42. Oczywiście to była sypialnia.
Od razu pomyślałem, że to sypialnia. Oczywiście to była sypialnia. Okno było zasłonięte ciężką kotarą. Z korytarza sączyło się blade światło, ale i tak bez trudu mogłem dostrzec wygodne dwuosobowe łóżko.
W tym właśnie momencie odlatywałem w kosmos. Nie wiem, jak to się stało, ale miałem świadomość, że nawet kropelka nie spadła na łóżko. To było takie dziwne. Nie mam pojęcia, dalszego w tej chwili nad tym się zastanawiałem. Tak odczytałem jej intencje. Zdaje się, że o to jej chodziło. Chyba nie chciała niczego pobrudzić.
Kiedy jeszcze nie bardzo wiedziałem, gdzie jestem i co się właściwe stało, ona spokojnie zapytała:
-No i jak ci się podobało?
W odpowiedzi stęknąłem tylko, nie bardzo widząc, o co chodzi. Zaraz później kiedy tylko lekko doszedłem do siebie, pomyślałem, że ją zjem. W całości albo w kawałkach. Wszystko jedno. To pytanie zdawało się być jak iskra w zapalniku bomby.
“Och mała, mała, no co miało mi się nie podobać?! Że wypompowałem wszystko, co w sobie miałem, cały ten zapas, to ciśnienie i że może nie starczyć na nic więcej, że może nie starczyć na kolejny numerek, na który już teraz mam tak wielką ochotę?! To mam ci powiedzieć? Że chcę cię wyruchać jeszcze raz i jeszcze raz, chociaż nie wiem, jak tego dokonam? A może to, że było mi tak cholernie dobrze?” - pomyślałem.
Nie wiem. W każdym bądź razie nim zdążyłem się zorientować, w czym rzecz, już wycierała papierowym ręcznikiem moje podbrzusze. Kolejny element układanki, która doprowadzała mnie do obłędu. Ostrożnie i pieczołowicie zbierała to co ze mnie wyszło, aby teraz znalazło się gdzieś w kiblu. Nie zastanawiałem się nad tym. Jeszcze nie doszedłem do siebie, jak usłyszałem jej przyciszony głos:
-Chodźmy do mojego pokoju.
Tylko tyle. Jedno krótkie zdanie. Nic więcej. Nie było jak w filmach. O nie. Co tu dużo mówić, było inaczej, było niesamowicie. Nie żałowałem, niczego. To było i tak o wiele więcej, mocniej i ciekawiej niż mogłem się kiedykolwiek spodziewać. To było zaproszenie i obietnica w jednym. Przedsmak był na tej sofie w salonie. Reszta miała odbyć się w lepszych warunkach, ale czy mi tym zależało? Mogłem ją przelecieć nawet na podłodze, a i tak byłoby super. Zresztą w tamtej chwili nie wiedziałem, gdzie mnie zaprowadzi. Nie miałem pojęcia. Wydaje mi się, że w takich chwilach nikt go nie ma.
Poszedłem za nią jak wierny sługa, jak baranek. Och, ale jakie to było słodkie! Na dodatek zrobiła to w tak niesamowicie uroczy rozbrajający sposób, że rozsadzało mi mózg od środka. Chciałem przypomnieć, że cały czas byłem bez spodni, a mój kutas mimo wytrysku sterczał jak głupi i wcale nie miał zamiaru opaść. Nim zdążyłem się zorientować, w czym rzecz poczułem na nim jej drobną mocną rączkę. Chwyciła go w połowie i pociągnęła mnie za sobą jak pieska na smyczy. Znów odlatywałem w kosmos, chociaż zupełnie nic się nie działo. No tak, co jak piszę? Nic się nie działo, dobre sobie. Nic albo i wszystko.
Jak się po chwili zorientowałem, od miejsca przeznaczenia dzieliło nas tylko kilka kroków. Kilka zaledwie a wydawało się, że to cala wieczność. Otworzyła drzwi i znaleźliśmy się w bardzo przytulnym pomieszczeniu.
Od razu pomyślałem, że to sypialnia. Oczywiście to była sypialnia. Okno było zasłonięte ciężką kotarą. Z korytarza sączyło się blade światło, ale i tak bez trudu mogłem dostrzec wygodne dwuosobowe łóżko. W pierwszej chwili nie zdawałem sobie sprawy z tego faktu. Dopiero po jakiejś minucie dotarło do mnie, że tu musiał być kiedyś ktoś jeszcze.
Dedukowałem, że to musiał być facet. Takiego łóżka nie kupuje się dla jednej osoby. Niepotrzebna strata miejsca. No jasne, przecież ten sympatyczny chłopaczek znikąd się nie wziął. Musiała mieć partnera, może nawet męża. Tyle mi uciekło. O większości rzeczy nie miałem pojęcia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz