Szukaj na tym blogu

20 kwietnia 2024

Ostatnie wakacje.

139. Złe oblicze


Kiedy zobaczyłem, jak stoi do mnie przodem, nie mogłem złapać tchu. Cudownie gęste włosy bujnymi lokami opadały na wielkie piersi, które trzymała w dłoniach. Jej szerokie biodra wywoływały we mnie dynamiczne fale rozkoszy, które ogarniały całe moje ciało. Głęboko wklęsły pępek przyprawiał mnie o intensywne zawroty głowy. I ta cipka, która nie była zarośnięta tak, jak ją zapamiętałem z natury i poprzednich zdjęć tylko dokładnie i pieczołowicie wygolona wyglądała jak pizdeczka młodej niedoświadczonej laski. Z delikatnym cięciem pośrodku, gdzie wszystko było dokładnie schowane, robiła niesamowicie słodkie i jednocześnie piorunujące wrażenie. 

Drżałem coraz bardziej, nie mogąc się opanować. Teraz już wiedziałem, co było w tym czerwonym pudełeczku. To był na pewno prezent, ale czy na pewno dla mnie? Raczej dla niej. Choć może przez to, że ona się nim bawiła, był także i dla mnie. 

Patrzyłem i nie mogłem uwierzyć. Między jej dużymi piersiami wciśnięty szparę, spoczywał fioletowy wibrator. Co najdziwniejsze nie był on w kształcie penisa. Przypominał raczej zabawną nutkę. Tak jakby przed chwilą zeszła z pięciolinii. Była to śmieszna ciemnoniebieska nutka z długą pałeczką na jednym końcu. Moja ukochana ciocia trzymała ją między swoimi cyckami, a jej usta były szeroko otwarte. Klęczała na tej czerwonej sofie, delikatnie rozchylała uda, a jej cipeczka otwierała się nieśmiało. 

-Och, ciociu, ciociu, ty moja jedyna, kochana, co ty ze mną robisz? - dyszałem półprzytomnie.

Byłem już tak blisko, tak niewiele brakowało do pełnego zakończenia tej zabawy. Leżałem na tym łóżku z delikatnie rozchylonymi udami, trzymałem za mojego penisa i w zasadzie nie musiałem wykonywać żadnych dodatkowych ruchów. Mechanizm postępował już samoczynnie, krok po kroku zmierzał do wymarzonego finału. Widziałem, że trysnę wysoko, wiedziałem, że ochlapię wszystko, ale było mi wszystko jedno. Przecież o to w tym chodziło. Im bardziej wyuzdane i zboczone były moje myśli moje zachowania, tym lepiej i przyjemniej mi było. Ta świadomość zniewalała mnie i uwodziła. 

Nareszcie miałem to, czego pragnąłem. Ujrzałem ją w całej okazałości i pełnej krasie. Siedziała na czerwonej miękkiej sofie z szeroko rozchylonymi udami, a fioletowy wibrator znajdował się głęboko w jej pochwie. Niczego nie musiałem się domyślać. Wszystko było widać jak na dłoni. Czerwone przekrwione płatki mocno wysuwały się do przodu i obejmowały gładkie fioletowe narzędzie, które spoczywało w środku. 

Uchyliła usta, zapewne wzdychała głęboko lub jęczała. Jej oczy były zmrużone, a wyraz twarzy przedstawiał cierpienie lub rozkosz. Swoim wzrokiem błądziłem między jej twarzą wielkimi cyckami a rozchylonymi udami i pizdeczką, w której spoczywał niebieski zaganiacz. 

-Och, ciociu, ciociu, jaka ty jesteś piękna, - wyrzucałem z siebie w coraz większym podnieceniu.

Dalsza część tej opowieści i tego, co widziałem na tych zdjęciach, jest już tylko moim wyobrażeniem, bo świadomość odmówiła posłuszeństwa, a ja odpłynąłem w krainę słodkiej niebiańskiej rozkoszy. Zatraciłem się w tym całkowicie, nie mając pojęcia, co się ze mną dzieje, gdzie się znajduję, w jakim jestem stanie. Popłynąłem na szczyty mojej rozkoszy, zapominając o wszystkim, o całym bożym świecie. I tylko gdzieś w przelocie zobaczyłem gejzer wyrzucanej piany z mojego napęczniałego prącia. Czułem, jak spada na całe moje ciało i pościel wokół mnie. 

Znów to zrobiłem, grzeszny, zepsuty Julian znów pokazał swoje złe oblicze, tak, jak tego chciała ciocia Antonina, tak jak to wyreżyserowała. Prowadzony po sznurku jej intryg, pogrążałem się coraz bardziej w swojej niemocy, a ona coraz bardziej przejmowała nade mną kontrolę, choć jej tutaj nie było.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...