Szukaj na tym blogu

21 kwietnia 2022

Odpłynąłeś.

2. Chłopiec.


Nagle poczułem się jak mały chłopiec w sklepie pełnym cukierków. 


-Słucham.

Jaszcze raz zaczerpnąłem powietrza. 

-Nic. Już nic.

-Zimno ci?

Rzeczywiście mogłem wyglądać na przemarzniętego. 

-Nie, - zaprzeczyłem. 

Miała na sobie sukienkę z elastycznej obcisłej dzianiny, trzymającą się na jej ciele jedynie przy pomocy dwóch szerokich, gumowanych pasków. Jeden znajdował się w okolicach jej talii, a drugi kończył kreację tuż powyżej piersi. Musiałem przyznać, że była to idealna garderoba do małego, niewinnego striptizu.

-Rozgrzać cię? - rzuciła wprost.

Skrzyżowała nadgarstki na wysuniętym do przodu kolanie, ostentacyjnie prezentując smukłe naczynie na wysokiej nóżce wypełnione mlecznym, bezalkoholowym koktajlem. Patrzyłem na jej okrągłą, jeszcze trochę dziecięcą buzię i zapragnąłem dotknąć jej swoimi ustami, musnąć rozpromienione policzki, poczuć ciepło wrażliwego podbródka, by zatrzymać się wreszcie w kącikach jej oczu. 

-Tak, proszę.

-A jednak.

-Proszę, - powtórzyłem. 

Podniosła się, postawiła na stoliku niedopity napój i truchcikiem przebiegła pod świerki, w drugi koniec ogrodu. Zatrzymała się na intensywnie zielonym tle pachnących igiełek i zaczęła ciepło się uśmiechać. Poszedłem za nią, ale zatrzymałem się w pewnej odległości, by jej nie płoszyć. 

-To dla ciebie, - powiedziała. 

Jakby zawstydzona złączyła uda i przerzuciła swoje włosy do przodu, zakrywając nagie barki. Wyglądała prześlicznie, bardzo chciałem wziąć ją w ramiona i mocno przytulić.

-Dziękuję.

Po chwili jakby kuląc się w sobie, zebrała palcami materiał sukienki i powoli zaczęła podciągać ją ku górze. Ponownie ujrzałem jej gładkie ponętne uda.

-Taki mały… - zaczęła.

-Tak?

-Taki mały pokaz.

Niespodziewanie zatrzymała się. Krawędź dzianiny była na skrzyżowaniu jej wzgórka. Dalej mogło być już tylko to, co najlepsze. No i było. 

-Patrz, - powiedziała.

Wywoływała we mnie estetyczną ekstazę. Nie umiałem tego określić. Nie umiałem nad tym zapanować. 

-Jesteś cudowna.

-Wiem.

Pociągnęła jeszcze wyżej i dech mi zaparło. Nie mogłem uwierzyć temu, co widzę, a widziałem ni mniej, ni więcej, gołą cipeczkę. Gdzie zniknęły jej majtki? Kompletnie mnie zaskoczyła. Mój oddech przyspieszył, a uderzenia serca czułem w uszach. 

-Jesteś niesamowita, jesteś… - nie byłem w stanie dobrać słów. 

-Wiem… najlepsza… po prostu the best…

Teraz z kolei rozsunęła uda. Nerwowo trzymała materiał sukienki tuż nad pionowym cięciem szparki. W jej oczach malowało się zaciekawienie i ekscytacja. Byłem pewny, że jeżeli czegoś nie zrobi, w następnej sekundzie znajdzie się w moich objęciach. 

-Skąd ty się wzięłaś, z Marsa?

-Nie. Z Wenus. Kobiety są z Wenus, - wyjaśniła z uśmiechem.

-Z Wenus? Jak Afrodyta?

Puściła materiał, który powoli osunął się do dołu. Ponownie mocno zacisnęła uda i, wyrzucając ręce nad głowę, przeciągnęła się tak, jakby przed chwilą się obudziła. Odetchnąłem z ulgą.

-Tak, jak Afrodyta.

Po chwili stało się, jednak coś, co ponownie wzburzyło moją krew. Odwróciła się nieco bokiem, zrobiła malutki kroczek do przodu i jednym ruchem dłoni podciągnęła sukienkę powyżej pośladków. Przede mną, w pełnej okazałości, jak poranne słońce zajaśniała jej gładziutka śliczna cipeczka. Nagle poczułem się jak mały chłopiec w sklepie pełnym cukierków. Teraz patrzyła na mnie wzrokiem pewnej siebie, dojrzałej kobiety. 

-Chciałbyś mnie? - spytała tajemniczym głosem.

Myślałem, że się przesłyszałem. 

-Co?

-No… - puściła do mnie oczko. 

-Ach, jasne.

Chwyciła kreację drugą ręką i podciągnęła ją do wysokości piersi. Złączyła przy tym uda w taki sposób, że prawie w całości schowała między nimi swoją szparkę. 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...