciała jej przerywać. Nie teraz. Nie w tym momencie. 

-To jakiś sen, prawda? - wyrwało się z jej gardła, ale głos była słaby ledwie słyszalny. 

-Hm, w pewnym sensie, - uśmiechnął się.

-W pewnym sensie? 

-Dziewczyno, nie masz nic do stracenia. Rozluźnij się. Nawet jako program komputerowy możesz dobrze się bawić. 

Pewne rzeczy i tak były poza zasięgiem jej wyobraźni. Nie chciała już tego kontrolować. Nie miała siły. Łapała powietrze, jak ryba wyjęta z wody. Idealny, wymarzony mężczyzna stał tuż przed nią gotowy zrobić wszystko to, co sprawi jej przyjemność, rozkosz, co doprowadzi ją na sam szczyt, do bram raju. Wiedziała to. Widziała, że tak się stanie. A jednak to nie był on. Nie mógł być. Nie istniał. 

-To jakaś paranoja, mam halucynacje, - broniła się ostatkiem sił.  

-Wciąż próbujesz wrócić do tego co było? Uspokój się, przestań panikować. Jesteś wolna od swojej fizyczności, a jednak tak bardzo z nią związana. Jesteś wolna od tego purytańskiego pełnego zakłamania świata. Możesz wszystko. Tak, tutaj możesz wszystko. Nie krępują cię już żadne konwenanse. 

-Och! - zaczerpnęła powietrza. Jak to się stało, że nagle, tak bardzo wystraszyła się własnego wyobrażenia. -Jesteś taki przystojny. 

Bez przerwy się uśmiechał. Teraz ten uśmiech to znaczą zupełnie coś innego niż jeszcze kilka minut wcześniej. Och, gdyby ją teraz dotknął, gdyby wziął ją w objęcia i mocno przycisnął do siebie. Sama nie wiedziała co mogłoby się stać. Bała się nawet o tym myśleć. 

-Oczywiście, - uśmiechnął się mrużąc nieco oczy, - przecież sama mnie stworzyłaś. Dalej, rzucić się na głęboką wodę. 

Czuła, że się rumieni. Z jej ciałem działy się dziwne rzeczy. Bała się, że przestanie nad sobą panować. Chociaż, z drugiej strony, co mogłoby to oznaczać? W tej chwili dzikie, nieokiełznane zwierzę wyłaniało się z jej podświadomości i, krok po kroku, przejmowało nad nią kontrolę. Czuła, że za chwilę rzuci się na niego, chwyci jego wielkiego penisa w soje gorące usta, zacznie ssać i nie przestanie, aż popłynie z niego spieniona śmietanka. Chciała usłyszeć krzyk jego rozkoszy. 

-Och! - westchnęła głęboko.

-No co? Podobam ci się?

Zaplotła ręce na pęczniejących piersiach i pokiwała głową.

-Tak. Bardzo mi się podobasz. 

-No to teraz się rozbierz.

Wciąż się bała. Czy to był strach?  Może. Była coraz bardziej podniecona. Przed jej oczami stał cudowny, przepiękny mężczyzna. Ni to aktor porno, ni gladiator, dobrze umięśniony, ale nie napakowany, bardzo proporcjonalnie zbudowany, z dosyć długim, kształtnym prąciem. “Jezu! Chodź tu wreszcie do mnie chłopie” - pomyślała. 

Wciąż bała się pokazać mu, jaka jest naprawdę. 

-Słuchaj, co będziesz ze mną robił? - spytała niepewnie.

Prawie nie zmieniał pozycji. 

-Wszystko. A co chcesz?

Spojrzała na niego zaskoczona. Czy powinna się dziwić? W tej sytuacji? 

-Słucham?

-Co chcesz, żebym robił? Co chcesz, żebym z tobą zrobił? 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...