Szukaj na tym blogu

1 grudnia 2023

Randka w ciemno

47. Liczyła się tylko przyjemność: moja i jej. 


-No chłopcze, - zaczęła łagodnym głosem, - wiem, że jest ci ciężko. Jesteś młody, niedoświadczony, ale wytrzymaj, wytrzymaj te kilka minut. Wytrzymaj dla mnie.

Przyznam się szczerze, że po tych słowach i w tej sytuacji czułem się jak u lekarza, na jakimś trudnym, ciężkim do zniesienia badaniu. Pamiętam, że kiedyś w podobnym tonie wypowiadał się do mnie specjalista gastrolog, wkładając mi gumowy wąż do gardła, kiedy trząsłem się z przerażenia i obrzydzenia. Oczywiście w tym wypadku nie było ani przerażenia, ani obrzydzenia. Było tylko niesamowite i wciąż narastające podniecenie. Słowa były jednak bardzo podobne. No i sytuacja w tym sensie, że miałem przecież stanąć na wysokości zadania. Miałem jej nie zawieźć. 

Oczywiście nie miało być tak lekko, jak mi się na początku zdawało. To ona dyktowała rytm i dostosowywała go do siebie. Ujeżdżała mnie tak może pięć minut, może trochę dłużej, a później, kiedy czułem, że jej cipka zaczyna kurczyć się w coraz szybszych, coraz bardziej niekontrolowanych skurczach, pochyliła się mocno do przodu, opadając na mnie swoimi wielkimi cycami. Podpierając się obok mnie na stoliku, zaczęła unosić i opuszczać swoje biodra już nie tak łagodnie, jak na początku, ale gwałtownie, szybko, dynamicznie i mocno, uderzając w moje podbrzusze i wciskając pośladki w moje jaja. 

-Rozsuń szerzej uda, - jęknęła mi do ucha, opluwając twarz w coraz silniejszym podnieceniu. 

Zrobiłem to, co kazała, a przy okazji położyłem dłonie na jej pośladkach, aby dokładniej czuć każdy jej ruch na moim korzeniu. Przyciskała mnie do stołu całym swoim ciałem. Czułem się tak cudownie zniewolony. Nie chciałem marzyć o niczym innym jak tylko o niej. 

I raz, i raz, i raz, i raz… łup, łup, łup… chlap, chlap, chlap… podskakiwała na mnie niczym piłka plażowa. Stół trzeszczał, przesuwał się po podłodze. Miałem wrażenie, że za chwilę rozpadnie się na drobne kawałki, że rozjedzie się pod naszym ciężarem, ale nic takiego się nie stało. Ona po prostu szczytowała, dochodziła, brała to, co jej zdaniem słusznie się jej należało i takie szczegóły jak wytrzymałość stołu w tej chwili ją nie interesowały. 

-Dobrze ci, dobrze ci chłopczyku? Dobrze ci jak posuwa cię stara baba? Lubisz to, lubisz takie jak ja. O tak, widzę to w twoich oczach, - wyrzucała mokre, podniecone słowa ze swoich ust wprost w moją twarz.

Kiedy jej orgazm dobiegł do końca, postanowiła, że dalszą część zabawy uskutecznimy w pokoju dziennym, który teraz ludzie nazywają salonem, na wersalce. Trochę się zmieniło. Teraz byłem bardziej pewny siebie i mniej zestresowany. No bo przecież do wszystkiego można się przyzwyczaić. No tak. Jeżeli w ogóle to możliwe, zacząłem przyzwyczajać się do świadomości, że kopuluję z matką mojej dziewczyny, być może przyszłej żony, jak dzikie zwierzę. Może to obrzydliwe, ale było mi wszystko jedno. Liczyła się tylko przyjemność: moja i jej. 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...