181. Gospodarz zbliżył się do nas.
Kiedy zbliżył się bardziej, dostrzegłem, że drabina jest drewniana stosunkowo mała. Wszystko to, co się działo, było naprawdę surrealistyczne i jakby żywcem wyjęte ze snu. Z jednej strony były te dwie radosne, pełne werwy wręcz łobuzerskie dziewczyny, a z drugiej ten obcy, prawdopodobnie już mocno wkurzony na nas, człowiek. Coś wisiało w powietrzu. Tego nie dało się ukryć. Nie wiedziałem, co jeszcze wykombinują te dwie laski, ale byłem przekonany, że mają ochotę na jeszcze głupsze figle. Coś mi mówiło, że zadawanie się z nimi to prawdziwe ryzyko.
Kiedy gospodarz zbliżył się do nas na kilka metrów, rzucił drabinę na ziemię, zdjął z głowy duży słomkowy kapelusz i machając nim, zaczął przeganiać ze swojego pola krowy. Kiedy patrzyłem na tego faceta, nie wiem dlaczego, ogarnął mnie głupi niepohamowany śmiech.
Krowom nie bardzo chciało się znów zmieniać menu. Tym bardziej że soczyste liście buraków były dużo lepsze od nieco wysuszonej trawy. Gospodarz musiał się mocno napracować, aby wróciły w miejsce, w którym pasły się do tej pory. Kiedy w końcu to się udało i podszedł w dostatecznie blisko nas, on również zaczął się śmiać.
W tym momencie dotarło do mnie, że nie mogę dostrzec w nim ani śladu agresji. Mimo że doskonale wiedział, kto tak narozrabiał, nie był zły. Raczej chciał sprawiać takie wrażenie.
-No patrzcie, jaka łobuzeria! Gdzie się nie pojawią, od razu coś spsocą. Skaranie boskie z wami, - zaczął tyradę słowną, chociaż z jego twarzy nawet na chwilę nie zniknął ciepły i przyjemny uśmiech. - Dziewczyny dajcie mi trochę w spokoju pożyć. Wiecie, że to moje doświadczalne pole buraków. Boże kochany, ja już z wami nie mogę!
-Dzień dobry wujku, - zawołała radośnie Amelia, tak jakby dawno go nie widziała.
-A dzień dobry, Dzień dobry, moje serduszko, Przywitał się z uśmiechem gospodarz. - Znowu piłaś?
Dziewczyna zareagowała od razu.
-Nie piłam, wujku.
Chwycił ją za ramiona i przyjrzał się jej uważnie.
-Mnie nie oszukasz, dziecko. Twoje podkrążone oczy to zdradzają.
-Oj tam wujku, bawiłam się całą noc. Wypiłam tylko kilka lekkich drinków.
W tym momencie mężczyzna obrzucił mnie swoim podejrzliwym wzrokiem i odezwał się dosyć obcesowo.
-A ten to kto?
-No właśnie wujku, to chciałam ci powiedzieć, - pospieszyła z wyjaśnienie Amelia. - To nasz nowy kolega.
-No tak, kolega, - odezwał się jakby do siebie wujek, - wszystko rozumiem. Znowu sobie jakiegoś lowelasa przygruchałyście.
-Wujku, no co ty, to nie żaden lowelas, to porządny student, a poza tym artysta.
-Ach artysta, no proszę, kolejny artysta chcecie zepsuć niewinnego chłopaka do cna?
Na te słowa obydwie dziewczyny zaczęły się rumienić i chichotać.
-No co ty wujku, nie będziemy go psuć.
Po chwili mężczyzna zwrócił się do mnie przyciszonym i poufałym tonem:
Posłuchaj mnie chłopie, jak masz nieco oleju w głowie, to bierz nogi za pas i uciekaj, gdzie pieprz rośnie. Szczerze ci radzę. Moje bratanice to istne diabły. Sprowadzą cię na manowce.
-Och, naprawdę? - spojrzałem na niego nieco skonsternowany.
-No przecież mówię, ciągnął, próbując zachować poważny ton, może wyglądają jak dwa aniołki, ale nie daj się zwieść. To istne diabły. Mówię ci to tylko dlatego, bo wyglądasz mi na porządnego chłopaka.
W tym momencie Grace śmiejąc się cicho i zakrywając usta, powiedziała:
-Chyba jest już za późno. Myślę, że ten nieszczęśnik jest już w naszej mocy i wiesz co wujku, masz rację, zepsujemy go do cna.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz