Szukaj na tym blogu

1 maja 2023

Miasto kobiet.

128. Zamierzały wziąć mnie w obroty.


Siedziałem na tym wielkim bardzo wygodnym łóżku, wsparty o wezgłowie z szeroko rozstawionymi udami. Mój kutas wcale nie opadł, mało tego, wydawało mi się, że jeszcze nieco urósł. Wiem, że to było dziwne, ale nie mam pojęcia, jak to się działo. Zresztą biorąc pod uwagę okoliczności, czy to miało jakiekolwiek znaczenie? No i nie powiem, jakoś specjalnie mi nie przeszkadzało. 

Wyglądało na to, że teraz obydwie na raz zamierzają się mną zająć w sposób sobie właściwy. Zamierzały wziąć mnie w obroty, czy tego chcę, czy nie. Przysiadły obok mnie, jedna z lewej druga z prawej strony, popatrzyły na siebie, a później na mnie. Co dziwne patrzyły na mnie nie jak na osobę, raczej jak na rzecz. Jedna z nich mruknęła coś porozumiewawczo. Nie dało się ukryć, że za chwilę zajmą się moim ogierem w sposób sobie tylko znany i niekoniecznie dla mnie korzystny.

Blondynka siedziała po mojej lewej. Podparta na ramionach, tylko patrzyła w sam łeb mojego sztywnego, grubego chuja. Natomiast laska o kasztanowych włosach znajdująca się po prawej już pochylała się w jego stronę i w charakterystyczny sposób wysuwała swój zwinny języczek. Na efekt jej zbiegów nie musiałem długo czekać. 

Po chwili chwyciła mojego konia u samej podstawy, a ja poczułem ciepły oddech na jego rozgrzanej sztycy. Siedziałem spokojnie i patrzyłem na to, co się dzieje bardziej jako widz niż rzeczywisty uczestnik tego procesu. No i wreszcie to się stało. Można powiedzieć, że stało się to szybciej, niż mógłbym się spodziewać, niż mógłbym, ale ja doskonale wiedziałem, że to stanie się właśnie teraz. Głupie prawda? 

Obydwie laseczki z taką pieczołowitością i troską ujęły mojego penisa w swoje drobne rączki, że po moich plecach znów w przebiegł gorący, przejmujący dreszcz. Trzymały go wspólnie, tak jakby niosły znicz olimpijski. Patrzyły sobie oczy. Miałem dziwne wrażenie, że wymieniają się jakimiś komunikatami, których nie rozumiałem, których nie miałem prawa rozumieć. Patrzyłem tylko w sam środek. Patrzyłem tam, gdzie spomiędzy ich zaciskający się łapek wystawała lśniąca napompowana krwią, fioletowa z podniecenia głowica. Ciężko oddychałem. Nie miałem pewności, czy aby za chwilę się nie spuszczę na te ich drobne paluszki. Zrobiło mi się i zimno i gorąco na przemian. Mimo tego pozornego spokoju moje serce waliło jak szalone. 

"Och dziewczyny proszę was, zróbcie coś. Nie każcie mi się tak męczyć, - błagałem w myślach. A one trwały tak w milczeniu, ściskały mojego konia sprężyście, wprawiając go w tak niesamowite pulsowanie i drżenie, że znów przed moimi oczami zaczęły wirować kolorowe kółeczka. Chyba specjalnie chciały to wszystko tak przeciągać. To miał być proces, a nie jednorazowe zdarzenie. Ja miałem być jak przedmiot doświadczenia. No tak, zapomniałbym, przecież to miał być test. Zupełnie o tym zapomniałem. Ich rączki powoli zjeżdżały do dołu, pozbawiając mojego fiuta napletka, a ja odpływałem coraz bardziej.

"Boże, co to było? Co one ze mną robią?" - myślałem. Miałem wrażenie, że za chwilę zwariuję. Szok i jeszcze raz szok. 

Nagle nim zdążyłem cokolwiek powiedzieć, w jakikolwiek sposób zareagować, wielki łeb mojego grzyba wylądował w ustach słodkiej blond testerki o imieniu Katarzyna. Pochyliła się i ujęła go ot tak jak gdyby nigdy nic. Szeroko otworzyła buzię i pochłonęła sam czubek. Jej bujne włosy rozlały się kaskadą po moim podbrzuszu i zdążyłem tylko zauważyć, że druga dziewczyna położyła na dłoń na potylicy głowy swojej koleżanki i dość mocno popychała w stronę mojego ptaka, sprawiając, że ten wchodził w jej buzię coraz głębiej i głębiej. 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...