141. Jest impreza.
Trochę zły na siebie podniosłem się i odwróciłem na bok. Teraz zdałem sobie sprawę, że telefon leży na szafce obok łóżka. Musiałem usiąść i się pochylić, aby go dosięgnąć. Kiedy usiadłem, zakręciło mi się w głowie, na dodatek stwierdzam, że cały mój tors jest oblepiony nasieniem.
Chciało mi się śmiać, a jednocześnie byłem na siebie zły, bo wiedziałem, że pobrudzę też telefon. Choć wiedziałem, że nie powinienem tego robić, wytarłem ręce w pościel. Następnie wziąłem aparat w dłonie i spojrzałem na wyświetlacz.
Kiedy zobaczyłem nieznany numer, w mojej głowie pojawiło się jeszcze więcej pytań. Wcisnąłem zieloną słuchawkę i przyłożyłam do ucha. Usłyszałem znajomy głos, ale w pierwszej chwili nie wiedziałem, do kogo należy.
-Co się z tobą dzieje. Dzwonię już trzeci raz, a ty nie odbierasz.
-Słucham? Kto mówi? - odpowiedziałem trochę oszołomiony.
-Jak to, kto – Grace. - Już zapomniałeś? No konkurs karaoke. Zajęliście z ciocią pierwsze miejsce, - głos był trochę oburzony, ale ciepły i słodki. Dopiero teraz zacząłem sobie przypominać te dwie urocze bliźniaczki w strojach stylizowanych na ludowe. Boże jako one seksownie wyglądały na tej scenie! Też miałem wobec nich bardzo nieprzyzwoite myśli.
-Ach, no tak, głupek ze mnie, przepraszam, oczywiście, że nie zapomniałem. O co chodzi? - powiedziałem trochę zdezorientowany.
-Jak to o co? Jest impreza, - odezwała się i jeszcze raz usłyszałem ten bardzo przyjemny śmiech.
Jej słowa wprawiły mnie w zakłopotanie, ponieważ nie lubiłem hucznych imprez i już samo to słowo wywoływało u mnie lekką panikę. Nie chciałem jednak wyjść na mięczaka.
-Impreza? Kiedy?
-Jak to kiedy? W niedzielę.
-W tę niedzielę?
-Oczywiście, że w tę, a którą niby?
Nagle przypomniałem sobie rozmowę telefoniczną zaraz po przyjściu do domu z klubu karaoke. Plecami oparłem się o poduszkę, przybierając wygodniejszą pozycję. Po pierwszym nagłym skrępowaniu rozluźniłem się nieco i zacząłem rozmawiać bardziej swobodnie.
-Ach no tak w tym lokalu nad samym brzegiem jeziora. Wiem, wiem, pamiętam, to Amelia. Pamiętam, jak rozmawialiśmy przez telefon zaraz po występie, - powiedziałem bez większego namysłu.
Zareagowała bardzo gwałtownie.
-Jaka Amelia?! Chłopie obudź się. Ja jestem Grace. Oj chyba za dużo wypiłeś.
Jej głos był miękki i bardzo przyjemny.
-Aha, to już się z nią umawiałeś łobuzie? - dodała po chwili.
Spostrzegłem, że mój umazany w spermie penis zaczyna się unosić. W kroczu mnie swędziało i czułem, że jeszcze mam ochotę na gorący seks.
-Co? Przepraszam. Jeszcze nie umiem was odróżnić. Jesteście takie podobne do siebie. Ano tak, umawiałem się z nią, a co?
Wsłuchiwanie się w ton jej głosu było bardzo przyjemne i wywoływało we mnie rozkoszne doznania. W sumie nawet nie zastanawiałem się, co w tej chwili dzieje się z moim ciałem. Wolna dłoń automatycznie powędrowała do sterczącego kutasa. Objąłem go i zacząłem delikatnie uciskać.
-Aha, takie buty. Szybka jest. Dobra, nic nie szkodzi. Tylko że to nie jest w żadnym lokalu nad jeziorem, - wyjaśniła.
Myślałem o tych dwóch niezwykle zgrabnych i seksownych blondyneczkach. Zacząłem sobie przypominać, co działo się w klubie karaoke. W mojej wyobraźni odmalował się czysty obraz tego, jak tańczą i śpiewają na tej dużej scenie w tych prześlicznych nieco kiczowatych kolorowych sukieneczkach i coraz bardziej się podniecałem. Moja doń automatycznie zaczęła poruszać się do góry i do dołu w rytmicznych posuwisto-zwrotnych ruchach.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz