193. Czułem się gwałcony.
Jedną ręką mocno przytrzymywała mnie w pasie, a drugą ściskała już twardego i sinego z rozkoszy fiuta. Po chwili zaczęła wykonywać powolne, posuwisto-zwrotne ruchy. Przed moimi oczami zaczęły wirować kolorowe gwiazdki i kółeczka, a narastający szum w uszach sprawiał, że miałem wrażenie, iż stoję na skraju wodospadu.
-O mój Boże! - wyrywało się z mojego gardła i w tym momencie upadłem na kolana.
To było dość gwałtowne. Dobrze, że znajdowaliśmy się na miękkim ścianie, bo pewnie zrobiłbym sobie krzywdę.
-Cicho bądź! - warknęła mi agresywnie do ucha, a następnie zrobiła malinkę na szyi.
-O Boże, o Boże! - dyszałem, drżąc podniecenia.
-Zamknij się, - usłyszałem z drugiej strony, - Teraz jesteś całkowicie pod naszą kontrolą. Zrobimy z tobą wszystko, co nam się żywnie podoba. Czy to rozumiesz?
Tak naprawdę rozumiałem tylko to, że rozwój wypadków przerasta moje wszelkie oczekiwania, a to oznaczało, że znalazłem się w poważnych tarapatach. Mimo to nie byłem w stanie zaprotestować. Bałem się i pragnąłem tego więcej.
W tym samym czasie Amelia, zbliżając się do mnie od przodu, oplotła mnie swoimi ramionami i obdarowała przecudownie słodkim, długim i gorącym pocałunkiem. Czułem na sobie jej jędrne piersi i sterczące sztywne sutki.
To był mój ostatni pełny oddech. Później nastąpiła lawina coraz większego zatracania się w niesamowitej rozkoszy. Nie byłem w stanie przewidzieć, co za chwilę się stanie, ale każda komórka mojego ciała krzyczała, że chce tego więcej. Byłem w stanie zaryzykować wszystko za tę jedną chwilę spełnienia.
Byłem niczym plasterek szynki w kanapce, który siedzi między dwiema słodkimi kromkami chleba. Tymi kromkami były Amelia i Grace. Czułem ich ręce wszędzie. Czułem ich ręce, piersi, uda. Wszystko to dotykało, wędrowało po mnie, badało każdy zakamarek mojego ciała. Czułem się niebotycznie szczęśliwy. Wszystko działo się niemal błyskawicznie i było całkowicie poza moją kontrolą. Tak mi się wtedy zdawało.
W pewnym momencie dotarło do mnie, że już nie klęczę, tylko siedzę na tym sianie, z wyciągniętymi przed siebie nogami.
W tej samej chwili, gdy Grace była jeszcze z tyłu i oplatała mnie swoimi miękkimi ramionami, pieściła mój brzuch oraz klatkę piersiową, Amelia bez najmniejszego skrępowania czy wstydu wgramoliła się na moje uda i przygniotła mnie swoim słodkim ciężarem. Następnie, bez pytania, czy tego chcę, czy nie, nadziała się na mojego twardego, sztywnego i grubego fiuta, aż jęknąłem z rozkoszy.
Z tego wszystkiego zapamiętałem tylko tyle, że jej drobna, zwinna dłoń chwyta go gdzieś w połowie długości, odgina do pionu i wkłada w coś, co przypomina wilgotne, gorące bagienko. Wszedłem w nią z głośnym, charakterystycznym mlaśnięciem, a ona swoim ciężarem dobiła do samego końca i usiadła na moich jajach. W mojej głowie zawirowało tak, jakbym przed chwilą zszedł z karuzeli.
-O Jezu! - jęknąłem, prawie tracąc przytomność.
Odruchowo chwyciłem ją w pasie, aby ustabilizować ten ruch. Miałem poważne wątpliwości, czy w tym stanie wytrzymam choć minutę. Jednak ona, przechylając się w moją stronę, naparła na mój tors z całych sił. Nie byłem w stanie nic z tym zrobić, po prostu czułem się gwałcony. Czułem, jak wchodzę w nią głębiej i głębiej. Czułem, jak jej cipka obejmuje mojego fiuta ciasnym, lepkim, wilgotnym uściskiem i miałem wrażenie, że jestem w niebie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz