Szukaj na tym blogu

27 stycznia 2022

Zakazane sny.

75. Samochód.


Samochód był już bardzo blisko, w końcu się zatrzymał. Wysiadło z niego kilku ludzi w ciemnych garniturach. Szybko ruszyli w jej stronę. Zaczęła na oślep uciekać przed siebie. Musi uciec. Nie może dać się złapać. Słyszała tętent kroków za swoimi plecami. Nie miała sił, traciła oddech. 


Spojrzał na nią i się uśmiechnął.

-Posłuchaj, jestem mentalistą, tak jak ty, ciągle mam z tobą psychiczny kontakt. Czułem, że potrzebujesz pomocy.

-Ale jak wszedłeś do domu?

-Drzwiami, Aniu. Drzwiami. Ostatnio, w ogóle, ich nie zamykasz. Nie dbasz już o takie rzeczy. O nic nie dbasz. 

Nagle jej świadomość rozpadła się na dwie części. Wiedziała, że jest w swoim domu, mimo to wciąż utrzymywała psychiczny kontakt z pozostałymi uczestnikami zabawy. Widziała ich wszystkich, jak po kolei budzą się we własnych łóżkach: spoceni, wymęczeni, a jednocześnie bardzo podnieceni tym nocnym maratonem.

-Posłuchaj mnie Anno. Możesz mieć problemy, - głos Andrzeja zmusił ją do powrotu.

-Co znowu? Jakie problemy?! - denerwowała się. 

-Lepiej nie pokazuj się więcej w pobliżu tej szkoły.

-Nie rozumiem, przecież nic złego się nie stało?

Andrzej przeszywał ją swoim spojrzeniem. 

-Nic nie rozumiesz. Polowanie na czarownice się już rozpoczęło.

-Jaja sobie robisz. Jakie polowanie? Przecież nikt z tych uczniów nie podejrzewa czego, tak naprawdę, doświadczył.

Twarz Andrzeja przybrała wyraz powagi.

-Tak myślisz? Tak wiele trzeba, żeby zrozumieć, że śnili to samo. Przecież to jedna klasa. Widzą się codziennie. 

Usiadła na brzegu łóżka. Jej oczy rozbłysły nową energią. Czuła, że musi bronić własnego zdania.

-No i co z tego! Większość wybranej przeze mnie grupy jest bardzo zadowolona. Ja tylko zrealizowałam ich własne marzenia. W tym śnie dokonało się to, czego tak naprawdę, sami pragnęli. Niektórzy już na samą myśl o tym, co przeżyli, oblewali się pąsowym rumieńcem.

-Anno, do polowania na czarownice nie są potrzebne żadne wyjaśnienia. Oni szybko cię rozpoznają.

Nie słuchała go więcej. Ubrała się i wyszła na dwór.


***


Szła ulicą. Nie mogła sobie wytłumaczyć, dlaczego włożyła na siebie tylko szlafrok i kapcie, było przecież tak zimno. Ludzie patrzyli na nią jakoś dziwnie. Na dodatek nie miała pojęcia, dokąd idzie. W pewnym momencie daleko w perspektywie ulicy ujrzała powoli zbliżający się samochód. To był bus. Był czarny i miał przyciemniane szyby. W tym samym momencie przypomniała sobie, co stało się z Andrzejem. Ogarnął ją paniczny niedający się kontrolować lęk.

-Kurwa! Przecież jego zabrali takim właśnie autem, - powiedziała do siebie z przerażeniem. 

Pojazd powoli zbliżał się do niej. Z każdym metrem jechał coraz wolniej. Bała się coraz bardziej. Nie mogła dać się złapać. Zmieniła kierunek, weszła w boczną ulicę. Miała nadzieję, że się  uda. Niestety samochód skręcił za nią. Jej najczarniejsze wyobrażenia stały się jawą. Wiedziała, że musi uciekać. Jeszcze raz się obejrzała i zaczęła biec. Przed siebie, byleby dalej. Jak najdalej od niego. Wąska uliczka stromo wspinała się do góry, po jednej i drugiej stronie znajdował się rząd drzwi. Próbowała schować się do środka. Niestety wszystkie były zamknięte. Panika sięgnęła zenitu. 

-Ludzie! Niech ktoś mi pomoże! Błagam! - waliła, wołając o pomoc.

Nic się nie działo. Nikt nie otwierał. Z przerażenia cała się trzęsła. Samochód był już bardzo blisko, w końcu się zatrzymał. Wysiadło z niego kilku ludzi w ciemnych garniturach. Szybko ruszyli w jej stronę. Zaczęła na oślep uciekać przed siebie. Musi uciec. Nie może dać się złapać. Słyszała tętent kroków za swoimi plecami. Nie miała sił, traciła oddech. W końcu potknęła się i upadała. Było po wszystkim. Poczuła na sobie ich mocne ręce. Chwycili ją za ramiona, coś ukłuło ją w łopatkę. Wszystko zawirowało i zapanowała ciemność.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...