44. Odebrało mi zdrowy rozsądek.
W każdym bądź razie dla mnie to był kosmos. Dałem się wciągnąć w coś, co odebrało mi zdrowy rozsądek. Zresztą kto wie, czy w takich chwilach zdrowy rozsądek na coś się przydaje. Czy należy go w ogóle używać? Czy też trzeba go schować w najciemniejszy kąt świadomości?
-Lubisz na jeźdźca? - spytała w pewnym momencie.
Patrzyłem na nią z szeroko otwartymi oczami i ustami. Jedyne co zdołałem z siebie wydusić, to coś w rodzaju „hyk”, a w mojej głowie powstało jedno wielkie pytanie. Chyba tego nie zrozumiała. Zresztą ja sam nie bardzo wiedziałem, o co mi chodzi.
-Coś się stało? - spytała jeszcze, patrząc na mnie, a raczej mi się uważnie przyglądając.
Jeszcze żadna dziewczyna nie odezwała się do mnie w ten sposób. Nie powiedziała tego tak wprost. Nie byłem przygotowany na takie pytanie. Mimo to w jej oczach nie dostrzegłem ani krzty ironii, pogardy czy czegokolwiek, co miałoby cokolwiek z tym wspólnego. To było dla niej tak naturalne jak oddychanie. Nie wiem. Przynajmniej wtedy mi się tak zdawało.
-Chcesz na jeźdźca? - spytała jeszcze raz, biorąc namiar na to, że mogłem być w szoku, - Jeśli nie chcesz, to możemy kochać się w innej pozycji.
-He co? Ach, nie. Może być tak, jak mówisz.
Wszystko wskazywało na to, że seks był dla niej czymś zupełnie naturalnym, pozbawionym pruderii wstydu czy złych skojarzeń. Taka była wtedy i taka jest teraz.
-Co?
-Nooo…
-Czyli na jeźdźca, tak? - powtórzyła, chcąc się upewnić.
-Ach tak, tak, - dukałem.
Było mi za siebie wstyd. Zupełnie nie wiem, jak ja wtedy sobie z tym wszystkim poradziłem. Nie miałem jakoś specjalnie dużo doświadczenia w tych sprawach, ale nie byłem też całkiem zielony. Co to, to nie. Teoretycznie powinienem wiedzieć jak się zachować. No niestety działałem jak kompletny dyletant. Może to był rzeczywiście szok. To wszystko mogło trwać kilka minut. Morze trzy, może cztery, na pewno nie dłużej. Tylko że mnie się wydawało, iż ciągnęło się przynajmniej godzinę.
Wzięła mnie za rękę. Właśnie tak, za rękę jak przedszkolaka i postawiła na skraju łóżka. Tyłem do materaca. Tak normalnie. A później lekko popchnęła. Patrzyła na mnie. Nie wiem, czy uważnie. Nawet trudno było mi ocenić czy ona sama jest jakoś szczególnie podniecona. Czy robi to dlatego, że sama tego chce, czy też może po to, żeby mi sprawić niespodziankę?
W każdym bądź razie dla mnie to był kosmos. Dałem się wciągnąć w coś, co odebrało mi zdrowy rozsądek. Zresztą kto wie, czy w takich chwilach zdrowy rozsądek na coś się przydaje. Czy należy go w ogóle używać? Czy też trzeba go schować w najciemniejszy kąt świadomości?
W następnym momencie leżałem już na tym łóżku z nogami opuszczonymi na podłogę. Nie wiem, dlaczego tak wyszło. Usadowiła się na krawędzi posłania, przestępując moje podniecone ciało tak, że znalazłem się pomiędzy jej udami.
Lekko uniosłem głowę, aby móc widzieć, co robi z moją fujarą. Cały czas sterczała. Stała przepisowo, była gruba i sztywna jak nigdy wcześniej. Czekałem w ogromnym napięciu na to co stanie się za chwilę. Wiedziałem, że zaraz wkroczę do raju. Zdaje się, że dla mnie było to dużo większe przeżycie niż dla niej. O tak, na pewno.
Uśmiechnęła się i powiedziała:
-Rozluźnij się, - powiedziała.
Widocznie spostrzegła, że bardzo się stresuję. Nie wiem, może bała się, że za wcześnie skończę, że nie stanę na wysokości zadania. Nie mam pojęcia. Patrzyłem na jej pełne kształtów ciało i wiem, że jej słowa w jakiś sposób do mnie dotarły. Coś mi powiedziało, że to nic takiego, że nie mam się czym przejmować, że powinienem chwytać chwilę i iść za głosem serca, a raczej kutasa. No cóż, na jedno wychodzi. Po prostu poczułem się trochę lepiej. Przynajmniej przez chwilę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz