Szukaj na tym blogu

20 kwietnia 2022

Odpłynąłeś.

1. Puchar.


Pośrodku dokładnie między nami stał szklany puchar, po brzegi wypełniony słodkim, smakowitym deserem. 


-Nie jesz? Dlaczego? - spytała cicho.

Jej usta doprowadzały mnie do obłędu, trzymała w nich wisienkę wyjętą z lodów. Układały się w kształt serca, opinając ją sprężyście ze wszystkich stron. Lśniły wilgotnym różem. Wyglądały tak, jakby były napełnione wodą. Kąciki prawie niezauważalnie drżały, ni to w uśmiechu, ni to w napięciu.

-Nie smakuje ci?

-Smakuje, bardzo.

-Więc? - zawiesiła głos w oczekiwaniu.

Nie bardzo wiedziałem co mam odpowiedzieć. 

-Nie, tylko… - zająknąłem się.

Wisienka była czerwona, podobnie jak wargi wilgotna, z góry oblana białą śmietaną. Chciałem ją wyjąć i wsunąć tam swój język. Już sama myśl przyspieszała mój oddech. Dziewczyna prowokowała i wcale się z tym nie kryła. Uśmiechnęła się lekko. 

-Patrzysz? Lubisz patrzeć?

-Uhu…

Powoli odsuwałem głowę, ale nawet na moment nie odrywałem wzroku. Trzymając za koniec ogonka, delikatnie poruszyła owocem. Na dolnej wardze utworzyła się kropelka soku i śliny. Wyciągnąłem rękę i bardzo ostrożnie podsunąłem koniec kciuka, pozwalając, by na niego spadła. Kiedy już się to stało, zbliżyłem palec do swoich ust, wysunąłem język i z namaszczeniem zebrałem całą zawartość.

-Ach, rozumiem… - odezwała się. 

-Hm?

Obserwowałem, jak drżą mięśnie jej twarzy. Było to tak delikatne, subtelne, że w każdej innej sytuacji nigdy bym tego nie spostrzegł. Wszystko dygotało: broda, policzki, nosek, nie zmieniając, jednak swojej pozycji. Jakby tuż pod skórą poruszało się całe mnóstwo malutkich stworzonek. 

-Chcesz?

-Co?

-Coś…

-Co?

-… zobaczyć?

-Co?

-Coś.

Grała, drażniła się ze mną, flirtowała. Pozwalała mi patrzeć na siebie z bardzo bliska, z odległości zaledwie kilkunastu centymetrów. Było w tym coś bardzo szalonego, a jednocześnie niesłychanie romantycznego. Widziałem pojedyncze, białe włoski na zarysie jej szczęki. Mogłem przyjrzeć się końcówkom uszu wystającym spod jasnych pukli i wpiętymi w nie srebrnymi kolczykami. 

-Chcę, ale…

-Chodź.

-Gdzie?

-Tutaj.

Pozwoliła przysunąć się mi jeszcze bliżej, blisko, bardzo blisko. Ustami dotknąłem jej mokrych, słodko kwaśnych warg. Objąłem wisienkę z drugiej strony i przez chwilę szarpałem, próbując ją jej zabrać. Kiedy wyczułem opór, zrezygnowałem. Powolutku przesuwałem się w górę. Musnąłem językiem nosek i spojrzałem jej głęboko w oczy. Nie były czysto niebieskie, jak mi się na początku zdawało, ale kocie. Przy samej źrenicy szmaragdowe, stopniowo przechodziły w głęboki błękit. Powieki otoczone fałdką skóry sprawiały wrażenie lekko opuchniętych, a ledwie zauważalne kurze łapki zdradzały tendencję do częstego uśmiechu. 

-Jednak ci smakuje.

-Mówiłem.

Odsunąłem się, powracając na swoje miejsce po drugiej stronie stolika. Pośrodku dokładnie między nami stał szklany puchar, po brzegi wypełniony słodkim, smakowitym deserem. Składały się na niego kulki śmietankowych i kakaowych lodów poprzetykane świeżymi truskawkami, ananasem i winogronami. Jako dekoracja służyły delikatne listki mięty.

-Sama przygotowywałam.

-Świetne. 

Na wysokości ust trzymała łyżeczkę z kawałkiem czerwonego owocu. Zatrzymała ją wpół drogi, wymownie się we mnie wpatrując. Uśmiechała się tak, jakby na coś czekała. Obserwowałem, jak jej delikatne palce, drżąc, ostrożnie zawijają się wokół błyszczącego trzonka. Patrzyłem na jej odkryte ramiona, na których w chłodnym, wieczornym powietrzu zaczęła pojawiać się gęsia skórka. 

-Jestem taka…

-Jaka?

-No, taka… wiesz…

-Tak?

-Wiesz.

-Co?

-Ty wiesz.

Wstała, wzięła ze stolika wysoki kieliszek, przeszła kilka kroków i znalazła się na metalowych schodach prowadzących do niewielkiej oranżerii. Wspięła się na podest i przykucnęła obok poręczy. Jedną nogę opierając o podłogę, delikatnie rozsunęła uda. Znajdowałem się na ziemi i z tej perspektywy, bez problemu mogłem obserwować jej białe majteczki. Przysunąłem się i bezwstydnie wlepiłem wzrok w jej krocze. 

Miała zgrabne nogi o idealnie gładkiej skórze, bez śladu cellulitu. Zachłannym spojrzeniem jeździłem po wewnętrznej stronie jej ud, od kolan aż do koronkowego wykończenia jej fig. Na samą myśl, że mógłbym chwycić je palcami, pociągnąć i odkryć jej skarb, moje serce wrzucało drugi bieg. 

-Och Lenko, - westchnąłem. 

Ona też nie odrywała ode mnie wzroku. 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...