1. Stary, drewniany dom.
Stary, drewniany dom stał nad brzegiem jeziora w samym środku zagajnika składającego się z rozłożystych lip i klonów. Osadzony na niewielkim wzniesieniu jak król na tronie, wyglądał imponująco. Jego biała fasada stanowiła doskonały kontrast dla szkieletu ciemniejszej konstrukcji drewna, z którego był wykonany. Po detalach można było poznać, że dosyć niedawno przeprowadzono w nim generalny remont.
Stojąc tutaj, byłem zdziwiony, bo zapamiętałem go nieco inaczej. Powiększone, jednak stylizowane na zabytkowe okna pozwalały na podziwianie cudownych widoków na zewnątrz. Nietypowy charakter budynku od samego początku musiał przyciągać uwagę każdego przechodnia, który miał okazję zaszyć się w tę okolicę. Oczywiście jeżeli w ogóle ktokolwiek zadał sobie dość trudu, aby tu dotrzeć. Miejsce to bowiem było niewidoczne dla niechcianych gapiów.
Prawdę powiedziawszy, bałem się, że w ogóle go nie znajdę wśród tej leśnej głuszy, ale okazało się to jednak dużo łatwiejsze, niż sobie wyobrażałem. Schowany w gąszczu nad samym jeziorem wyglądał inaczej niż budynki w tej okolicy i od razu zwrócił moją uwagę. Spoglądając teraz na niego, doświadczałem bardzo przyjemnego, choć nieco dziwnego uczucia. Zapadł w moją świadomość swoją odmiennością i tajemniczą aurą, którą roztaczał wokół siebie. Miałem wrażenie, jakby był żywą istotą, a nie tylko zwykłym budynkiem.
No cóż, muszę powiedzieć, że ten dom był cudowny. Bez dwóch zdań można było się w nim zakochać. Zresztą nie tylko w nim, a we wszystkim, co tutaj zastałem. Poza tym, jakby to powiedzieć, przyjechałem do najbardziej niezwykłej osoby, którą kiedykolwiek znałem. Właśnie to było tak niezwykle w tym wszystkim. Nie mogłem się doczekać, kiedy ją zobaczę. Stałem przy furtce z drżącym sercem i bałem się wejść.
Wszystko tu było takie niezwykłe, inne. Być może to był jedynie efekt mojego podejścia do tego wszystkiego. Właśnie rozpoczął się nowy etap w moim życiu. To były moje ostatnie wakacje przed rozpoczęciem wymarzonych studiów psychologicznych. Wkraczałem w dorosłość, świat wokół mnie jawił się w całkiem nowych barwach, no i przyjechałem do cioci, która była dla mnie prawdziwą legendą. Ostatni raz widziałem ją dwa lata temu. Wszystko, co o niej słyszałem, było niezwykłe i bardzo chciałem poznać ją bliżej.
Stałem, czekałem i patrzyłem, napawając się tym wszystkim do syta. Tu było tak uroczo, wszystko tak bardzo chwytało za serce. Znowu tu przyjechałem, znowu tu byłem. Trudno było mi uwierzyć, że można było mieszkać w tak pięknym, cudownym miejscu.
Gdy zobaczyłem taras, od razu poczułem się jak w baśni Andersena. Jego naturalne piękno i urok sprawił, że zapomniałem o bożym świecie. Drewniane naturalne wykończenie, rattanowe meble i duże, białe papierowe lampiony zawieszone pod sufitem sprawiały, że całość wygląda jak z filmu sprzed kilkudziesięciu lat.
Wiedziałem, że ciocia lubi takie rzeczy, ale nie zdawałem sobie sprawy, że tak skrupulatnie do wszystkiego podchodzi. Moje serce zabiło jeszcze szybciej, gdy zdałem sobie sprawę, że będę miał okazję poznać nie tylko ciocię, ale też i miejsce, w którym mieszka. Było przecież było ono odbiciem jej samej. Wszystko, na co patrzyłem, miało w sobie jej cząstkę.
Wszedłem po kilku drewnianych, skrzypiących w stopniach, co wydawało mi się tak samo urocze jak wszystko pozostałe i z zaciekawieniem rozejrzałem się wokoło. Zachwyciłem się huśtawką z wikliny, która wisiała po drugiej stronie i przypominała raczej wygodny fotel, na którym można było usiąść z książką i poczytać, albo po prostu zasnąć w piękny pogodny dzień i zapomnieć o wszystkich problemach. Wyłożona była miękkimi wyszywanymi poduszkami, które zapewniały komfort i odprężenie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz