Szukaj na tym blogu

6 czerwca 2024

Ostatnie wakacje.

186. Były już kompletnie nagie.


Wanna stała już za domem, między krzewami a altanką. Było to ustronne miejsce, w którym mogliśmy czuć się spokojnie i bezpiecznie. Z trzeciej strony znajdował się las, ale bardzo daleko, a przed nim rozległa płaska łąka, tak że jak ktoś by się zbliżał, my pierwsi byśmy go zauważyli.

No cóż, wiedziałem, na co się piszę, a na dalszy przebieg akcji długo nie trzeba było czekać. Dziewczyny bardzo szybko zrzuciły z siebie te urocze, trochę kiczowate stroje. Najpierw bluzeczki, a później spódniczki. Teraz były już tylko w samych majteczkach i stanikach, które notabene były bardzo cienkie i półprzezroczyste.

Kiedy na nie spojrzałem, dech mi zaparło. Miałem wrażenie, że one robią to celowo. Czułem, że moje serce zaczyna bić dwa razy szybciej, a podniecenie znów strzela w kosmos.

Ich sylwetki były wprost idealne. Czułem się, jakbym wygrał podwójny los na loterii. To była kwintesencja piękna i seksapilu. Idealnie gładka skóra, wąskie wcięcie w talii i szerokie biodra oraz pośladki. Na dodatek jędrne, sterczące cycki. To było coś, co rozsadzało mi mózg, ale to nie było jeszcze wszystko.

W tym samym momencie Amelia, próbując ściągnąć ze swojej krągłej pupci nieco za ciasną spódniczkę, zaczęła nią kręcić w prawo i w lewo. Jednocześnie rzucała głową niczym narowisty koń w pełnym biegu, pozwalając swoim jasnym, długim włosom swobodnie wirować w powietrzu. Obserwując ten cudowny spektakl, myślałem, że umrę z wrażenia. Czułem się największym farciarzem na świecie na świecie.

W tym momencie mógłbym poddać się jakiejś głębszej rozkminie na ten temat, ale nie miałem na to szansy, bo one zaraz były już kompletnie nagie. Stały przede mną niczym dwie boginie piękna.

Zauroczony, a wręcz zahipnotyzowany, nie mogłem oderwać od nich wzroku. One jednak nic sobie nie robiły z mojego zmieszania i zagubienia. Chichocząc i bawiąc się na całego, jedna po drugiej weszły do tej wielkiej wanny pełnej, ciepłej, nagrzanej na słońcu wody i zaczęły radośnie pluskać się, niczym dwa niczego nieświadome przedszkolaki.

Byłem zaskoczony wielkością tego zbiornika. Ta obszerna blaszana balia, niczym z czasów PRL-u, wielkością przypominała raczej mały basen. Było w niej dość miejsca dla nas trojga, ale z oczywistych względów nie mogłem się przemóc, aby także się rozebrać i do nich dołączyć.

Choć nie byłem w stanie tego kontrolować, miałem całkowitą i pełną świadomość tego, co dzieje się z moim ciałem i umysłem. Najważniejszy był mój penis, bo to, co się z nim działo, było wprost niesamowite. Napierając na materiał od spodu, o mało nie rozerwał mi spodni. Gdybym teraz rozpiął rozporek, na co miałem prawdziwą ochotę, wyskoczyłby pewnie niczym mocno napięta sprężyna, prezentując swoją gigantyczną wielkość, żylastą fakturę i maczugowaty kształt. To jeszcze czym mógłbym się pochwalić, to specyficzny, intensywny aromat, który uwalniał się przez dolną część garderoby i nawet ja go czułem.

Dlatego stałem tak i przyglądałem się im z zazdrością, a jednocześnie z zażenowaniem. Zazdrościłem tym dziewczynom beztroski i swobody i byłem cholernie zły na siebie, że nie potrafię zapanować nad swoim podnieceniem. Gdybym teraz zdjął z siebie ciuchy, zobaczyłyby moją bezradność wobec ich piękna i erotyzmu i pewnie zapadłbym się pod ziemię ze wstydu.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...