Szukaj na tym blogu

31 maja 2024

Ostatnie wakacje.

180. Do wsi było już niedaleko.


To było to. Byłem na właściwej drodze. Zabawa w mało rozgarniętego dzieciaka zaczynała mi się coraz bardziej podobać. 

-Och dziewczyny, a co macie na myśli.

-Co? - spojrzała na mnie nieco zaskoczona Grace.

-No to, że mam się nie nudzić? 

-Przekonasz się, koteczku, powiedziała, trącając mnie palcem w nos.

Łąka właśnie się kończyła, a do wsi było już niedaleko. To była mała wioska położona w niewielkiej odległości od Giżycka. Wypożyczone rowery spisały się znakomicie i dowiozły nas tam w pół godziny. Znajdowaliśmy się na Mazurach i wszystko wskazywałoby na to, że teren wokół powinien być całkowicie płaski. Niemniej ku mojemu zaskoczeniu miejscowość położona była na niewielkich łagodnych wzniesieniach. Sprawiało to dość dziwne, chociaż bardzo przyjemne wrażenie.

Te kilka zabudowań spokojnie można byłoby określić mianem skansenu. Pojedyncze domy kryte drewnianym gontem w starej szkieletowej zabudowie zdawały się być jakby żywcem przeniesione z XIX stulecia. Było tu zaledwie kilka gospodarstw i, na pierwszy rzut oka, trudno byłoby się doszukać śladów jakiejkolwiek cywilizacji. Może z tego względu to miejsce tak bardzo mnie urzekło.

Kiedy na chwilę się zatrzymaliśmy i rozejrzałem się dookoła, dotarło do mnie, że teraz z kolei otaczają nas rozległe, zielone pastwiska z niską jakby specjalnie przystrzyżoną trawą. No cóż, niektóre rzeczy widziałem po raz pierwszy. Byłem zachwycony tym, że tak duże naturalne tereny znajdują się tak blisko dużego miasta. W mojej ocenie to był bardzo duży plus. Miałem możliwość zobaczenia czegoś zupełnie nowego. 

Z zapartym tchem podziwiałem krowy spokojnie skubiące trawę. Dla mnie to był niecodzienny widok. Te rogate, łaciate stworzenia, jakich ja – mieszczuch nie widziałem na co dzień, wywoływały we mnie fale nostalgii. Wysoko w górze z niezwykłą gracją szybowały jaskółki, a od lasu powiewał ciepły przyjemny zefirek. Naprawdę można było oderwać się od rzeczywistości i zakochać w tym miejscu. Czułem, że wstępuje we mnie nowa fala energii. 

Widok, który przede mną się rozciągał, był malowniczy. Te wiejskie chałupy były jak wyjęte z obrazu Rembrandta. Tu jedna, a tam druga. Nie za blisko siebie. Idealnie wkomponowane w krajobraz i po prostu piękne.

W pewnym momencie dziewczyny zaczęły zachowywać się dziwnie i niezrozumiale dla mnie. Zaczęły podbiegać do spokojnie pasących się krów i przeganiać je w stronę dużego pola buraków cukrowych. Na dodatek śmiały się przy tym jakby miały rewelacyjną zabawę.

-Co robicie, - spytałem zdziwiony. 

-Sam zobaczysz, - odpowiedziała Grace, chichocząc.

Jak nietrudno było zauważyć, tym majestatycznym zwierzakom było wszystko jedno gdzie i co jedzą, a ogromne pole słodkich buraków zdawało się być pokusą nie do odparcia. Dlatego nie opierając się, skwapliwie skorzystały z tego zaproszenia. Byłem pewien, że dziewczyny znowu pakują się w kłopoty. 

Dlatego kiedy zobaczyłem jakiegoś człowieka, idącego w naszą stronę, zrozumiałem, że zbliża się czas poniesienia konsekwencji za ten niecny czyn. Ów człowiek niósł na plecach drabinę i to wydało mi się nieco dziwne. Przez chwilę zastanawiałem się, co on tutaj robi i po co mu ta drabina. Ale odpowiedź była prosta: szedł po to, aby dać nam reprymendę i być może przegonić ze swojego pola. A drabina? No cóż, prawdopodobnie przerwaliśmy mu jakieś ważne dla niego zajęcie. Tym bardziej powinien być zły. 


30 maja 2024

Ostatnie wakacje.

179. W tamtej stodole to są jeszcze szczury.


Mimo tego, że ich zaczepki stawały się coraz bardziej zuchwałe, nie reagowałem. Skrzywiłem się tylko w ciepłym uśmiechu, że niby nie wiem, o co chodzi i powiedziałem:

-Nie, nie. Oczywiście, że wolę z wami. Ta druga stodoła nie prezentuje się najlepiej, więc wolę z wami.

Stodoła wujka wyglądała na nowszą i bardziej zadbaną jednak jej widok i tak nie wzbudzał najlepszych skojarzeń, szczególnie jeśli miało się zamiar spędzić w niej najbliższą noc. 

Dziewczyny chcąc jeszcze bardziej nade mną się poznęcać, popatrzyły najpierw na siebie, później na mnie i wybuchły serdecznym śmiechem.

-Wiesz co? Ale w tamtej stodole to są jeszcze szczury, - powiedziała Amelia.

W tym momencie po moich plecach przebiegł nieprzyjemny dreszcz. Szczury rzeczywiście były argumentem, który mnie ostatecznie przekonał. Z drugiej strony może to tylko tak miało wyglądać. Może chciałem zostać przekonany właśnie w ten sposób. To był pewien rodzaj flirtu, którego wtedy jeszcze nie rozumiałem, ale reagowałem w sposób zupełnie prawidłowy.

-No to co? Postanowione? - klasnęła w dłonie Grace, - Śpisz razem z nami?

Spojrzałem najpierw na jedną, później na drugą i, będąc już całkowicie pewnym, że mam to, co chciałem, pokiwałem głową. Na koniec zrobiłem jeszcze minę nieco zatroskanego nieco zagubionego chłopaczka i odezwałem się nieśmiało:

-Postanowione.

Kiedy tak szliśmy w stronę zabudowań, a dziewczyny zataczały równe kółeczka swoimi jędrnymi pośladkami raz w jedną raz w drugą stronę, miałem wrażenie, że te ich krótkie, czerwone spódniczki podwiną się do góry i odsłonią albo ich niesamowicie seksowne pupcie, albo co gorsza, wszystko to, co kryje się z przodu. Jakoś nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że pod spodem nie ma już nic więcej, że trudno się tam spodziewać jakichkolwiek majtek.

-No wiesz, - zaczęła w pewnym momencie Grace, - bo ja nie wiem, co jeszcze może się stać na tym sianie…

Czułem, że ona chce jeszcze bardziej rozgrzać atmosferę i pobudzić moją wyobraźnię, jednak postanowiłem nie okazywać tego swoim zachowaniem. 

-A co może się stać? Przecież to tylko zwykła stodoła.

-Zwykła, czy niezwykła – jakie to ma znaczenie. Może cię ktoś tam napadnie i zrobi krzywdę.

"No, no proszę bardzo… jeżeli ktoś miałby mnie tutaj napaść to tylko wy, ale to już zupełna nie inna perspektywa", - pomyślałem.

-Uhu, a kto chciałby mnie napadać na tym odludziu? - roześmiałem się, - poza tym nie mam żadnych pieniędzy.

-No wiesz, nie byłabym taka pewna, - odezwała się z zastanowieniem, - Jesteś pewien, że nie ma tu nikogo, kto chciałby rozłożyć cię na łopatki?

Jej słowa bardzo mi pochlebiały, bo to już była jawna propozycja, ale wciąż chciałem grać takiego, który nic nie rozumie i nic nie wie. No wiecie, takiego niedorobionego prawiczka. To pozwalało mi jeszcze bardziej się do nich zbliżyć.

-No, a kto na przykład chciałby mnie napaść tej nocy? - rzuciłem mu dając nieco skonsternowanego 

Reakcja była natychmiastowa. Jej wzrok zdradzał wszystkie jej zamiary. Zatrzymała się przede mną i pochyliła do przodu, a duże piersi prawie wyszły spod dekoltu. Byłem podniecony jak jasna cholera i nie wiedziałem, co zrobić ze swoim wzrokiem. Nie mogłem się powstrzymać i w wyobraźni już ją rozbierałem. 

Ta bardziej poprawna połowa mnie mówiła, że nie powinienem tam patrzeć, ale to było silniejsze ode mnie i gapiłem się wręcz ostentacyjnie. W tym samym czasie jej siostra bliźniaczka stojąc z boku, uważnie mi się przyglądała. Zbyt uważnie jak na normalną rozmowę. Zdałem sobie sprawę, że to wciąż była rywalizacja. Napięcie między nami narastało.

 -No dobra, - wtrąciła po chwili, - postaramy się, abyś tej nocy się nie nudził.


29 maja 2024

Ostatnie wakacje.

178. Będziemy spali na sianie.


Patrzyły mi prosto w oczy, a rozmawiając ze mną, podchodziły bardzo blisko, często przekraczając moją strefę komfortu. Z jednej strony było to nieco krępujące, ale jednocześnie zmuszało mnie do podjęcia wyzwania i wejścia na wyższy, nieznany mi dotąd poziom intrygującej zabawy. Dla nich było to zupełnie normalne, ale ja czułem się trochę nieswojo.

-Będziemy spali na sianie, na sąsieku, o, zobacz, w tamtej stodole, na samej górze, - powiedziała Amelia.  

-Na samym sianie? - bez zastanowienia odpowiedziałem.

Dziewczyna, spojrzawszy na mnie, uśmiechnęła się i odparła:

-E, może nie na samym sianie. Wujek raczej da nam jakieś koce.

-To dobrze, bo już myślałem…  

-No ale wiesz, one i tak niewiele dadzą. 

-Tak, a co się stanie?

-Zwiną się do rana tak i jak się obudzisz rano, to siano będziesz miał dosłownie wszędzie.

-Nie wiem, czy się mam cieszyć, - podsumowałem, bo nie byłem pewien, czy tego chcę. 

-Myślę, że będzie ci się podobało, ale to się jeszcze okaże, - stwierdziła Amelia, uważnie mi się przyglądając.

W tym momencie gdzieś z boku bardzo blisko pojawiła się Grace.

-Julian to się pewnie boi spać w stodole, - wtrąciła, śmiejąc się serdecznie, - Na pewno się boi. Przecież to typowy mieszczuch.

Wszystko to wydawało mi się takie dziwne. Wiedziałem, że dziewczyna mnie prowokuje, ale nie odpowiedziałem na zaczepkę. Ona tymczasem dalej nie dawała mi spokoju. Trąciła mnie łokciem w bok i mówiła:

-Spałeś kiedyś na sianie, mieszczuchu?

Czułem, że zaczynam wplątywać się w coś, z czego później prawdopodobnie będzie mi się bardzo trudno wydostać. Na sianie oczywiście spałem, ale to było bardzo dawno, wtedy, kiedy byłem jeszcze mały i przyjeżdżałem do cioci. 

-Spałem, - odpowiedziałem, ale ona sceptycznie pokręciła głową.

-Taaa… akurat, już widać, że trzęsiesz gaciami.

-Nie trzęsę, - zaprotestowałem, czując się trochę nieswojo.

-Trzęsiesz, trzęsiesz, - Grace wiedziała, że jest teraz górą, dlatego postanowiła jeszcze bardziej przechylić szalę na swoją stronę, - a wiesz, że w tych starych stodołach to straszy?

-No, co ty gadasz?! - zareagowałem odruchowo, czując się jeszcze bardziej niepewnie, - Dlaczego w stodołach miałoby straszyć?

Moje wahanie było krótkie, ale ona jednak to zauważyła. Spojrzała mi prosto w oczy i powiedziała.

-No mówię ci, że straszy. Zresztą, jak mi nie wierzysz, to sam się przekonasz.

Przyznam się, że w tamtym momencie, duchów to trochę się bałem. Postanowiłem jednak do końca grać bardziej odważnego, niż byłem.

-Wkręcasz mnie, Grace. Nie dam się nabrać.

-No co ty, mówię szczerą prawdę. Sama kiedyś byłem świadkiem czegoś niesamowitego, ale to już zupełnie inna historia. 

Poczułem się jeszcze bardziej niepewnie, więc stanowczo powiedziałem:

-Przestań! 

Kiedy zobaczyła, że rzeczywiście się boję, roześmiała się słodko i serdecznie jak dziecko. 

-Ze strachu zaraz narobisz w gacie.

-Nie denerwuj mnie. Wcale się nie boję.

Stanęła naprzeciwko mnie i wymierzyła palcem w moją klatkę piersiową.

-Oczywiście mądralo. Zobaczymy czy będziesz taki odważny, jak wejdziesz na górę. 

Pomimo zapowiedzianych atrakcji z duchami, czułem, że ta noc będzie ekscytująca. Może rzeczywiście w tej stodole straszyło, ale ja liczyłem na coś zupełnie innego. Dlatego udając mniej rozgarniętego, niż byłem, spytałem:

-Dziewczyny, a my na tym sianie to będziemy spać we trójkę?

Amelia uniosła dłonie do góry, pokazując zadbane paznokcie i ukradkiem zerkając na siostrę bliźniaczkę, rzuciła niedbale:

-W trójkę, a co, wolałbyś spać tam sam?

-No nie ale wiesz…

-A może jesteś na tyle odważny, że prześpisz się w tamtej drugiej stodole? 

-A co jest w tamtej drugiej stodole?

-Nic, tylko tam to już naprawdę straszy, - zawtórowała Grace, śmiejąc się do rozpuku. 



28 maja 2024

Ostatnie wakacje.

177.  Wypożyczalnia rowerów była zamknięta.


Kiedy wreszcie wyszliśmy na zewnątrz, okazało się, że jest już całkiem widno, a słońce stoi wysoko na niebie i robi się coraz cieplej. Lekko skonsternowani, że przegapiliśmy zakończenie imprezy, przebywając gdzieś głęboko pod ziemią i słuchając opowieści starego człowieka, zamiast bawić się na całego, zastanawialiśmy się, co zrobić z dalszą częścią dnia, który najwyraźniej zapowiadał się wspaniale.

Dziewczyny wpadły na szatański pomysł, że przespacerujemy się do pobliskiej wypożyczalni rowerów, zorganizujemy sobie jakiś dobry sprzęt i pojedziemy do ich dziadka na wieś. 

-To tylko kilkanaście kilometrów, - odpowiedziała Grace na moje protestujące spojrzenie, - dasz radę, mięczaku.

-Pewnie, że dam. Tylko czy tego chcę? - odpowiedziałem, mając wrażenie, że w tej chwili to chce mi się już tylko spać.

Jak się okazało, wypożyczalnia rowerów była zamknięta, do otwarcia pozostało jeszcze dwie godziny, a w brzuchach nam już porządnie burczało, bo to, co zjedliśmy podczas imprezy, spaliśmy razem z alkoholem i teraz byliśmy już bardzo głodni. W związku z tym postanowiliśmy poszukać jakiejś pizzerii albo kebaba. O tej porze nie było to wcale takie oczywiste i łatwe. Niemniej jednak udało się nam znaleźć czynny bar, w którym kupiliśmy hamburgery, frytki i surówkę. Gorąca herbata w dużych kubkach też dobrze nam zrobiła.

Choć nie spaliśmy całą noc, bawiliśmy się, szaleliśmy na parkiecie, wypiliśmy bardzo dużo alkoholu to teraz, jadąc przez wilgotny, gęsty las, gdzie promienie słońca prześwitywały przez konary wielkich sosen, dębów i brzóz, czuliśmy się wspaniale. Wiatr we włosach dawał poczucie wolności i panowania nad światem.

Jadąc tuż za bliźniaczkami, które wciąż były w tych swoich nieco kiczowatych, stylizowanych na ludowe strojach, krótkich różowo-białych spódniczkach i bluzeczkach, obserwowałem z zachwytem, jak ich zgrabne pośladki poruszają się w rytm intensywnie kręcących się pedałów i wyobrażałem sobie, że tak szaleją na moim kutasie. 

Teraz już byłem pewien, że te wakacje będą dużo ciekawsze, niż mi się na początku wydawało. Po każdym dniu spędzonym na Mazurach miałem wrażenie, że kocham to miejsce coraz bardziej i w przyszłości będę chciał do niego wracać.

Wreszcie dotarliśmy w miejsce, gdzie nie dało się jechać, bo droga była zbyt piaszczysta i stroma. Zeszliśmy z rowerów i ostatnie dwa kilometry pokonaliśmy pieszo. W końcu, aby było bliżej, postanowiliśmy pójść przez łąki i pastwiska. To, co się działo później to już zupełnie inna historia. 

Nie trzeba było być ekspertem w tej dziedzinie, żeby zorientować się, że po tej ostatniej nocy obydwie siostry mają ochotę na gorące, namiętne igraszki. Widać było, że im się bardzo podobam. Nie potrafiły, a nawet nie starały się tego ukryć. Jednak z drugiej strony ciężko było im to wprost zakomunikować. Trochę mnie to dziwiło, ale one raczej wolały zabawę w kotka i myszkę albo, jak kto woli, grę pod tytułem: "Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz?". Niemniej z każdą minutą wszystko stawało się coraz ciekawsze i łatwo było mi wejść w ich tok rozumowania.

Ich oczy i usta błyszczały, a każdy ruch emanował pełną subtelności erotyką, doprawioną odrobiną sprośnego żartu i prowokacji. Poruszały się, kołysząc zalotnie swoimi zgrabnymi pośladkami i piersiami. Mówiły miękkim i słodkim głosem, który nie pozostawiał złudzeń, na co mają ochotę.




27 maja 2024

Ostatnie wakacje.

176. Nasze wino


-W tej chwili, - mówił pan Henryk, - możemy się pochwalić własną marką, która zdobywa coraz większą popularność wśród klientów.

Dowiedziałem się też, w co trudno było mi uwierzyć, że najlepsze wino powstaje z zapleśniałych, pomarszczonych winogron.

-Nasze wino, - mówił z powagą pan Henryk, - podobnie jak Tokaj Aszú, znane jako węgierskie wino, powstaje z najszlachetniejszych winogron, które tylko w wyjątkowych okolicznościach, takich jak odpowiednia temperatura i wilgotność, pokrywają się szlachetną pleśnią, dzięki czemu zyskują unikalny smak. Proces produkcji jest dość skomplikowany i wymaga precyzyjnej selekcji winogron. Winogrona są zarażane tzw. szlachetną pleśnią, wywołaną przez Botrytis cinerea, która powoduje ich odwodnienie oraz wzrost stężenia cukru, oraz olejków eterycznych. Zebrane winogrona starannie się selekcjonuje, rozsypując je na specjalnych stołach i ręcznie wybierając najlepsze.

Najbardziej odwodnione winogrona, ale jeszcze nie całkowicie zasuszone, oddziela się od reszty, wyciska z nich ostrożnie sok i lekko podfermentowuje w niewielkich dębowych beczkach. Otrzymaną w ten sposób esencję dodaje się do moszczu z pozostałych winogron, a całość poddaje się normalnemu procesowi winifikacji.

Z upływem czasu i kolejnych degustacji coraz bardziej wyrafinowanych i drogich trunków, rozluźnienie i nastrój ponownego upojenia alkoholowego zaczęły przyćmiewać nasze zmysły. Kiedy już myślałem, że nic więcej ciekawego w tej piwnicy nas nie spotka, nasz hojny gospodarz niespodziewanie zaproponował obejrzenie kolekcji starych map i rycin, które jego rodzinie udało się zgromadzić i zachować przed zawieruchą dziejów do naszych czasów. Ukryte w specjalnym pomieszczeniu, za kutymi żelaznymi drzwiami, które z przeraźliwym skrzypieniem otworzyły przed naszymi spojrzeniem swoje podwoje, jakby czekały na nasze przybycie.

Po wejściu do tego zakątka tajemnic i niespodzianek, w którym historia jakby zatrzymała się w stop-klatce czarno-białych odcieni, przywitała nas grobowa cisza, która zdawała się dominować wszystko. Jeden z wąskich regałów w samym rogu pomieszczenia zawierał zwoje starych pergaminów i map, starannie zabezpieczonych w specjalnych futerałach. Kiedy je oglądaliśmy, miałem wrażenie, że za chwilę rozpadną się w proch pod dotykiem moich rąk. Pachniały minionymi wiekami, niezliczonymi historiami i ludźmi, z którymi miały do czynienia. Jednocześnie budziły niesłychaną zadumę nad tym, co było, i nad tym, co po nas pozostanie, kiedy nas już nie będzie.

Równolegle do tego, co mogliśmy zobaczyć w szafach, mieliśmy też możliwość podziwiania i oglądania tego, co wisiało na ścianach. Były to drewniane ramy z delikatnymi rycinami, zachowanymi z niebywałą wręcz starannością. Te niespotykane dzieła sztuki były jak okna w czasie, ukazujące przeszłość w sposób niepowtarzalny i zachwycający. Nawet dla mnie, młodego człowieka, było to niepowtarzalne i ekscytujące doświadczenie.

Wpatrywałem się w szczegóły na mapach, próbując odczytać zapomniane nazwy miejscowości, szlaków handlowych, czy też ziemskich granic, które ewoluowały wraz z biegiem dziejów. Ryciny z kolei ukazywały obraz życia minionych epok, zatrzymując w kadrze codzienność i wielkie wydarzenia, jakby zamrożone w czasie.

W tym miejscu, gdzie upłynęło nam kolejnych kilka godzin, zupełnie nie czułem zmęczenia, ale jedynie to, że cała ta historia ożywiała się, stając się niezwykle realną i bliską, tak jakby stanowiła część mojego własnego życia. Były to magiczne chwile, które pozwoliły mi przenieść się w rejony naszego dziedzictwa, odkrywając wizję przeszłości taką, jakiej nigdy nie będziemy mieli możliwości znaleźć w żadnej książce."

26 maja 2024

Ostatnie wakacje.

175. Słuchać o historii winiarstwa.


Po moich słowach w oczach starszego pana zauważyłem iskrę ekscytacji. Pewnie już niejednokrotnie opowiadał tę samą historię różnym ludziom, ale skoro już zaczął, nie chciałem psuć mu zabawy.

-O tak, zaczął od razu. To miejsce jest niezwykle ciekawe i ma bogatą historię. A ta winnica jest całym moim życiem…

-Ma pan winnicę? - zdziwiłem się jeszcze bardziej.

-O tak, mam kilka winnic, ale te położone na południowych stokach okolicznych wzgórz są najlepsze.

Nieco zdziwiony, ale też coraz bardziej zaintrygowany, ponieważ nie spodziewałem się, że wybierając się na zwykłą zabawę w nieznanym lokalu w środku nocy, będę miał okazję zobaczyć piwnicę z winami i słuchać opowieści starszego pana o historii regionu, najpierw spojrzałem na Grace, potem na Amelię, a następnie znów na siwego pana, któremu widocznie bardzo zależało, aby tej nocy mieć kolejnego gościa i zabawiać się w kustosza swojego własnego muzeum. Po czym podniosłem się ze swojego miejsca i poszedłem za nimi.

-Jest mi niezwykle miło, że taki młody chłopak jak ty chce słuchać o historii winiarstwa, - zaczął, nie czekając na moją reakcję.

Kiedy byliśmy przy drzwiach wejściowych i za naszymi plecami zostawał szum rozmów i dźwięki ludowej skocznej muzyki, Amelia niespodziewanie zbliżyła się do mnie i lekko trąciła łokciem w bok. Następnie szepnęła mi do ucha:

-Co ty taki oficjalny jesteś? Wyluzuj. Pan Henryk, choć może nie wygląda, to naprawdę równy gość.

-Co mówiłaś, moje dziecko? - odwrócił się pan Henryk, okazując lepszy słuch, niż się spodziewałem.

Amelia poczerwieniała na twarzy, ale z werwą odpowiedziała:

-A nic, nic, panie Henryku, właśnie mówię temu szczawikowi, że równy z pana gość i nie musi się tak przy panu spinać.

-Hahahaha, - roześmiał się starszy mężczyzna, - no tak, jak to mówią: stary, ale jary.

Takim to oto sposobem już po chwili schodziliśmy w dół wąską klatką. Mijając kolejne kamienne stopnie, dotarliśmy do ciemnej, ceglanej piwnicy z niskim, łukowatym sklepieniem. W powietrzu unosił się dziwny, wilgotny zapach, który przywodził na myśl niesamowite opowieści o skarbach zakopanych w ziemi i piratach. Wokół nas, na gęsto rozmieszczonych półkach, leżały butelki, a każda z nich skrywała w sobie nie tylko niepowtarzalny smak i aromat, ale także odrębną historię zbioru produkcji, napełniania, którą gospodarz z niezwykłą charyzmą i zaangażowaniem starał się nam przedstawić.

Nie skończyło się tylko na oglądaniu i słuchaniu. Jak się okazało, było tu też miejsce do degustacji, z niewielkim stolikiem i kilkoma krzesłami. Pan Henryk miał już przygotowane odpowiednie roczniki, którymi chciał się pochwalić. Otworzył je i po kolei rozlewał, abyśmy osobiście mogli poczuć niezwykły bukiet zapachu i subtelnego, wyrafinowanego smaku.

To było bardzo fascynujące, ponieważ część historii, którą opowiadał, była po prostu częścią jego życia. Na przykład to, jak mając 47 lat, uległ poważnemu wypadkowi i spędził 2 miesiące w szpitalu. Z tego, co mówił, wynikało, że do dzisiaj w jego prawej nodze znajdują się cztery tytanowe śruby. Winnica, która znajdowała się w okolicy od lat, była w posiadaniu jego rodziny i przechodziła z pokolenia na pokolenie. Za czasów PRL-u została znacjonalizowana, i stracili nad nią kontrolę. Na szczęście, kiedy zmienił się ustrój, udało im się ją odzyskać.



25 maja 2024

Ostatnie wakacje.

174. Alkohol zyskuje nad nimi przewagę.


W środku nocy, niektórzy z naszych towarzyszy, którzy dotąd świetnie radzili sobie nie tylko przy stole, ale i na parkiecie, zaczęli ustępować tempu narzuconemu przez spożyty trunek. Dotąd doskonale uporządkowani i wyrafinowani dżentelmeni leżeli pokotem na stołach, nieświadomi tego, co się wokół nich dzieje. Niektórzy próbowali kontynuować jakieś dyskusje, czy nawet rozwiązywać problemy, lecz było widać, że alkohol zyskuje nad nimi przewagę.

W momencie rozliczenia za ten pełen wrażeń wieczór, rosły pan o imieniu Konrad, dzięki któremu się tutaj znaleźliśmy w przekrzywionym kapeluszu, mając świadomość kosztów, wyciągnął z wewnętrznej kieszeni marynarki zwitek banknotów dwustuzłotowych i rzucił go na stół, pozostawiając kierownikowi lokalu wybór odpowiedniej sumy i ufając jego nieskazitelnej uczciwości. Co wydawało mi się nie tyle śmieszne ile niebezpieczne. 

Mimo to zabawa zdawała się nie mieć końca. Kelnerzy nadal przynosili nowe butelki wina, starając się zaprezentować kolejne roczniki, opowiadając o każdym trunku, jakby to miało teraz jakiekolwiek znaczenie. No cóż, większość gości w tym momencie byłaby w stanie wypić wszystko, co by im podano, licząc na odrobinę ukojenia w zawartości większej ilości procentów. Egzotyczny smak i zapach trunków przestawały być istotne. Wiedziałem jednak, że to i tak już zbyt długo i nie potrwa, bo przecież wszystko kiedyś się kończy. Ta zabawa również musiała kiedyś się skończyć. 

Kiedy siedziałem przy swoim stoliku i dojadałem ostatnie kęsy tatara, który zostawiłem na talerzu godzinę temu, moje lekkie upojenie alkoholowe ustępowało miejsca normalnej trzeźwości. Okazało się, że nie wypiłem aż tak wiele, i zastanawiałem się, jak wyjść z lokalu stosunkowo wcześnie, unikając niepotrzebnych pytań. Nagle zauważyłem, że zbliżają się do mnie te dwie niezwykłe bliźniaczki, z którymi szalałem przez dotychczasową część wieczoru. Doskonale zdawałem sobie sprawę, co to może oznaczać, i natychmiast pojawiły się we mnie mieszane uczucia. Z jednej strony cieszyłem się z kontaktu z nimi, który był niezwykle przyjemny, ale z drugiej obawiałem się, że nie dam rady przetrwać kolejnej hulanki na parkiecie. Mój zapas energii był już mocno ograniczony, a moje nogi były już zmęczone. Jednak kiedy pierwsze oznaki paniki zaczęły mi się pojawiać, dotarło do mnie, że tym razem nie chodzi o taniec.

Kilka metrów za dziewczynami kroczył dostojnie starszy, siwy pan. Na jego twarzy widniał serdeczny, ciepły uśmiech, a okrągłe druciane okulary nadawały mu pewnego splendoru i powagi. Delikatnie podpierając się rzeźbioną laseczką, szybko zmniejszył dzielącą nas odległość. Cały czas utrzymywał mnie w polu swojego wzroku, co wskazywało, że ma do mnie jakąś sprawę. Dziewczyny stanęły po obu moich bokach, a on podszedł centralnie do mnie, wyciągając swoją chudą, pomarszczoną dłoń, i odezwał się ciepłym, choć nieco ochrypłym głosem:

-Witaj, młody człowieku.

Zaskoczony, odpowiedziałem:

-Dzień dobry. Czy jest jakiś problem?

On szybko zripostował:

-Nie, absolutnie nie. Wszystko w porządku. Tylko właśnie te dwie urocze panienki opowiedziały mi o tobie. I tak sobie pomyślałem, że skoro już tu jesteś, a ja i tak nie mogę spać, może zechciałbyś obejrzeć moją kolekcję win i posłuchać ciekawych historii związanych z tym miejscem.

Moje zdziwienie wzrosło jeszcze bardziej, ale byłem uprzejmy i próbowałem dorównać jego poziomowi elokwencji, odpowiadając:

-Bardzo chętnie obejrzę pańską kolekcję win. Na pewno ma pan bardzo stare i interesujące roczniki. Chętnie również wysłucham historii związanych z tym miejscem.


24 maja 2024

Ostatnie wakacje.

173. Szalony akordeonista.


-Bo wiesz, - Kontynuowała Grace, - mamy dla ciebie jeszcze jedną niespodziankę. 

-Tak? Jaką niespodziankę? - odpowiedziałem ze zdziwieniem. 

-Nasi bracia Łukasz i Dawid razem z gospodarzem tego lokalu chcą pokazać nam piwniczkę z winami. 

Zatrzymałem się zaintrygowany.

-O, coś takiego, - powiedziałem.  

-Musisz ją zobaczyć, ale oni najpierw chcą zagrać coś specjalnie dla ciebie. 

-No co ty, żartujesz? - zdziwiłem się jeszcze bardziej. 

Spojrzałem w stronę niewielkiego podwyższenia dla orkiestry. Zespół muzyczny, który tak rewelacyjnie nam przegrywał od początku imprezy, spostrzegłszy nasze wygłupy i harce na parkiecie, zaczął i grać utwór specjalnie nam zadedykowany. Na dodatek szalony akordeonista, który do tej pory stał na scenie, razem ze swoim instrumentem wszedł na parkiet i kręcąc się wokół nas, raźnie przygrywał, wzbudzając w całym lokalu sensację i aplauz. 

-Cześć szwagier, - zawołał radośnie, a ja nie wiedziałem, o co chodzi i spojrzałem na niego kompletnie zdziwiony. 

-Łukasz jestem, - wykrzyknął, wyciągając do mnie dłoń, - a tamten drugi to Dawid. Nasze zwariowane siostrzyczki już poznałeś prawda? 

W mojej głowie znów zawirowało, ale teraz zupełnie innego powodu. 

-O tak miałem okazję je poznać, - odpowiedziałem, zastanawiając się nad sensem tych słów. - To rzeczywiście niesamowite dziewczyny. 

Dopiero teraz zaczynało do mnie docierać, na czym polega dobra zabawa i byłem wdzięczny tym dziewczynom, że pozwoliły mi pozbyć się przez lata nagromadzonych kompleksów. 

Kiedy muzyka ucichła a chłopaki przygotowywali się do nowego utworu, rozejrzałem się po sali. Grace gdzieś zniknęła. Chociaż wcale mi to nie przeszkadzało, byłem zdziwiony, że jest w stanie tak nagle rozpłynąć się w powietrzu. Zostałem tylko z Amelią i to wydawało mi się całkiem w porządku. 

Lekko zamroczony alkoholem, jednak nie na tyle, żeby przez cały czas cieszyć się świetną zabawą i odbierać pełną gamę doznań tego, co działo się ze mną i wokół mnie, zapomniawszy o całym świecie i wszystkich moich dotychczasowych problemach dałem się ponieść tanecznym rytmom. 

Choć na początku miałem wrażenie, że poruszam się jak słoń w składzie porcelany, to teraz zdawało mi się, że moje nogi nie dotykają podłogi i same znajdują odpowiedni rytm. Po prostu nie mogłem uwierzyć, że to tak dobrze mi wychodzi, lecz powoli zaczynałem się do tego wszystkiego przyzwyczajać. 

Przy obrotach i piruetach śmiało i bez najmniejszego skrępowania obejmowałem ją w pół, a kiedy było to konieczne, mocno przyciskałem do siebie. Przy czym nie byłem już tak natrętny, jak wcześniej. Stwierdziłem, że sam taniec jak i obecny nastrój sprawia mi dość przyjemności i nie muszę uciekać się do takich tanich chwytów. I tak byłem pewien, że na wszystko przyjdzie czas, a kiedy przyjdzie pora na seks, to będę gotowy. Teraz była pora dobrej zabawy i tańca. 

Najwspanialsze i niesamowite w tym wszystkim było to, że nagle przypomniałem sobie wszystko, czego nauczyłem się w tej dziedzinie w całym moim dotychczasowym życiu. Choć tak naprawdę nie było tego wiele. Być może dlatego odniosłem taki sukces, że to Amelia okazała się być tak rewelacyjną tancerką i czułem się przy niej całkowicie swobodnie. 

Byliśmy zjednoczeni i dopóki trwał taniec, nic nie mogło nas rozdzielić. Poza tym obserwowanie, jak jej jędrne piersi kołyszą się w rytm podskoków i za każdym razem coraz bardziej wysuwają się spod dużego dekoltu, było dla mnie czymś zupełnie naturalnym. Moje wciąż narastające podniecenie mieszało się niezwykłą radością i nieskrępowanym zachwytem w stosunku do tej pięknej osoby. 



23 maja 2024

Ostatnie wakacje.

172. To nie była grzeczna dziewczynka.


W ciągu jednej sekundy poczułem niesamowicie silny zawrót głowy i bardzo słodkie mrowienie w kroczu. Otworzyłem tylko usta, chcąc jeszcze coś powiedzieć, ale nie wydobył się z nich już tylko żaden dźwięk.

 -Boże Julian, jak ty się spinasz, - powiedziała, zbliżając swoje usta do mojego ucha, - zaraz rozerwie ci spodnie.

Trzęsłem się na całym ciele. Trudno było mi nad sobą zapanować. 

-Och Amelia! - westchnąłem. 

Zachowywałem się dokładnie tak, jak chciała. Jej słodki śmiech mówił wszystko. 

-Jesteś jak lukrowane ciastko i mam na ciebie niesamowitą ochotę, - szepnęła mi wprost do ucha. 

Miałem wrażenie, że za chwilę spuszczę się w spodnie. Coś mi podpowiadało, żebym po prostu uciekł, ale wiedziałem, że ona i tak gdzieś mnie tam dopadnie. To była tylko kwestia czasu. 

-Przestań, nie jestem żadne ciacho, - rzuciłem w proteście. 

-Oj Jesteś, jesteś, - odpowiedziała, przytulając się do mnie tak mocno, że czułem jej sutki na swojej klatce piersiowej. 

Rozpoczął się kolejny utwór. Teraz tańcząc ze mną, objęła mnie w pół i mocno wcisnęła się w moje ciało. Jej jędrne, sterczące cycki rozgniatały się na moim torsie, a penis w spodniach zesztywniał do granic możliwości, za wszelką cenę próbując wydostać się na zewnątrz. 

Przytulona do mnie z każdym kolejnym krokiem przesuwała się jeszcze bardziej, przekraczając wszelkie możliwe granice dobrego wychowania. To nie była grzeczna dziewczynka. Ona chciała porządnie narozrabiać i miałem tego całkowitą świadomość. Nie wiedziałem, czy mam uciekać, czy podjąć wyzwanie i pójść na całość.

-Och Julian! - westchnęła głęboko, kiedy dolna część jej ciała ze wszystkich sił zaczęła napierać na moje podbrzusze. 

Tego było już za wiele. Przy takim obrocie sprawy nie mogłem pozostać obojętny, musiałem zareagować w sposób adekwatny do sytuacji. Wymagał tego ode mnie mój męski honor. Moja dłoń opadła poniżej krawędzi jej sukienki i sunąc wolno po gołym udzie, dotarła do pośladków. A kiedy to się już stało, sam nie wierzyłem, że mogłem posunąć się tak daleko. 

"O Boże, Boże, Boże mój", - myślałem, - "zaraz zwariuję ze szczęścia". 

Ona tymczasem, zamiast zareagować w sposób bardziej jednoznaczny, westchnęła tylko głęboko i przesunęła się jeszcze bliżej. Wszystko wokół mnie wirowało. Cały świat kręcił się dookoła, głośna muzyka zagłuszała wszystko, łącznie z moimi najgłębszymi niepewnościami i wątpliwościami, a ja sam niesiony falami tańca i przygaszonych kolorowych świateł, płynąłem do portu mojego przeznaczenia, którego nie znałem. Było po prostu cudownie. Pozostawał tylko jeden problem – zupełnie nie miałem pojęcia, jak to wszystko się skończy.

Po chwili obydwie dłonie trzymałem pod jej krótką sukienką i ściskałem jej pośladki. Ona dokładnie to samo robiła z moimi. Miałem na sobie jeansy i dobrze, bo gdybym poczuł ciepło i delikatność na swojej skórze, pewnie nie udałoby mi się powstrzymać już wytrysku. Natomiast moje palce miały możliwość eksploracji i poznawania jej intymnej bielizny. Pod opuszkami czułem koronkową strukturę i raz po raz, nie mogąc ich utrzymać w jednym miejscu, wsuwałem je pod spód, coraz bardziej niebezpiecznie zbliżając się do samego centrum mojego zainteresowania. 

-No i co Julian, podoba ci się impreza? - usłyszałem nagle przenikliwy głosik Grace dokładnie z drugiej strony mojej głowy. 

Zupełnie nie wiedziałem, jak tu się zjawiła. 

-Och, podoba się, podoba, - powiedziałem, szerząc do niej zęby i jednocześnie się odwracając. 

Przy czym moje dłonie zostały na swoim miejscu, czyli na pośladkach jej siostry. Kiedy znów w przelocie spojrzałem na moją towarzyszkę tańca, spostrzegłem, że jej oczy płoną niezwykłym uniesieniem. Była bardzo podniecona. 




22 maja 2024

Ostatnie wakacje.

171. Świetnie tańczysz.


Teoretycznie przyczyną takiego stanu rzeczy była duża ilość wypitego alkoholu, ale wcale nie byłem tego taki pewien. Być może potrzebowałem tylko odpowiedniego katalizatora, by moja prawdziwa natura w sposób bardzo gwałtowny zaczęła się ujawniać. Wydawało mi się, że ten alkohol powinien przytępić moje zmysły, że powinienem być otumaniony i nie powinienem wiedzieć, co się ze mną dzieje. Tak jednak nie było. 

Byłem świadomy wszystkiego, co robię, może nawet jeszcze bardziej niż przedtem, Tyle tylko, że hamulce wewnętrzne, które nie pozwalały mi robić pewnych rzeczy, teraz jeden po drugim przestawały trzymać mnie w swoich ryzach, a ja wdzięczny losowi za taki dar czułem się jak ptak wypuszczony z klatki. 

-A nie mówiłam, że da się go rozkręcić, - Amelia, przekrzykując ogłuszającą muzykę, zwróciła się do siostry. 

-No mówiłaś, mówiłaś, - zgodziła się Grace, zalotnie zerkając w moją stronę. 

-To zajebisty koleś, - kontynuowała Amelia, - zobacz tylko, jak on tańczy. 

-Och przestań, bo czuję się nieswojo, - zaprotestowałem, mając nadzieję, że mnie usłyszy w tej wrzawie. 

-Daj spokój Julian, naprawdę świetnie tańczysz, - rzuciła w przelocie przed wykonaniem kolejnego piruetu. 

Poprowadziłem ją płynnie, a moja dłoń przejechała po jej wąskiej talii. 

-Przestań Julian tak narzekać. Ty jesteś taki... - nie dokończyła, a w mojej głowie od razu powstała lawina pytań, o co jej chodziło. 

-Co? No jaki? 

-No wiesz... - znów zawiesiła głos, jakby celowo dawkując napięcie oraz informacje. 

-Ale co? 

Uśmiechnęła się w sposób bardzo szczególny, a rumieńce na jej policzkach stały się jeszcze bardziej intensywne. 

-No jakby to powiedzieć, niezłe z ciebie ciacho, - wypaliła wreszcie, a ja poczułem, że rośnie mi klatka piersiowa.

Miałem poczucie, że jestem naprawdę wyjątkowy, ale z drugiej strony jakoś ciężko było mi zaakceptować fakt, że tak bardzo mogę się podobać dziewczynom, trzeba dodać — tak pięknym dziewczynom.  

-Nie, to nieprawda, a w ogóle co masz na myśli, mówiąc "ciacho"? 

Nie odpowiedziała na moje pytanie, zamiast tego zatrzymała się, przerywając swój popis taneczny i wyciągnęła w moją stronę swoje drobne dłonie. 

-Zaczekaj chwilę, - powiedziała, - daj, rozepnę ci koszulkę. 

Spojrzałem na nią zaskoczony, a ona uśmiechnęła się przecudownie. 

-Ale jesteś nerwowy. Nie panikuj. Zaufaj mi, będziesz świetnie wyglądał.

Wciąż czułem się nieswojo, że tak mnie traktuje.  

 -Och przestań. Ja tak nie lubię, - zaprotestowałem, ale nic to nie dało.

-Oj przestań robić problemy, - skwitowała. - Ze mną i tak nie wygrasz. 

-Boże, nie, - zaczynałem panikować tak, jakby to było nie wiem co. 

-No daj. Nie wygłupiaj się. 

Choć było to irracjonalne, miałem wrażenie, że ona chce rozebrać mnie do naga. Kiedy wreszcie rozpięła dwa górne guziki, westchnęła w sposób wyrażający podziw i zaskoczenie. 

-Och jaki zarost. 

Zaczynały dziać się ze mną dziwne rzeczy. Czułem, że to jest coś znacznie więcej niż tylko koleżeńskie wygłupy. Poza tym zupełnie inaczej to wyglądało kiedy to ja w sposób znacznie bardziej obcesowy pozwalałem moim dłoniom penetrować ich zgrabne zakamarki. Kiedy jednak działo się odwrotnie, z moich ust wydobyło się coś na kształt płaczliwego jęku. 

-Och Amelia, nie! 

Na szczęście ona nie potraktowała tego zbyt poważnie i nie przerwała zabawy. 

-Świetnie się z tobą tańczy, Julian. Wywijasz jak mało który chłopak na parkiecie. 

Wypowiadając te słowa, położyła swoją dłoń na moich biodrach, a później nie wiedzieć czemu ta sama dłoń znalazła się na moich pośladkach i zamiast opaść pod własnym ciężarem, zacisnęła się palcami, przywierając do mnie z całej siły. 



Przeczytaj

Zapach rozkoszy

18. Zapomniała, że była żoną i matką Później stała się rzecz przedziwna, coś, czego nie spodziewałaby się w najśmielszych, najbardziej zakaz...