142. Możesz nawet przyjść nago.
-Nie? A gdzie? - spytałem, czując, że robi mi się coraz goręcej.
-Kojarzysz klub o nazwie “Sekret” przy ulicy Brzozowej?
Nic nie przychodziło mi do głowy. Byłem coraz bardziej podniecony i trudno było mi się skupić. Myślałem tylko o tym, żeby się z nią kochać.
-Amelia… och przepraszam, Grace nie mam pojęcia co to za lokal. Gdzie to jest?
-Na końcu miasta od strony południowej. Na pewno o nim słyszałeś, bo jest tam także piwniczka z winami. Właściciel jest bardzo znany w całej okolicy. To nasz dobry znajomy.
Czułem, że zbliża się kolejny orgazm.
-Och, och, och… rozumiem, ale ja nie znam Giżycka, och… aż tak dobrze jak wy, - powiedziałem zdyszanym ciężkim głosem.
-Co ty tam robisz? Coś ci jest?
-Nie, nie wszystko w porządku, tylko och, och…
-Co? Nie, łatwo tam trafić. Każdy mieszkaniec wskaże ci drogę. Zresztą jak nie jesteś pewny, to poszukaj w Google.
Leżałem już na wznak i taktycznie waliłem sobie konia, jednocześnie drugą ręką trzymając telefon i rozmawiając z Grace.
-No dobrze, a co to za impreza? - spytałem w końcu, bo czułem, że zaraz strzelę.
Niewiele brakowało do orgazmu i to bardzo mi się podobało. Jej słodki głos pobudzał mnie i doprowadzał na sam szczyt.
-A taka tam balanga, - odpowiedziała, śmiejąc się radośnie.
Jej śmiech był naprawdę uroczy. Miałem wrażenie, że i ona ma na coś ochotę w tej chwili.
-Balanga? - powtórzyłem jak echo, - Czyli będzie wesoło.
Jeszcze raz roześmiała się serdecznie i ciepło, chyba czując, że wprawia mnie tym w zakłopotanie, a być może podejrzewała co się ze mną dzieje.
-No, na pewno, bo to trzydzieste piąte urodziny naszego kochanego braciszka, - wyrzuciła na jednym oddechu.
Czułem, że dzieje się ze mną coś dziwnego. W jednej chwili pozbawiła mnie całej dotychczasowej pewności siebie. W mojej głowie na moment pojawiła się lekka panika. Z drugiej zaś poczułem się niesamowicie zaintrygowany, bo to oznaczało ponowne z nimi spotkanie i poznanie ich bliżej.
-Urodziny. Ojej, ale ja nie wiem, jaki kupić prezent. Nie wiem, czy zdążę, - powiedziałem, mocniej ściskając chuja i przyspieszając ruchów.
-Boże, Julian, niczym się nie przejmuj. Już kupiłyśmy prezent, - odezwała się słodko i gorąco.
Czułem, że odpływam. Za chwilę miało być po wszystkim.
-Och, ale…
Moje serce waliło jak oszalałe.
-Julian, wszystko w porządku? Jakoś tak ciężko dyszysz.
-Co? Och, wszystko w porządku. Nic się nie dzieje, - powiedziałem, czując, że za sekundę trysnę kolejną porcją gorącego nasienia.
-Uzgodniliśmy, że to będzie od nas trojga. Tylko bądź tam w niedzielę o siedemnastej trzydzieści. Będziesz?
-Będę.
-Słodki jesteś. Masz zamówiony stolik. Kelner ci pokaże miejsce, - powiedziała, a ja w tej samej chwili z cichym westchnieniem spuściłem się na swój brzuch.
-Julian, co tak dyszysz? Jesteś zdrowy? - zapytała ciepło, a ja podnieciłem się jeszcze bardziej.
-Co? Och, tak. Jak najbardziej, wszystko w porządku. To super bardzo się cieszę, że mogę tam być razem z wami. To będzie duża impreza?
-E tam, duża. Sami najbliżsi, - zaśmiała się do słuchawki.
Powoli wracałem do rzeczywistości, czując się, jakbym wygrał los na loterii.
-A w co się mam ubrać? Jakoś oficjalnie?
Miałem wrażenie, że ona jest przy mnie i patrzy na mnie i to było niesamowite.
-Nie, no co ty. Strój jest dowolny. Możesz ubrać się, w co chcesz. Możesz nawet przyjść nago, jak masz ochotę.
Tymi słowami dobiła mnie całkowicie. Poczułem jeszcze jeden silny skurcz i ponownie strzeliłem sporą porcją mojego nasienia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz