121. Zrób to wreszcie.
To wszystko tak dobrze się układało, że wyglądało jakby było skrupulatnie wyreżyserowane. W tym samym momencie spuściłem wzrok i zatrzymałem go na wiązaniu jej dresu. Kokardka poniżej pępka poluzowała się, a cały węzeł trzymał się tylko na jednym końcu. Wiedziałem, że to jest ten moment, dlatego wykorzystując nadarzającą się okazję, z głupkowatym uśmiechem na ustach ująłem w dwa palce dłuższy frędzelek i delikatnie pociągnąłem. Kokarda się rozwiązała, a luźne spodnie pod własnym ciężarem opadły do samej podłogi. Efekt tego drobnego zabiegu przerósł moje najśmielsze oczekiwania.
Jako że Natalia niczego się nie spodziewała, stała tak przez dłuższą chwilę patrząc na moją twarz, a ja nie mogłem uwierzyć w to, co widzę. Dotarło do mnie, że ona nie tylko nie ma na sobie stanika, ale też i majtek. Miałem przed sobą bardzo delikatną, lekko zarośniętą, pulchną soczystą cipeczkę z subtelnie wystającymi płatkami. Patrzyłem z szeroko otwartymi oczami, nie mogąc uwierzyć, że to prawda.
-Och, ale ty nie masz na sobie też majteczek, wyrwało się z moich ust.
Mimo wszystko, to jeszcze nie był koniec niespodzianek. Kolejna rzecz, która mnie zaskoczyła, to nie było to, co się stało, tylko raczej to do czego nie doszło. Natalia, zorientowawszy się, w czym rzecz, zamiast zakryć swoje intymne części, stała tak, patrzyła na mnie, nie robiąc z tym faktem absolutnie nic.
Kolejne sekundy okazały się być decydujące. Prawie nadzy staliśmy naprzeciw siebie i mierzyliśmy się spojrzeniem, badając swoje reakcje. To było dziwne, niedorzeczne, ale tak cholernie podniecające, że trudno było mi to pojąć. Ja z wielkim penisem sterczącym tuż przed jej podbrzuszem i ona z soczystą pizdeczką na wierzchu. To było jak uderzenie młotem. Nagle zdałem sobie sprawę, że jej natura jest tak samo pokręcona jak moja, że pod tym względem jesteśmy do siebie tak bardzo podobni. Miałem przed sobą dziką, niewyżytą młodą samiczkę szukającą porządnego samca z wielkim fiutem i okazało się, że to ja byłem celem jej polowania. Byłem drapieżnikiem i ofiarą jednocześnie. Taniec miłosny rozgrywał się w najlepsze.
Wiedziałem, że muszę wykorzystać szansę daną mi przez los, bo o drugiej może już nie być, a jednocześnie miałem świadomość, że to jest jak kumulacja Lotto. Czułem, jak moje serce bije coraz mocniej. Zbliżyłem się do niej jeszcze bardziej, a później zapiąłem swoje dłonie na jej biodrach, jeszcze mocniej przyciągając ją do siebie. Teraz była już całkowicie w mojej mocy i doskonale zdawała sobie z tego sprawę.
-Och Julian, co ty robisz?! No co ty robisz? - dyszała prosto w moją twarz.
Mimo tego żaden sposób się nie broniła, nie zrobiła żadnego ruchu, nic, co w jakikolwiek sposób mogłoby zatrzymać moje działanie, czy choćby je utrudnić. Nie zrobiła nic nawet wtedy, kiedy mój wielki, żylasty zaganiacz swoim łbem, a później całą długością dotknął jej miękkiego brzuszka. Jej jedyną reakcją było tylko głębokie westchnięcie i wzrok utkwiony w moich oczach. Wiedziała, że totalnie przegrała na całej linii.
Nie czekając, aż się ocknie, przeniosłem moje dłonie z bioder na jej pośladki i przycisnąłem ją mocno do siebie. Czułem, jak moja wielka pała mocno przywiera do jej rozgrzanego ciała. To było tak niesamowicie odlotowe, że moje podniecenie powoli zaczynało wymykać się spod jakiejkolwiek kontroli. Wiedziałem, że muszę to zrobić, że muszę posunąć się dalej, bo inaczej zwariuję. Nie ulegało wątpliwości, że musi do tego dojść. Byłem jak drożej na całym ciele i przyciskałem ją mocno do siebie, nie dając się jej uwolnić.
-Julian Boże! Och Boże, zrób to wreszcie! - westchnęła gorącym powietrzem w moją twarz.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz