Szukaj na tym blogu

2 grudnia 2023

Randka w ciemno

48. Na kolana ty stara suko.


Po tym nieco szokującym wstępie zaczynało mi się to coraz bardziej podobać. Można powiedzieć, że zaczynałem odkrywać swoją ciemną naturę. Wstyd powiedzieć, ale miałem coraz większą ochotę na tę starą dupę, na jej obfite pełne ciało, przecież jeszcze tak bardzo sprawne i ponętne. Wciąż byłem bardzo podniecony. Moja erekcja utrzymywała się na wysokim poziomie. Kutas był sztywny, gruby, żylasty. Czułem, że wcale nie ma zamiaru opaść. 

Nadzy, jak nas pan Bóg stworzył, przeszliśmy do salonu i zaczęliśmy sadowić się na sofie. Bożenka była również bardzo napalona.

-No co, chcesz mnie wyruchać? 

Patrzyłem na nią i nic nie mówiłem.

-O tak, wiem, że chcesz mnie zerżnąć jak dziwkę spod latarni, ty stary zbereźniku. Chcesz mnie wyruchać jeszcze raz. Wiem to. Nie oszukasz mnie. 

-Boże, pani Bożeno… - jęknąłem, drżąc na całym ciele.

-No nie wstydź się. Powiedz tylko w jaki sposób, - ciągnęła pewnym, stanowczym, choć bardzo miłym głosem. 

Co ja na to? Oczywiście, że chciałem, oczywiście. Jakże mógłbym nie chcieć? Jasne, że miałem wielką ochotę. Doskonale to było widać po mojej sterczącej pycie, rozbieganych oczach i trzęsących się dłoniach. Płonąłem z pożądania. Kiedy na nią patrzyłem, wszystko we mnie wrzało, każda komórka domagała się seksu, natychmiastowego, ostrego seksu.

- Na kolana ty stara suko, - odezwałem się do niej, a ona, o dziwo, wcale się nie obraziła, tylko uśmiechając się, pokornie wykonała moje polecenie. 

Wiedziała, co ma robić. Nie musiałem jej nic tłumaczyć. Jeszcze mocniej zadrżałem. Boże, jaka ona była podniecająca. Uklękła na wersalce, a ta ugięła się pod jej ciężarem. Następnie pochyliła się do przodu i podparła na dłoniach przed sobą, wypinając w ten sposób w moją stronę swój niesamowicie zgrabny, duży i ponętny tyłeczek. Zdążyłem tylko zauważyć, że jej obfite piersi luźno i swobodnie opadły do dołu i delikatnie kołysały się na boki przy każdym ruchu. 

"Okej", pomyślałem, "nie ma czasu do stracenia". Chciałem wykorzystać każdą sekundę, która była mi dana. Dlatego też jedną nogą stojąc na podłodze, a drugą klęcząc na wersalce, chwyciłem fiuta w garść, skierowałem w stronę jej wilgotnej, buchającej gorącem jaskini miłości i jednym zdecydowanym pchnięciem wszedłem po same jaja. 

-Uuuuuuaaaahhhhh… - wydobyło się z mojego gardła głośne westchnienie.

Cóż to była za rozkosz. Przez całe moje ciało przeszedł słodki, niesamowicie przejmujący dreszcz i przez chwilę miałem wrażenie, że sperma już poleciała z mojego prącia wprost w jej rozpalone wnętrze. Nic takiego się jednak nie stało. To było tylko wrażenie, a może i nie. Nie byłem w stanie tego stwierdzić. 

Po tym bohaterskim i zdecydowanym ruchu, który wydawał mi się wejściem na Mont Everest, zatrzymałem się, nie wiedząc, co dalej zrobić. Uczucie, jakiego doznawałem, odbierało mi zdrowy rozsądek. Miałem wrażenie, że mój penis od samej końcówki po jaja wszedł w kipiącą czeluść piekielną, ziejącą gorącym i słodkim uczuciem pożądania studnię bez dna. Bałem się, że jeśli zrobię jakikolwiek dodatkowy ruch, popłynę w niebyt kosmosu i za chwilę będzie po wszystkim. Nie chciałem, by to skończyło się już teraz.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...