Szukaj na tym blogu

8 stycznia 2022

Zakazane sny.

56. Jego własna żona. 


Kiedy, w końcu, jego oczy przywykły do światła, z przerażeniem stwierdził, że stoi przed nim jego własna żona. W jej spojrzeniu dostrzegł pogardę i wściekłość.

-Ty zboczeńcu, a ja myślałam, że masz atak serca! - syczała jak żmija.


Czuł, jak połyka kolejne porcje jego nasienia. Nie mógł przestać. Strzelał raz za razem. Był jak w amoku. Kiedy wreszcie wypompował z siebie wszystko, opadł na ławkę bezwładnie.

-Jezu, kobieto! - jęknął.

Wciąż trzymała jego członka w ustach. Facet nie mógł uwierzyć w to, co widział. Jego kutas zwiotczał na chwilę, po czym, pod wpływem ciepła uniósł się i zesztywniał na powrót.

-Ja chyba śnię. To nie może być prawda... - jęczał.

-Jeśli tak myślisz... - szepnęła mu do ucha.

Po chwili już siedziała na jego kolanach. Patrzył, jak powoli wkłada jego, fioletową z podniecenia, pałę w swoją wilgotną, ciasną szparkę.

Kiedy był już w jej wnętrzu, położyła dłonie na jego ramionach i westchnęła:

-No dobrze, a teraz pojedziemy kłusem.

Opadła, zacisnęła mięśnie cipki i zaczęła poruszać biodrami na boki.

-Uuuuuaaach!!! - jęknął.

-I jak, podoba się?! - powiedziała, unosząc się i opadając coraz szybciej.

-Nie wiem, kim jesteś, ale zabierz mnie do nieba, - wystękał.

-Albo do piekła... - uśmiechnęła się i pocałowała go, - za chwilę tam będziesz.

Unosiła się i opadała, unosiła i opadała... Chwycił ją za piersi i zaczął ugniatać. Po chwili zbliżył do nich swoją twarz i zaczął namiętnie ssać.

Podskakiwała na nim coraz szybciej.

-Oooooo, matko, ooooooch!!! Nigdy w życiu nie miałem takiej kobiety!

Wtopiła palce w jego włosy.

-Ty też jesteś dobry, naprawdę dobry, - szepnęła.

Chwycił dłońmi za jej pośladki i za każdym ruchem mocno do siebie dociskał. Czuła, że zbliża się jej orgazm.

-Och, och, och!!! - jęczała.

-Och kurwa, ty pieprzona dziwko, spraw, żebym odleciał! - syczał przez zaciśnięte zęby.

Uśmiechnęła się szyderczo.

-Zaraz będziesz fruwał jak skowronek, - dyszała.

Chwyciła mocno jego głowę i wcisnęła między swoje cycki. Mało się nie udusił, ledwie chwytał oddech, ale nie chciał, by przestała. Czół tylko zapach jej spoconej skóry. Mocno wysunął swoje biodra do góry, czuł, że wchodzi w nią do samego końca.

-Och, och, och, och dochodzę! - jęczała.

Nagle jej cipka zaczęła kurczyć się tak gwałtownie, a uścisk był tak, mocny, że facet tylko krzyczał z rozkoszy. Jej tyłek podskakiwał w szalonym tempie, a piersi raz po raz uderzały w jego twarz.

-O kurwa, kurwa, dochodzę!!! - darł się, tryskając prosto w jej wnętrze.

Zalała go nieopisana fala gorąca, zamknął oczy i wydał z siebie przeciągły jęk.

Niespodziewanie zapadła kompletna cisza i całkowita ciemność. Nie wiedział, co się dzieje, ale było mu tak dobrze, że nie zastanawiał się przyczynami takiego stanu rzeczy.

W końcu powoli uniósł powieki i na dzień dobry oślepiło go słońce. Zdawało mu się, że tuż przed sobą widzi jakiś niewyraźny cień. Był przekonany, że to jego kochanka.

-Byłaś rewelacyjna, jak masz na imię? - wymamrotał.

Odpowiedziała mu cisza, więc trochę to go zdziwiło.

Kiedy, w końcu, jego oczy przywykły do światła, z przerażeniem stwierdził, że stoi przed nim jego własna żona. W jej spojrzeniu dostrzegł pogardę i wściekłość.

-Ty zboczeńcu, a ja myślałam, że masz atak serca! - syczała jak żmija.

-Ależ kochanie, to nie tak, jak myślisz, ja tylko...

-Mało nie umarłam ze strachu, a ty śnisz o jakiejś dziwce???!

-Kochanie, skądże, ja o tobie?!

-Milcz!!! Nic nie mów!

-Kochanie?!

-Zamknij się! Zobacz jaka świnia z ciebie! Popatrz, spuściłeś się w gacie! Ze mną nigdy tego nie zrobiłeś!

Po sekundzie na jego twarzy, z dużą prędkością wylądowała otwarta dłoń. Poczuł piekący ból, a jego głowa odskoczyła na bok. Nie czekając, na odpowiedź odwróciła się i poszła zabrać dzieci z piaskownicy. Po chwili cała trójka była już za zakrętem alejki.

-Cholera jasna! - zaklął.

W tej samej chwili dotarło do niego, że zza pobliskiej kępy wysokich traw ktoś uważnie mu się przygląda. Spojrzał w tamtym kierunku i rozpoznał kobietę ze swojego snu.

-Poczekaj! - zawołał.

Poderwał się i pobiegł w jej kierunku. Była szybsza i nie dała mu szans, by ją dogonił.

-Jeszcze się spotkamy, - usłyszał cichy, ale wyraźny głos tuż obok siebie.

Rozejrzał się, ale nikogo nie było.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...