2. Chłopiec.
Nagle poczułem się jak mały chłopiec w sklepie pełnym cukierków.
-Słucham.
Jaszcze raz zaczerpnąłem powietrza.
-Nic. Już nic.
-Zimno ci?
Rzeczywiście mogłem wyglądać na przemarzniętego.
-Nie, - zaprzeczyłem.
Miała na sobie sukienkę z elastycznej obcisłej dzianiny, trzymającą się na jej ciele jedynie przy pomocy dwóch szerokich, gumowanych pasków. Jeden znajdował się w okolicach jej talii, a drugi kończył kreację tuż powyżej piersi. Musiałem przyznać, że była to idealna garderoba do małego, niewinnego striptizu.
-Rozgrzać cię? - rzuciła wprost.
Skrzyżowała nadgarstki na wysuniętym do przodu kolanie, ostentacyjnie prezentując smukłe naczynie na wysokiej nóżce wypełnione mlecznym, bezalkoholowym koktajlem. Patrzyłem na jej okrągłą, jeszcze trochę dziecięcą buzię i zapragnąłem dotknąć jej swoimi ustami, musnąć rozpromienione policzki, poczuć ciepło wrażliwego podbródka, by zatrzymać się wreszcie w kącikach jej oczu.
-Tak, proszę.
-A jednak.
-Proszę, - powtórzyłem.
Podniosła się, postawiła na stoliku niedopity napój i truchcikiem przebiegła pod świerki, w drugi koniec ogrodu. Zatrzymała się na intensywnie zielonym tle pachnących igiełek i zaczęła ciepło się uśmiechać. Poszedłem za nią, ale zatrzymałem się w pewnej odległości, by jej nie płoszyć.
-To dla ciebie, - powiedziała.
Jakby zawstydzona złączyła uda i przerzuciła swoje włosy do przodu, zakrywając nagie barki. Wyglądała prześlicznie, bardzo chciałem wziąć ją w ramiona i mocno przytulić.
-Dziękuję.
Po chwili jakby kuląc się w sobie, zebrała palcami materiał sukienki i powoli zaczęła podciągać ją ku górze. Ponownie ujrzałem jej gładkie ponętne uda.
-Taki mały… - zaczęła.
-Tak?
-Taki mały pokaz.
Niespodziewanie zatrzymała się. Krawędź dzianiny była na skrzyżowaniu jej wzgórka. Dalej mogło być już tylko to, co najlepsze. No i było.
-Patrz, - powiedziała.
Wywoływała we mnie estetyczną ekstazę. Nie umiałem tego określić. Nie umiałem nad tym zapanować.
-Jesteś cudowna.
-Wiem.
Pociągnęła jeszcze wyżej i dech mi zaparło. Nie mogłem uwierzyć temu, co widzę, a widziałem ni mniej, ni więcej, gołą cipeczkę. Gdzie zniknęły jej majtki? Kompletnie mnie zaskoczyła. Mój oddech przyspieszył, a uderzenia serca czułem w uszach.
-Jesteś niesamowita, jesteś… - nie byłem w stanie dobrać słów.
-Wiem… najlepsza… po prostu the best…
Teraz z kolei rozsunęła uda. Nerwowo trzymała materiał sukienki tuż nad pionowym cięciem szparki. W jej oczach malowało się zaciekawienie i ekscytacja. Byłem pewny, że jeżeli czegoś nie zrobi, w następnej sekundzie znajdzie się w moich objęciach.
-Skąd ty się wzięłaś, z Marsa?
-Nie. Z Wenus. Kobiety są z Wenus, - wyjaśniła z uśmiechem.
-Z Wenus? Jak Afrodyta?
Puściła materiał, który powoli osunął się do dołu. Ponownie mocno zacisnęła uda i, wyrzucając ręce nad głowę, przeciągnęła się tak, jakby przed chwilą się obudziła. Odetchnąłem z ulgą.
-Tak, jak Afrodyta.
Po chwili stało się, jednak coś, co ponownie wzburzyło moją krew. Odwróciła się nieco bokiem, zrobiła malutki kroczek do przodu i jednym ruchem dłoni podciągnęła sukienkę powyżej pośladków. Przede mną, w pełnej okazałości, jak poranne słońce zajaśniała jej gładziutka śliczna cipeczka. Nagle poczułem się jak mały chłopiec w sklepie pełnym cukierków. Teraz patrzyła na mnie wzrokiem pewnej siebie, dojrzałej kobiety.
-Chciałbyś mnie? - spytała tajemniczym głosem.
Myślałem, że się przesłyszałem.
-Co?
-No… - puściła do mnie oczko.
-Ach, jasne.
Chwyciła kreację drugą ręką i podciągnęła ją do wysokości piersi. Złączyła przy tym uda w taki sposób, że prawie w całości schowała między nimi swoją szparkę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz