76. Silny atak psychozy.
Miałaś bardzo silny atak psychozy połączony z urojeniami. Wynająłem prywatnego detektywa. Przejechałaś pół Polski, a znaleźliśmy cię sto pięćdziesiąt kilometrów stąd.
Otworzyła oczy. Leżała na plecach była przypięta do łóżka szerokimi skórzanymi pasami. Pomyślała sobie, że to kolejny, zwariowany sen. Tylko kto ją w to wciągnął? To na pewno nie była jej kreacja.
Mimo wszystko, tak jak wcześniej czekała cierpliwie na dalszy bieg wydarzeń. Normalnie wszystko wyjaśniało się już po kilku minutach. Tym razem coś jednak nie pasowało, coś było nie tak. Przede wszystkim zupełnie nie odczuwała podniecenia. Była raczej osłabiona i zrezygnowana... i ten zapach... taki znajomy... nieprzyjemny, drażniący. Nie mogła sobie przypomnieć, skąd go znała, jednak była pewna, że gdzieś go czuła. W końcu dotarło do niej coś, czego panicznie się bała. Nagle uświadomiła sobie, że znajduje się w szpitalu, ale dlaczego ją przypięli? Dlaczego? Patrzyła w biały sufit, w końcu zmęczona zasnęła.
***
-Dzień dobry, pani Aniu. Jak się pani czuje? - usłyszała ciepły głos nad sobą.
Otworzyła oczy. Obok łóżka stał facet w białym fartuchu.
-No, no, dziś zabawa w szpital i ostre igiełki?! - syknęła złośliwie, bo miała już dość leżenia w jednej pozycji.
-O nie, nie, nic z tych rzeczy. Dziś dostanie pani leki doustne. Nikt już pani nie będzie kłuł.
-Leki?? Jakie znowu leki??
-Aha, ma pani gościa, - dokończył lekarz i wyszedł.
Odwróciła głowę. Za szklanymi drzwiami stał znajomy mężczyzna, nie mogła sobie jednak przypomnieć jego nazwiska.
-Mąż chce z panią porozmawiać, - usłyszała już zza szyby.
-Mąż??? Jaki mąż?! Co wy próbujecie kombinować?
-Witaj kochanie, - odezwał się przystojny facet, - bardzo się o ciebie martwiłem. Powiedz mi, dlaczego wciąż uciekasz, przecież jesteś chora? Mogło coś ci się stać.
Dopiero teraz w jej głowie zaczęły majaczyć obrazy i dźwięki jak ze snu, jak z filmu. Ten człowiek, był rzeczywiście jej mężem. Mieli dwójkę małych dzieci. Jeszcze raz w ciągu ostatnich kilku dni poczuła przeraźliwy lęk. Tym razem miał on jednak inny wymiar.
-Boże gdzie one są?! Gdzie nasze dzieci? Gdzie dzieci?! - zaczęła krzyczeć na całe gardło.
Mężczyzna uśmiechnął się ciepło i ujął ją za nadgarstek.
-Spokojnie. Są bezpieczne. Zawiozłem je do babci.
Wiedziała już wszystko. Cała rzeczywistość stanęła przed nią w pełnej okazałości.
-Kuba, co się ze mną działo? - odezwała się cicho, jakby zeszło z niej powietrze.
-Kochanie, jesteś poważnie chora. Miałaś nawrót choroby.
Tego nie mogła sobie przypomnieć, chociaż może nie chciała.
-Do jasnej cholery, jakiej choroby?!
-Aniu, od dwóch lat chorujesz na schizofrenię. Próbujemy różnych terapii, ale bez skutku. Jest coraz gorzej.
-Gdzie jestem?
-Jesteś w szpitalu psychiatrycznym. Od dzisiaj na zamkniętym dobrze strzeżonym oddziele. Posłuchaj mnie... - jego głos był cichy, ale poważny, - po każdym ostrym ataku wychodzisz i musimy cię szukać przez policję. Tym razem nie było cię dwa miesiące i nie uciekłaś z domu tylko ze szpitala. Miałaś bardzo silny atak psychozy połączony z urojeniami. Wynająłem prywatnego detektywa. Przejechałaś pół Polski, a znaleźliśmy cię sto pięćdziesiąt kilometrów stąd. Jesteś bardzo wychudzona i osłabiona. Musisz dużo odpoczywać, aby dojść do siebie.
W tym samym momencie usłyszała wyraźny głos Andrzeja:
-Nie słuchaj go. On kłamie. Wszyscy kłamią…
Odwróciła głowę. Siedział na brzegu łóżka po drugiej stronie i uśmiechał się serdecznie.
-Boże, co ty tutaj robisz?! - wyrzuciła z siebie zszokowana.
Patrzył na nią, a później wziął za rękę.
-Nie słuchaj nikogo. Oni wszyscy są podstawieni. To mistyfikacja. KGB się tobą interesuje, a to nie szpital, tylko więzienie. Anno, ty należysz do naszego świta. To, co widzisz, to złudzenie. Oni chcą z ciebie wyciągnąć resztę nazwisk. Jak im powiesz, nigdy cię nie wypuszczą.
-Andrzej, co ty mówisz… Przecież…
Mąż patrzył na nią z troską i zakłopotaniem.
-Kochanie, z kim rozmawiasz?
Anna odwróciła głowę.
-Z nikim. Z nikim, kochanie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz