187. Jak się nie wstydzisz, jak się wstydzisz?
Sytuacja była patowa. Kiedy już miałem stchórzyć i schować się w zaciszu domu wujka, spostrzegłem na sobie wzrok Grace. Jej oczy mówiły wszystko, i wiedziałem, że nie dam rady się już wycofać.
-Halo, halo, kolego, no nie mów, że będziesz tak się na nas gapił. Co to, to nie, - odezwała się specyficznym głosem.
-No ale wiesz, kurde, no ja nie mogę, - zacząłem się jąkać i tłumaczyć, widząc, że siedzi z rozchylonymi kolanami, a między jej udami majaczy mokra, napęczniała cipka.
-Hej, hej, Julian! - zaczęła, patrząc w moje krocze, tam, gdzie mój napęczniowy gigant próbował rozerwać spodnie. - Czy mi się wydaje, że tobie stoi?
Odruchowo położyłem dłonie na swoim przyrodzeniu, tak jakbym i ja był był nagi, a ona roześmiała się w głos.
-Zdaje mi się, że ty się nas wstydzisz. Co, Julian?
-Och, nie wstydzę się ciebie, - odpowiedziałem zbyt szybko i wbrew sobie.
-No jak się nie wstydzisz, jak się wstydzisz? - powiedziała, uśmiechając się jedną stroną ust.
-No nie wstydzę się, naprawdę, - mówiłem, czując się bardzo głupio.
-No to jak się nie wstydzisz, to ściągaj z siebie te ciuchy i wskakuj do nas, póki jeszcze woda jest ciepła.
Miałem naprawdę wielką ochotę rozebrać się przed nimi i zaprezentować to, co mam między nogami, ale niestety ogarnął mnie jakiś paraliż, którego nie byłem w stanie przezwyciężyć.
Kiedy tak stałem, pociłem się i zastanawiałem, jak wybrnąć z tej sytuacji, Greys zwróciła się do swojej siostry bliźniaczki.
-Hej, Amelia, zobacz, czy mi się wydaje, że jemu kutas sterczy?
-Och nie, - wyrwałem się w panicznej obronie, choć wiedziałem, że skutek będzie żaden. - Przecież mi nie sterczy.
Pierwszym efektem moich słów było to, że zaczęły się bardzo serdecznie i radośnie śmiać. Później, nim zdążyłem cokolwiek powiedzieć, one już były obok mnie i zachłannie ściągały ze mnie ubranie.
Czy tego chciałem, czy nie, te dwie śliczne, nagie dziewczyny po prostu mnie rozbierały, a ja nie byłem w stanie stawić jakiegokolwiek oporu. Czułem się jak w pułapce, nie wiedziałem, jak mam zareagować, bronić się, krzyczeć, uciekać, czy może rzucić się na nie i po kolei je zgwałcić? To przerastało moje możliwości, było dla mnie za trudne. Po prostu tego było zbyt wiele i działo się zbyt szybko.
Nagle dotarło do mnie, że przecież nie muszę nic robić, wystarczyło zostawić to tak jak jest. Co prawda ciągle czułem się tak, jakbym to ja był gwałcony, ale wrażenie, że jestem tak słodko napastowany było warte mojego wstydu i zażenowania. Dziewczyny śmiejąc się i żartując, ściągały ze mnie kolejne partie garderoby, a ja czułem się, jakbym był wystawiony na spojrzenia całego świata. Ich bliskość, zapach, dotyk miękkich rąk i sama świadomość tego, co się ze mną dzieje sprawiała, że kręciło mi się w głowie. Miałem wrażenie, że za chwilę upadnę, ale tak się nie stało.
W pewnym momencie Grace westchnęła:
-Och, Amelia! Zobacz tylko, jakie on ma ciało! Toż to prawdziwe ciacho!
-No przecież ci mówiłem, że to prawdziwy Apollo, stworzony przez samego stwórcę. Jak tylko go zobaczyłam w tym pubie, obok cioci Antoniny, już chciałam go mieć. No co się zastanawiasz, ściągnij mu te slipy.
-Nie, ty to zrób.
-Dlaczego?
-No zostawiam to tobie, jest twój.
-No dobrze, zróbmy to razem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz