Szukaj na tym blogu

23 kwietnia 2022

Seks - lalka.

1.  Indiański totem.


Wszyscy razem podeszli do, niczym niewyróżniającej się, drewnianej skrzyni. Łomem podważyli deski, zrywając je. W środku wielkiego opakowania, w plątaninie drewnianych wiórów leżało coś, co przypominało indiański totem.


Była noc. Czarne terenowe auto podjechało pod bramę z wysokiej na dwa metry, siatki. Z samochodu wyszło dwóch mężczyzn i jedna kobieta. Mieli najwyżej po dwadzieścia kilka lat.

W pewnym momencie jeden z chłopców odezwał się przyciszonym głosem:

-Mówiłem, że to będzie łatwa robota. Zabieramy to i spadamy. Mam nadzieję, że dostaniemy tyle, ile ten gość obiecał. 

-Swoją drogą, Mariusz, ciekawe, co to za idiota, co płaci tyle forsy za takie gówno? - wtrącił drugi chłopak.

-Nie pytaj Dawid, jakie to ma znaczenie, to po prostu klient. Im mniej wiemy tym dla nas lepiej. Mamy to stąd zwinąć i dostarczyć w umówione miejsce. Jak wszystko pójdzie dobrze, kasa będzie na koncie następnego dnia, - dodała dziewczyna.
Spojrzeli na siebie, a następnie pokiwali głowami.

-No, to zakładamy kominiarki i wchodzimy, - nakazał Mariusz.
Po kolei naciągnęli na głowy czarne, długie czapki. Ich ubrania były obcisłe i elastyczne, także w tym samym kolorze. Jeden z chłopaków wyjął z auta nożyce do cięcia drutu, podszedł do bramy i przeciął zabezpieczający łańcuch. Po chwili wjazd był już szeroko otwarty, a samochód ruszył w głąb słabo oświetlonej posesji.
Wolno podjechali pod parterowe, ponure hangary. Wysiedli i po drabinie przeciwpożarowej sprawnie wspięli się na dach. Prawie bezszelestnie przemieszczali się w kierunku włazu. Kiedy, w końcu już przy nim się znaleźli, tymi samymi nożycami przecięli kłódkę. Następnie łomem podważyli właz i zajrzeli do środka.

-Wysoko, - odezwała się cicho Sylwia.
-A co myślałaś, to dwa metry.
Po chwili już zrzucili linę, a jej koniec sięgnął podłogi. Po kolei weszli do środka. Kiedy już znaleźli się w pomieszczeniu, zapalili latarkę. Przenikliwe ciemności rozjaśnił jasny snop sztucznego światła. Wyglądali w nim niczym duchy.
-Łatwizna, - uśmiechnął się Dawid.
-A nie mówiłam? - szturchnęła go zadowolona dziewczyna.
-Gdzie ta skrzynia?
Przez chwilę rozglądali się dookoła. W końcu jeden z chłopców odezwał się:
-Jest.

Wszyscy razem podeszli do, niczym niewyróżniającej się, drewnianej skrzyni. Łomem podważyli deski, zrywając je. W środku wielkiego opakowania, w plątaninie drewnianych wiórów leżało coś, co przypominało indiański totem.
-O kurczę, co to? - odezwał się Mariusz.
-Artefakt, - odpowiedziała Sylwia.
Chłopak ze zdziwienia otworzył usta.

-A... co? - wydukał.
-Wykopalisko głupku, - klepnął go w ramię kolega.
-Phi... i po to żeśmy tu włazili? Czy to w ogóle jest coś warte?!
-Może na to nie wygląda, ale zapewniam cię, że jest.
-Jaja sobie robisz, toż to jakaś stara laska, czy coś w tym rodzaju. Jednym słowem, złom.
-Dla ciebie to złom, a dla kolekcjonera bezcenne znalezisko. Wiesz, ile tyle ten Chińczyk za to zapłaci? Dobra bierzemy i spadamy, jeszcze tu ktoś wejdzie, - powiedziała stanowczym głosem Sylwia.

Dawid, czując się całkowicie bezpiecznie, ściągnął kominiarkę.
-No co ty, tu. Tu nikt nie chodzi, no, chyba że szczury, - żachnął się.
-Może i tak, ale lepiej być ostrożnym. Załóż czapkę, - strofowała go dziewczyna. - Mariusz masz worek? - spytała po chwili.
-Jasne, że mam. 

-No to na co czekasz? Ładuj!
Szybko schowali łup do parcianego, niepozornego worka i skierowali się w stronę dużych rozsuwanych drzwi.
-Sylwia, jak stąd wyjdziemy? - spytał Mariusz.
-Od środka ta brama powinna otworzyć się bez żadnego problemu. 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...