Szukaj na tym blogu

25 grudnia 2023

Ostatnie wakacje.

20. Ciocia niczego nie pozostawiła przypadkowi. 


Ciasto było po prostu przepyszne. Z dużą ilością jabłek, które tak uwielbiam. Były idealnie miękkie i słodkie i wydawały się ambrozją w moich ustach. Wierzch deseru był chrupiący i posypany cynamonem. Obok na talerzu znajdowały się dwie gałki zimnych, kremowych lodów, które świetnie pasowały tego do ciepłego ciasta. Całość była skropiona karmelem, który dodawał słodkiego smaku. 

Po zjedzeniu deseru czułem się tak usatysfakcjonowany, że miałem wrażenie, iż niczego więcej do szczęścia mi nie potrzeba. Czułem, że dzień mogę uznać za niezwykle udany, szczególnie że cały czas obok mnie siedziała ona – moja ukochana ciocia. Nie wiedziałem, co będzie dalej, ale byłem pewien, że jestem najszczęśliwszym facetem na świecie. Przynajmniej na razie.

-Ta szarlotka to coś niesamowitego. Jak ty to robisz, ciociu, że wszystko jest takie smaczne? - spytałem z uśmiechem na twarzy.

-Och, to proste, -  odparła z uśmiechem. - Wystarczy trochę miłości i pasji.

"No tak, miłości. Boże mój, miłości", - pomyślałem, a na sercu zrobiło mi się jeszcze cieplej. 

Po pewnym czasie zupełnie naturalnie zaczęliśmy rozmawiać o życiu, o moich planach na przyszłość, o jej pracy i hobby. Czując się już całkowicie swobodnie i komfortowo, powoli zapominałem o skomplikowanych uczuciach, które wcześniej przepełniały moje serce i umysł. Okazało się, że ciocia jest bardzo inteligentną osobą i nie pozwala się ze sobą nudzić nawet przez chwilę. Byłem teraz tylko jej Julianem, a ona była tylko moją ciotką, z którą dzieliłem miłe chwile przy jedzeniu i rozmowie. To było cudowne i nie chciałem tego popsuć.

Jak się okazało, to nie był koniec atrakcji zaplanowanych na ten wieczór. Nie spodziewałem się tego, ale ciocia Antonina oprócz gorącej herbaty, podała półsłodkie wino. Byłem tak zaskoczony, że dopiero później uświadomiłem sobie, iż przez cały czas na stoliku stały kieliszki o długich nóżkach. Natomiast butelka chłodziła się w lodówce, żeby trunek miał odpowiednią temperaturę. 

Ciocia niczego nie pozostawiła przypadkowi. Wszystko było dopracowane w najdrobniejszych szczegółach. Kieliszki z błyszczącego szkła już na pierwszy rzut oka wzbudziły we mnie poczucie elegancji i wyrafinowania. Zastanawiałem się, dlaczego podejmuje tak duży wysiłek, aby przypodobać się tylko jednej osobie. Zawsze byłem dla niej ważny, ale nie spodziewałem się, że aż tak.

Wino miało intensywny, rubinowy kolor, który pięknie mienił się w świetle zachodzącego słońca. Kiedy uniosłem kieliszek do nosa, jego zapach przyniósł ze sobą nutę czerwonych owoców, takich jak soczyste maliny i świeże wiśnie. Delikatnie poruszając kieliszkiem, powąchałem raz jeszcze. Teraz dało się wyczuć subtelne tony przypraw korzennych oraz nutę wanilii.

Już po pierwszym łyku poczułem, jak pełny i aksamitny był to trunek. Na podniebieniu rozkwitały smaki dojrzałych czereśni i leśnych jagód, które stopniowo przechodziły w delikatne nuty czekolady i wanilii. Wino miało dobrze zbalansowaną kwasowość, co nadawało mu świeżości i lekkości, a jednocześnie pozostawiało długotrwały, przyjemny posmak.

-Hmm, ciociu, cóż to za wino? - spytałem przyjemnie zaskoczony. 

Popatrzyła na mnie i uśmiechnęła się.

-To od znajomych z Jeleniej Góry" - odpowiedziała, podtrzymując tajemniczy nastrój, - Cieszę się, że ci smakuje.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...