3. Odpłynąłeś.
-Odpłynąłeś.
Potrząsnąłem głową. Wciąż była poprawnie ubrana, ale chciałem, by było inaczej.
Tak więc, niby była naga, ale i tak nie było widać tego, co najważniejsze. Mimo wszystko podnieciłem się jak cholera. Nie mogłem oderwać oczu od jej idealnie ukształtowanego brzucha i wklęsłego pępka.
-Ale… - zaczęła.
-Tak?
-Nie tak od razu.
-Tak?
-Musisz…
Po krótkiej chwili opuściła dzianinę i, wymownie na mnie spoglądając, odsłoniła już samą psitkę. Uśmiechnąłem się z radości, kiedy zobaczyłem, że rozsuwa nogi.
-Tak…
-Trochę…
Usiadła na trawie, ugięła kolana, opierając szeroko rozstawione, stopy o podłoże. Sukienka ułożyła się w kształt tulipana.
-Co?
-No wiesz…
-Pocierpieć?
Pochyliła się nieco do przodu, tak jakby się przeciągała, wysunęła ramiona i ułożyła je na łydkach. Odchylając głowę do tyłu, prężyła się jak kotka. Po chwili przerzuciła długie, jasne włosy z pleców na piersi i patrzyła na mnie płomiennym, pełnym gorącego pożądania, wzrokiem. Na jej policzkach pojawiły się bladoróżowe rumieńce.
-Nie, raczej…
-Co?
-Uzbroić się w cierpliwość.
Drgnęła. Miałem wrażenie, że obudziła się z głębokiego snu.
Wystraszyłem się, że ucieknie i zostanę sam.
-Hej, porządku?!
-Tak, tak… Nic się nie stało.
Zrozumiałem, że doświadczyła czegoś w rodzaju zimnego dreszczu, jakby walczyły w niej dwie skrajne, przeciwległe siły, jakby pruderia i wyuzdanie toczyły w jej młodym ciele nieustanny bój.
-Boisz się?
-Nie. Chcę…
Wygrała rozwiązłość. Jeszcze szerzej rozsunęła swoje uda. W samym środku, na szczycie łagodnego pagórka błyszczał czerwony sznyt.
-Wiem.
-Bardzo…
-Rozumiem.
Poruszyła biodrami na prawo i lewo. Z głębokiego cięcia wyłoniły się delikatne, postrzępione płatki. Moje serce łomotało, jak szalone. Nie mogłem oderwać oczu od jej krocza, tak bardzo chciałem zanurzyć tam swoją twarz, poczuć upajający zapach, słodko kwaśny smak, ciepło i wilgoć.
-Ty pewnie…
-Co?
-Pomyślisz…
Potrząsnąłem głową, musiałem się opanować. Oparła łokcie na kolanach i wierzchem dłoni rozrzuciła włosy daleko na boki.
-Nie.
-Na pewno?
Wciąż była napięta, jej nagie ramiona subtelnie drżały, jakby za chwilę chciała się podnieść i rzucić na mnie.
-Ale ja…
-Tak?
-Nie wiem, czy ja…
Uchyliła usta, jakby zamarła w nich jedna sylaba. Malował się na nich słodki uśmiech, kokieteryjna niepewność i płomienne podniecenie.
-Tak?
-Mogę sobie…
Patrzyła na mnie, jak wampirzyca, jak modliszka, jakby za moment miała mnie pożreć. Byłem, jak galareta.
-Co?
-Wierzyć.
Jeszcze raz jej ciałem szarpnął nagły skurcz. Jej twarz zmieniła się. Uśmiechała się, ale inaczej. Teraz bardziej przypominała niewinną dziewczynkę, zwykłą uczennicę, niż rozwiązłą kochankę. Mięśnie jej twarzy ciągle drżały, jakby nieustannie i bardzo szybko zmieniała się jej mimika. Pod ruchomą maską jej policzków, oczu i ust rysowały się skrywane pragnienia, których nie była w stanie wyrazić słowami.
-Nie musisz.
-Tak?
Była jak dziewicza wyspa, jak skryty głęboko pod ziemią wulkan z niewiarygodnym potencjałem.
-Ale…
-Przestań.
Ujęła swoje skronie z dwóch stron tak, jakby chciała powstrzymać swoje odruchy, ale ciągle drżała, dygotała.
-Ale…
-Wyluzuj…
Jeszcze raz spuściłem wzrok i spojrzałem na jej cipkę. Zaczęła pokrywać się kropelkami perlistego nektaru.
-Halo, tu Ziemia!
-Słucham?
Chwyciła mnie za ramię.
-Odpłynąłeś.
Potrząsnąłem głową. Wciąż była poprawnie ubrana, ale chciałem, by było inaczej. Bardzo chciałem.
-Przepraszam. To się nie powtórzy, - powiedziałem, wiedząc, że nie będę mógł dotrzymać słowa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz