188. Do chwili, kiedy nie zobaczyły mojego kutasa.
Kiedy przystępując do tej czynności, obydwie uklękły przede mną, cały się trząsłem. W ogóle nie wiedziałem, co się ze mną dzieje. Emocje były trudne do opisania. Kiedy patrzyłem na nie oczami pełnymi paniki, gotowy do natychmiastowej ucieczki, Grace spojrzała na mnie łagodnie i odezwała się:
-Tylko spokojnie, bohaterze. Nic się nie bój. Nie zrobimy ci żadnej krzywdy.
Powiem szczerze, że to wyglądało jak egzekucja, przynajmniej w moich oczach, ale tylko do chwili, kiedy nie zobaczyły mojego kutasa. Później sytuacja zmieniła się o sto osiemdziesiąt stopni i to ja byłem górą. Tak jak w tej reklamie, można powiedzieć, że ta chwila była bezcenna.
Mój wzrok padł najpierw na Amelię, która naga, cała w kropelkach wody, klęczała przede mną i wytrzeszczając oczy patrzyła na moje wielkie przyrodzenie. Jej buzia otworzyła się szeroko, a z gardła wydobyło się miękkie:
-Oooooooch.
Na jej twarzy malowało się zdziwienie, niedowierzanie, a jednocześnie uwielbienie i zachwyt. Dopiero po chwili była w stanie cokolwiek z siebie wykrztusić i brzmiało to mniej więcej tak:
-Och, Julian!
No cóż, miałem wrażenie, że jednak wygrałem w tej potyczce. Zażenowanie, które do tej pory paraliżowało każdy mój ruch, teraz nagle zniknęło i pozostała tylko satysfakcja. Czułem się rewelacyjnie. Oparłem dłonie na biodrach i stałem wyprostowany, prezentując moje berło. Mój fiut był rzeczywiście godny podziwu i nawet mnie samego zaskoczyła jego wielkość i kształt.
Nigdzie się nie spieszyłem, nigdzie już nie chciałem uciekać, pozwalałem mu dumnie kołysać się do góry i do dołu, tak by zrobił na tych dwóch paniach jak największe wrażenie. Był gruby niczym dyszel wozu i sękaty jak sosnowa gałąź. Opleciony siatką fioletowych żył z odsłoniętą, kształtną, wielką głowicą, zdawał się być niczym prawdziwy rozbójnik, który wyszedł prosto z lasu. Gdybym teraz tylko chciał, wepchnął bym go w jej rozdziawioną buzię, zanim by się zorientowała. Choć miałem wrażenie, że i tak by była zadowolona.
W tej chwili to Grace znajdowała się bliżej mojego Wacusia, a mimo to ona jako druga zareagowała na ten niecodzienny widok. Nie wiem czy była tego świadoma, ale by skupić wzrok na końcu żołędzi, która znajdowała się kilka centymetrów od jej ust, musiała zrobić lekkiego zeza, a kiedy to to zaszło, jej oczy stały się wielkie jak pięciozłotówki. Patrzyła na ogromny kapelusz w kształcie młodego grzyba i nie była w stanie wydobyć z siebie ani słowa.
Całe zaskoczenie i zdziwienie trwało o wiele krócej niż mi się zdawało, że powinno. Byłem przekonany, że ten niecodzienny widok podziała na nie trochę mocniej i potrzyma je w tym stanie nieco dłużej. Niestety, obydwie dziewczyny bardzo szybko odzyskały pierwotny rezon i przejęły inicjatywę.
Już po chwili Grace stała podparta pod boki i z krzywym uśmiechem patrzyła w samo centrum tego zamieszania.
-No, no, no, muszę przyznać, że matka natura nieźle się wyposażyła, - powiedziała z podziwem. - Twój wielki żołnierz jest jak wyrzeźbiony z marmuru. Rzeczywiście prawdziwy z ciebie Apollo, Julian.
Amelia jeszcze przede mną klęcząc, uniosła nieco głowę i spojrzała na siostrę.
-Posłuchaj, Grace, zgwałciły go teraz, czy zostawimy sobie na później? - powiedziała z szalmowskim uśmiechem na jej słodkiej buzi, ale zabrzmiało to całkiem poważnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz