57. Liż!
-Liż! - powtórzyła stanowczo.
Nie był w stanie zareagować w żaden inny sposób. Dotknął językiem wystających, czerwonych płatków, a ona jęknęła. Ujęła jego czaszkę obiema rękami, nie dając mu szans na uwolnienie się.
Rano obudziła ją, dobiegająca z korytarza, głośna, lecz spokojna muzyka. Leżała jeszcze chwilę, wsłuchując się w przyjemne melodyjne rytmy i po paru minutach wstała. Przeciągnęła się, zarzuciła na ramiona szlafrok i uchyliła drzwi. Dźwięki dobiegały z sąsiedniego pokoju.
-Przepraszam, - zagadnęła przechodzącą właścicielkę pensjonatu, - kto wynajmuje tamten pokój?
-Mój wnuk, Darek. Przeszkadza pani? Zaraz powiem, żeby ściszył.
-Ależ nie. Za chwilę wychodzę! - zatrzymała ją w pół zdania.
Kobieta uśmiechnęła się tylko i wróciła do swoich zajęć. Wieczorem Anna, wracając do kwatery, nie potrafiła sobie przypomnieć, gdzie była i co robiła. Była rozkojarzona i bardzo podniecona. Kluczyk w zamku nie chciał się obrócić. Kilka minut wojowała z nim, w końcu, z determinacją pchnęła drzwi. Okazało się, że były otwarte.
-O! - mruknęła zdziwiona.
Spojrzała przed siebie i na własnym łóżku zobaczyła leżącego chłopaka. Miał zamknięte oczy, na uszach słuchawki i podrygiwał w rytm muzyki. Nie uszło jej uwadze, że był w samych slipach. Pod cienką dzianiną dumnie prężył się okazałych rozmiarów członek.
Zaskoczona szeroko otworzyła usta, chciała wyjść, ale coś zatrzymało ją w miejscu. Jej własne ciało odmówiło posłuszeństwa, a jakaś siła kazała patrzeć. Działał na nią jak czerwona płachta na byka. Był młody, ładnie umięśniony, o szerokich ramionach. Widać było, że dba o swoją sylwetkę.
W pewnym momencie podniósł powieki i spojrzał na nią bez żadnego skrępowania.
-Czy pani czegoś ode mnie potrzebuje? - zapytał spokojnie.
Zrobiło się jej gorąco, bo zrozumiała jaką gafę popełniła.
-Przepraszam, pomyliłam pokoje, - wybąkała i wyszła zamykając za sobą drzwi.
Na korytarzu oparła się o ścianę, jej serce łomotało jak oszalałe. Walczyła ze sobą. Chciała wejść i po prostu go zgwałcić. Jednak nie zdobyła się na to.
-Opanuj się do cholery jasnej, - warknęła na siebie.
Nie dawała sobie rady. Kładła się spać z poczuciem niemocy. Po drugiej stronie rzeczywistości był niewidoczny, a jednak miała wrażenie, że cały czas jest z nim związana, tak jakby stanowili jedność.
-Dorwę cię dzieciaku, dorwę, - mruczała pod nosem jak rozdrażnione zwierzę.
Ewoluowała. Była sprytniejsza, niż jej się na początku zdawało. Nic nie było jej w stanie zatrzymać. Już wkrótce był w jej szponach. Nawet się nad tym specjalnie nie zabawiała.
Zanim jeszcze otworzył oczy, poczuł, że leży na czymś ciepłym i miękkim. Po chwili rozpoznał, że są to czarne, kręcone włosy. Bardzo wyraźnie czuł zapach gorącej, wilgotnej cipki. Jego wzrok spoczął na wargach sromowych, które znajdowały się tuż obok jego ust.
-Liż! - usłyszał rozkazujący głos.
-Hyk!
Poruszył głową, leżał między jej udami. Kiedy próbował się podnieść, jej ręce mocno przycisnęły go do szparki.
-Liż! - powtórzyła stanowczo.
Nie był w stanie zareagować w żaden inny sposób. Dotknął językiem wystających, czerwonych płatków, a ona jęknęła. Ujęła jego czaszkę obiema rękami, nie dając mu szans na uwolnienie się. W sumie nie było już takiej potrzeby. Od tej chwili sam już tego nie chciał. Palcami delikatnie rozwarł jej szparkę i zagłębił w niej swoje usta. Obracał językiem na wszystkie strony, jak pies wylizujący swoją miskę. Złapał haust powietrza i zanurkował w niej wraz z nosem. Spijał jej soki i świdrował swoim zwinnym, szybkim językiem.
-Och, och, ooooooch!!! Zwariuję! - piszczała z rozkoszy.
Przez całe jej ciało przebiegały intensywne, słodkie dreszcze. Nie wiedziała, co się z nią dzieje. Całkowicie straciła nad sobą kontrolę. Zamiast wytrawnym myśliwym, była teraz jakąś marną zwierzyną płową, pożeraną przez tygrysa seksu. Nie chciała i nie potrafiła się z tego wyrwać. Mogła tylko przeżywać, doświadczać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz