10. Mogę być każdym człowiekiem.
-To nie tak jak myślisz. Może powinienem był od tego zacząć. Mogę być każdym człowiekiem. Każdym.
-Każdym człowiekiem?! Co to za cyrk?! Nie wierzę ci.
Wpadała w coraz większą panikę. Przerażenie ogarniało coraz większą część jej osobowości. Mimo podejmowanych wysiłków nie umiała panować nad swoimi nerwami. Strach był zwierzęcy.
-Będę walczyć! - warknęła.
Wciąż był spokojny. Uśmiechał się. Czy jego nic nie rusza?
-Bardzo proszę, walcz.
Zacisnęła zęby i syknęła:
-Do końca!
W jego spokoju było coś dziwnego, coś niezwykle pociągającego.
-Och, o tym, kiedy nastąpi twój koniec, zdecyduję ja.
Jeszcze bardziej się wystraszyła. Do reszty przestawała nad sobą panować.
-O Matko Boska! Ludzie ratunku!!! - darła się na całe gardło.
Co się dzieje? Ten człowiek jest przekonany, że ma nad nią całkowitą władzę. Nikt nie miał nad nią całkowitej władzy. Nie pozwoli na to. Nigdy! Przenigdy! A jednak było coś, że chciała się poddać.
-Kochana, bez mojego pozwolenia nie możesz, nawet się wysikać. - powiedział tak, jakby była to najzwyklejsza rzecz na świecie.
-Chyba cię porąbało! Masz zryty beret, rozumiesz?!
Uśmiechnął się tylko ciepło.
-Jesteś tylko kopią, programem komputerowym. Istniejesz w moim świecie. To ja decyduję co zrobisz a czego nie. To ja decyduję co się z tobą stanie.
Poderwała się z miejsca. Zaczęła biegać z jednego kąta w drugi, jej stopy miękko odbijały się od wyściełanej podłogi. Trzęsła się, serce o mało nie wyskoczyło jej z klatki piersiowej. Co robić? Co robić?
-Boże, ratunku!!! - krzyczała z nadzieją, że ktoś ją usłyszy. Mimo to każda upływająca minuta sprawiała, że była coraz bardziej pełna zwątpienia.
Ponownie usiadł, założył nogę na nogę i podparł brodę na łokciach.
-Nie wzywaj Boga nadaremno… hahaha… ale spokojnie, w tym świecie bogiem jestem ja.
Nie to niemożliwe. To nie może dziać się naprawdę. Czuła się, jak zając zagoniony w ciasny róg.
-Niemożliwe, czyżbym trafiła do piekła? - wyrwało się jej.
Roześmiał się w głos. Czyżby zaczynał tracić panowanie nad sobą? Do tej pory nie okazywał innych uczuć niż tylko delikatne zadowolenie.
-O tak i do piekła i do nieba zarazem, - powiedział pewnym siebie głosem.
Bała się. Czuła, że za chwilę stanie się coś strasznego. Chciała uciec, lecz nie wiedziała gdzie i jak.
-Chcę wyjść, chcę wyjść, teraz, już! - powtarzała w kółko.
Wciąż się śmiał.
-Nie szarp się. Zdejmij ciuchy. Chcę tylko zobaczyć jak wyglądasz. Nie zabiję cię. Jeszcze nie teraz, hahaha…
-Nie, nie, nie! To lepiej mnie zabij!
Jego śmiech stał się szczery i rozbrajający.
-Och, nie ma takiej potrzeby. Nawet gdybym chciał, to twoja śmierć nie byłaby prawdziwa i dostarczyłaby ci tylko jeszcze więcej cierpienia. No to jak, rozbierzesz się?
-Nie, w życiu! Spierdalaj zboczeńcu!
-No dobrze. Wytłumacz mi tylko o jakim życiu mówisz.
Myślała, że pęknie ze złości, bezsilności i strachu.
-Nigdy! Rozumiesz?! Nigdy! Ani tutaj, ani nigdzie! Dotarło to do tego twojego pustego łba?!
Niespodziewanie wyraz jego twarzy się zmienił. Jakby coś zrozumiał. Znów wstąpiła w nią iskierka nadziei.
-No dobrze. Przepraszam, może byłem zbyt ostry. Może nie pasuje ci mój wygląd. Co?
Oniemiała. Ona naprawdę była zabawką. Bawił się nią jak laboratoryjną myszką. Poganiał kiedy się bała, wabił, zachęcał i znów straszył.
-Co?! Co ty mówisz?
Przechylił głowę.
-To nie tak jak myślisz. Może powinienem był od tego zacząć. Mogę być każdym człowiekiem. Każdym.
-Każdym człowiekiem?! Co to za cyrk?! Nie wierzę ci.
-Mówię poważnie. Mogę przybrać dowolną postać. Kogo chcesz tu widzieć?
-Nie. Ja chyba jednak śnię.
Wstał i poprawił ubranie.
-Jaki typ mężczyzny najbardziej ci odpowiada?
Zatkało ją. Nie wiedziała, co miał na myśli.
-Co?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz