2. Bo i ja byłem inny.
W Warszawie miałem do dyspozycji tylko niewielki balkon a ta huśtawka na pewno na nim by się nie zmieściła. Nie miej, to był tylko początek tego, co miałem tutaj zobaczyć, przedsmak mojej przygody z mazurami i z ciocią Antoniną.
Widok drzwi prowadzących bezpośrednio do salonu i dwóch okien z uroczymi drewnianymi okiennicami dodawał jeszcze więcej smaku i niepowtarzalnego charakteru do tego stylizowanego, sielankowego obrazka. To było tak, jakbym nagle przeniósł się do zupełnie innego świata. Każdy element tej układanki był tajemniczy i niepowtarzalny. Wszystko tu zachwycało i sprawiało tak, że chciałem tu zostać na zawsze.
Rozglądając się wokoło, o mało nie potknąłem się o metalowy, gazowy błyszczący grill. To nie było małe palenisko na trzech nóżkach, jakie często do tej pory widziałem, tylko potężna maszyna, która mogła obsłużyć kilkadziesiąt osób. Był wysunięty nieco na środek i jakby gotowy do użycia. Widać było, że ciocia lubi grillować, a ponadto lubi też zapraszać gości. Jej dom jakby był do tego stworzony. No cóż, trudno się dziwić. Jednym z tych gości przecież byłem ja sam.
Kiedy wchodziłem na taras i rozglądałem się z zaciekawieniem, przypomniały mi się piękne chwile z dzieciństwa, kiedy ciocia brała mnie na ręce, biegała ze mną po całym podwórku i wymyślała przeróżne zabawy, byleby tylko mnie rozśmieszyć. Pamiętam, że kiedy byłem mały, ten dom wydawał mi się taki ogromny. Zawsze cieszyłem się, kiedy miałem przyjechać do niej, bo wtedy mogliśmy razem bawić się na dworze, robić bańki mydlane i zbierać jagody i grzyby z pobliskiego lasu.
Ciocia zawsze była dla mnie kimś więcej niż tylko krewną. Była dla mnie opiekunką, najlepszą przyjaciółką i powierniczką moich dziecięcych tajemnic. Zawsze kiedy czułem się smutny, mogłem do niej przyjść i zawsze wiedziałem, że mnie pocieszy i doda mi sił. A kiedy czułem się szczęśliwy, mogłem to z nią dzielić i razem radować się z każdej chwili. To były niezapomniane wspomnienia, które zawsze będę pamiętał z miłością i uśmiechem na twarzy. Ciocia była dla mnie aniołem, który mnie wspierał, dodawał otuchy, a kiedy otarłem sobie kolano z miłością i troską opatrywała moje rany. Tak ją zapamiętałem, ale czy moje wspomnienia były zgodne z rzeczywistością? O tym miałem się wkrótce przekonać.
Nie wiem dlaczego, ale ze szczególną intensywnością przypomniał mi się dzień któregoś bardzo upalnego lata. Wybrałem się wtedy z ciocią na dziką plażę nad jezioro. Pomimo że w mieście było pełno turystów, tutaj panował kompletny spokój i nie było nikogo oprócz nas. To było niesamowite. Czułem się jak Robinson Crusoe na bezludnej wyspie. Tyle tylko, że nie byłem sam a z ciocią. Biegałem wtedy zupełnie nago, z gołym siusiakiem na wierzchu. Zupełnie nie odczuwałem wstydu, bo chyba byłem jeszcze za mały. Jednak zdawałem sobie sprawę z tego, że to, co robimy, jest inne i nietypowe, choć nie wiedziałem jeszcze dlaczego.
Ciocia mnie goniła, a ja jej uciekałem. Śmiałem się do rozpuku, a kiedy mnie chwyciła, brała mnie na ręce i podrzucała. Chociaż wcale już nie byłem taki lekki, robiła to z łatwością. Teraz kiedy sobie to przypomniałem, czułem, że oblewam się rumieńcem wstydu. Dzisiaj takie rzeczy byłyby nie do pomyślenia, ale wtedy… No cóż, wtedy wszystko było normalne, bo i ja byłem inny: mały i niewinny.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz