Szukaj na tym blogu

20 grudnia 2023

Ostatnie wakacje.

15. Ciocia szła schodami do góry. 


Nagle usłyszałem jej miękki, aksamitny głos z dołu wołający mnie na obiad i wpadłem w panikę. Mój oddech nagle zatrzymał się, a serce zdawało się czekać na kolejne uderzenie. Mój umysł szybko szukał właściwego rozwiązania. Miałem kilkanaście sekund na podjęcie właściwej decyzji. 

Ciocia szła schodami do góry. Wiedziałem, że za moment będzie na piętrze. Siedziałem, a właściwie leżałem na fotelu z gołym podbrzuszem. Mój wielki, gruby jak kawał kiełbasy chuj spoczywał w zaciśniętej dłoni. Wszystko oblepione było gęstą, białą, mocno aromatyczną spermą. Cały pokój pachniał moim podnieceniem. Czy to była panika? Jeżeli tak, to wyglądało to co najmniej dziwnie. Moja reakcja była trudna do wytłumaczenia. 

Wielki jak dyszel od wozu kutas, zamiast opaść ze strachu, wyprężył się jeszcze bardziej, a jego głowica po prostu zsiniała. Ścisnąłem go bardzo mocno, a on nie wytrzymał i trysnął jeszcze raz, jeszcze bardziej brudząc moją koszulkę. W ciągu sekundy zdałem sobie sprawę, że jest pozamiatane. W żaden sposób nie byłem w stanie się z tego wytłumaczyć. To była katastrofa. Gdyby teraz stanęła w drzwiach i zobaczyłaby mnie leżącego z gołym penisem ściśniętym w garści i spermą na całym torsie, nie byłem w stanie tego ukryć. To było straszne, bo ona rzeczywiście za chwilę miała być na górze.

-Już idę, ciociu! - krzyknąłem z nadzieją, że jednak tu nie wejdzie. - Przepraszam, muszę trochę się opłukać po podróży. Zaraz do ciebie zejdę! 

Te słowa uratowały moją dobrą reputację i uchroniły mnie od poważnego skandalu.

-Dobrze, - odpowiedziała, zatrzymując się w połowie schodów. 

Rozejrzałem się nerwowo, chwyciłem czysty T-shirt, slipy i spodnie. To, co miałem na sobie, nie nadawało się do już użycia. Musiałem działać szybko. Nie było czasu na żadne zastanawianie się. Na szczęście ciągu chwili byłem w łazience po drugiej stronie korytarza. Jeszcze nie do końca zdawałem sobie sprawę z tego, co się stało. Działałem automatycznie. Moje serce waliło jak oszalałe. Usiadłem na brzegu wanny, za wszelką cenę próbując się uspokoić. Nie było to jednak takie łatwe. 

Nagle zdałem sobie sprawę, że w ciągu kilkunastu sekund spociłem się jak mysz. 

"Ja pierdolę, takie przeżycia już na samym początku wakacji", - pomyślałem i w tym samym momencie wybuchłem głośnym, głupim, trudnym do opanowania śmiechem. To było odreagowanie. Śmiałem się i śmiałem, nie mogąc się powstrzymać. W końcu, kiedy zaczął boleć mnie brzuch, uspokoiłem się trochę. Mimo to czułem się totalnie odlotowo.

-Julian, jesteś tam?! - znowu usłyszałem głos z dołu, - Chodź, bo obiad ci wystygnie! Zrobiłam go specjalnie dla ciebie!

Rozejrzałem się po łazience i kiedy zauważyłem pralkę, ucieszyłem się. Sprawdziłem kieszenie spodni i wrzuciłem ubrania i z pozostałymi rzeczami oraz saszetką do prania wrzuciłem do bębna. Następnie uruchomiłem program i stanąłem pod umywalką, aby spłukać z siebie moje wydzieliny. 

Cały czas chciało mi się śmiać. Ta sytuacja, choć niezwykle stresująca, wydawała mi się niesamowicie zabawna i groteskowa. Może dlatego, że się spuściłem i to tak potężnie, doznałem silnego, głębokiego odprężenia. Gigantyczna porcja endorfin właśnie docierała do mojego mózgu i robiła swoje. 

W ciągu kilku chwil już całkiem spokojny, zadowolony, a nawet szczęśliwy wytarłem się, założyłem nowe ubrania i z radosnym uśmiechem na twarzy schodziłem na parter. 





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...