4. Wszystko będzie jak dawniej.
Ten taras, kiedyś stary ze zmurszałymi od wilgoci filarami, pokrytymi mchem, teraz odnowiony i pachnący świeżością, wydawał się taki sam, a jednak tak bardzo inny. No cóż, upłynęło tyle lat i wszystko było inne, nowe. Nie mogłem uwierzyć, że tu jestem. Kochałem ten dom, kochałem ten taras, no i kochałem ciocię. Bardzo chciałem ją znów zobaczyć.
Zastanawiałem się, jaka ona jest, jakie wywrze na mnie pierwsze wrażenie i jakie będą jej pierwsze słowa. To wszystko było takie ekscytujące, takie niezwykłe i dziwne zarazem.
Z uznaniem pokiwałem głową. Ten taras to było to idealne miejsce, aby usiąść przy dobrej kawie lub lampce wina i podziwiać to urokliwe miejsce, otoczone przez piękne lipy i rozłożyste, gęste klony. To był dla mnie prawdziwy raj i nie spodziewałem się, że przyjdzie mi spędzić te dwa miesiące w tak niesamowitym miejscu. A jednak tu byłem.
Jeszcze raz bardzo głęboko wciągnąłem powietrze. Dom zdawał się otwierać przede mną swoje podwoje, zapraszać do środka i mówić, że wszystko będzie jak dawniej. Im bardziej się temu przyglądałem, tym szerzej moje oczy otwierały się ze zdumienia.
"A jednak jestem tutaj, jestem w ukochanym domu cioci" - myślałem, czując się niewymownie szczęśliwym.
Nie mogłem uwierzyć, że przytrafiło mi się coś tak cudownego. Przede mną było całe lato, lato spędzone z ciocią Antoniną. Już sama myśl o tym przyprawiała mnie o dreszczyk emocji. Tu wszystko było takie moje, takie nasze, moje i jej. Jak będzie? Jak to wszystko dalej się potoczy? Ciekawość mnie rozpierała.
Świeże powietrze niosło ze sobą zapach żywicy i igliwia i zalało mnie swoją wonną obfitością, przypominając o tym, jak bardzo tęskniłem za naturą, za lasem za drzewami i za tą dobrotliwą kobietą. Zdałem sobie sprawę, że nie jestem jakimś tam mieszczuchem, którego da się zamknąć w klatce bloku. Zdałem sobie sprawę, że jestem targanym instynktami dzikim zwierzęciem. Zwietrzyłem magię przygody i nie dało się mnie już zbić stropu. Teraz mogłem robić rzeczy, które do tej pory były dla mnie niedostępne, o których mogłem tylko pomarzyć.
"Jestem Tarzanem", - myślałem, - "będę tutaj robił, co tylko mi się żywnie podoba".
Czułem przypływ wewnętrznej siły i energii, jakiej wcześniej nigdy nie było dane mi poznać. Miałem wrażenie, że odradzam się jak feniks z popiołów, że powstaję do nowego życia, aby zrobić coś ważnego. Wiedziałem, że to lato będzie dla mnie czasem przemian, czasem, który odmieni wszystko. Naprawdę już nie mogłem się doczekać, kiedy wreszcie wypłynę na łódce na środek jeziora i jak prawdziwy skaut poczuję wiatr we włosach, a ciepłe promienie słońca rozgrzeją moją bladą, miejską skórę. Tego było mi potrzeba, tego właśnie pragnąłem.
-Witaj przygodo, witaj lato, - powiedziałem do siebie, czując, jak moje usta rozszerzają się w szerokim uśmiechu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz