7. To właśnie był mój pokój.
Głęboki, trójkątny dekolt jej kolorowej sukienki głęboko wcinał się między duże, zachwycające cycki i odbierał mi resztki zdrowego rozsądku. Ja młody, napakowany testosteronem młodzieniec, nie mogłem oderwać od niego wzroku. Choć wiedziałem, że to nieprzyzwoite i nie wypada tak gapić się na te jej balony, po prostu patrzyłem, kiedy tylko miałem taką możliwość.
To była moja ciocia i należało zachowywać się przynajmniej poprawnie. No cóż, nie byłem w stanie zapanować nawet nad częścią moich reakcji. Penis w moich spodniach miał na ten temat podobne zdanie. On chciał narozrabiać. Nie dało się mu tego w żaden sposób wytłumaczyć. Czułem, że zalewa mnie potworna fala wstydu. Mówiłem mu, żeby się położył, ale on się tylko ze mnie śmiał i pęczniał jeszcze bardziej. Po chwili był gruby i sztywny jak kij bejsbolowy. Unosił się i opadał, raz po raz napierając na materiał spodni.
-Cieszę się, że ci się u mnie podoba. Widzę, że jesteś zmęczony. Pewnie chciałbyś odpocząć przed obiadem, - powiedziała, po czym zbliżyła się i objęła mnie swoimi miękkimi, ciepłymi ramionami.
To było właśnie to, o czym wspominałem wcześniej. Po prostu trudno to opisać. Poczułem, że odpływam, że odlatuję gdzieś w kosmos. Mieszały się we mnie bardzo różne, dziwne uczucia, których nie potrafiłem nazwać i określić. Tak wiele bodźców docierało do mnie w tej chwili, że trudno było to ogarnąć.
Chyba najbardziej intensywnie odbierałem jej zapach. Był dziwny, ale niezwykle przyjemny. Pomimo że jakoś specjalnie się na tym nie znam, jestem pewien, że nigdy wcześniej nie czułem tak subtelnej i pobudzającej woni. Chociaż nie, może czułem, może pamiętałem ją z dzieciństwa, ale wtedy to było zupełnie coś innego, miało inny wymiar, inny charakter. A teraz? Teraz nie mogłem sobie z tym poradzić.
Przegrywałem tę walkę. Czułem, że cały drżę, a moje nogi robią się miękkie i niezdolne do utrzymania mojego ciężaru. Po chwili uświadomiłem sobie, że to zapach jej potu, wymieszany z jakimiś egzotycznymi kwiatowymi perfumami. Było jak potężna dawka narkotyku. Tak jakby w moim mózgu wybuchła bomba.
-Tak, bardzo by mi to odpowiadało, - odpowiedziałem z uśmiechem na ustach, za wszelką cenę próbując nie upaść.
-To świetnie. Mam dla ciebie pokój gościnny. Ten sam, w którym kiedyś mieszkałeś, pamiętasz? Jest po remoncie. Na pewno ci się spodoba. Jest już przygotowany i czeka na ciebie. Będziesz miał swój własny kawałek przestrzeni, - powiedziała i pokazała mi drogę, a ja ruszyłem za nią.
Zaprowadziła mnie na poddasze drewnianymi, skrzypiącymi jak kiedyś pod naszym ciężarem schodami. Dech mi zaparło, kiedy się tam znalazłem. Drewniana podłoga wyglądała pięknie i jeszcze pachniała tym starym drewnem.
Malowana na biało poręcz niewielkiej klatki schodowej i skosy tworzące całe poddasze przenosiły mnie w zupełnie inny świat. Białe, ukośne ściany wspierane na grubych spękanych belkach w naturalnym kolorze, kazały zastanawiać się, czy czasem nie przeniosłem się do jakiejś baśni o pięknej królewnie.
To był niewielki hol. Pod skośną ścianą i dachowym oknem, które wpuszczało do środka dużo światła, znajdowało się spore biurko w kształcie litery L, a na nim laptop, zapewne cioci. Obok biurka stał wygodny rattanowy fotel wyłożony miękkimi poduszkami, a na oparciu przewieszony miękki, ciepły koc do przykrycia kolan w chłodne wieczory. Na wprost był korytarz i dwoje drzwi. Jedne z nich były uchylone i to właśnie był mój pokój.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz